Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ulubione. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ulubione. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 30 grudnia 2013
'Błękit szafiru', Kerstin Gier
Tajemnice
Tytuł: Błękit szafiru
Autor: Kerstin Gier
Wydawnictwo: Literacki Egmont
Ilość stron: 364
Gwendolyn jest zmęczona ciągłymi podróżami w czasie. Ma też dość użerania się z Charlottą, która znów się puszy. Ta zaś, dostała zadanie, z którego jest nadzwyczaj dumna: musi pomóc Gwendolyn w odnalezieniu się w świecie podróży w czasie. Skoro jedna z nich się cieszy, nie muszę chyba mówić, jaki ta druga, Gwendolyn ma do tego stosunek.
A zadanie jest na wagę złota. Spotkania z hrabią de Saint Germain nie należą do najmilszych, ale mimo to Strażnicy się na nie decydują. Działając z jego polecenia, dwoje aktywnych podróżników w czasie - Gideon i Gwendolyn - mają za zadanie zdobyć krew wszystkich podróżników, tak aby zamknąć krąg. Ale Gwendolyn wie, że pozostało jeszcze dwoje innych podróżników, Lucy i Paul, którzy uciekli w przeszłość znając tajemnicę, i nie chcąc wypełnić misji. Dlaczego? To pytanie nurtuje także główną bohaterkę...
Błękit szafiru to druga część genialnej, bestsellerowej Trylogii Czasu. Napisana przez Kerstin Gier, niemiecką powieściopisarkę, od razu, razem ze swoją poprzedniczką, trafiła na listę bestsellerów, i tam, w całości z częścią następną, utrzymuje się do dziś.
Czytelnika, który Trylogię ma już za sobą, zapewne wcale to nie dziwi. Ale dla tych, którzy mają ją wciąż przed sobą, postaram się ją nieco przybliżyć.
Nasza główna bohaterka, Gwendolyn, wraz ze swoją przyjaciółką, próbują odkryć tajemnicę Strażników, ponieważ ani oni, ani zabójczo przystojny Gideon, partner Gwen w podróżach w czasie, nie ufają jej na tyle, aby ujawnić swój sekret. Dziewczyny ciężko pracują, w czym czasem przeszkadza im kuzynka Gwendolyn, Charlotta. Na szczęście ich trudy nie idą na marne, a one odkrywają coraz więcej tajemnic. Leslie dostaje jeszcze jeden powód do szczęścia: w mieście pojawia się młodszy brat Gideona, Raphael, który lubi dreszczyk emocji, świetnie włada francuskim, i uwielbia ładne dziewczyny. Chyba nie muszę mówić że dziewczyna jest wniebowzięta?
Gdybym miała jednym słowem opisać naszą bohaterkę, z pewnością użyłabym przymiotnika "zakręcona". Tak samo można odnieść się do powieści. Błękit szafiru nie zawiera długich opisów i jest przepełniony dialogami. Nowe pomysły, tajemnice i tajne przejścia, wyrastają przed czytelnikiem jakby z podziemi. Całą trylogię czyta się znakomicie, i przede wszystkim szybko. Myślę że trzy godzinki, na tą średnio-grubą powieść to wystarczający czas. Niespostrzeżenie przeczytacie całą książkę, a wasza wyobraźnia będzie domagała się kolejnej części.
Bardzo mocno wszystkich zachęcam do tej trylogii! :) Cytując, potwierdzam: Trylogia Czasu wsysa! :)
Etykiety:
2013,
9.5/10,
duchy,
fantastyka,
Kerstin Gier,
Literacki Egmont,
miłość,
nastolatkowie,
posiadam,
serie,
trylogia,
uczucia,
ulubione,
z nutką historii
wtorek, 26 listopada 2013
'Czerwień rubinu', Kerstin Gier
Cześć, za czterdzieści lat będziesz moim dziadkiem
Tytuł: Czerwień rubinu(t.1)
Autor: Kerstin Gier
Wydawnictwo: Literacki Egmont
Ilość stron: 343
Gwendolyn i Charlotta to kuzynki mieszkające w jednym domu oraz chodzące do tej samej klasy. Oprócz tych dwóch faktów, wszystko inne je różni. Gwendolyn to dziewczyna zwariowana, wygłupiająca się często ze swoją najlepszą przyjaciółką Leslie, lubiąca obgadywać chłopaków. Charlotta natomiast jest spokojna i opanowana, od dzieciństwa uczęszcza na lekcje fechtunku, tańca, i inne zajęcia przygotowujące do podróży w czasie. W swoim domu Charlotta jest traktowana niemal jak bóstwo, a wszystko dzięki genowi podróży który posiada. Ale życie tych dziewczyn przewraca się do góry nogami, gdy okazuje się że to Gwendolyn ma gen podróży w czasie, a Charlotta z dnia na dzień staje się mało ważną osobą.
Czytanie Czerwieni rubinu rozpoczęłam na niezwykle nudnej lekcji chemii. Od razu stała się ciekawsza, gdy wyciagnęłam książkę i zanurzyłam się w lekturze.
Na początku, tuż za epilogiem, zostajemy wprowadzeni przez autorkę w życie Gwendolyn. To taka zwykła licealistka, zakręcona i pozytywnie nastawiona do świata. Natomiast Charlotta to jej zupełne przeciwieństwo, aczkolwiek i jej postać jest niezwykle barwna. Jest zdyscyplinowana, pilna i systematyczna. Wydaje się być 'ponad' innymi znajomymi. Opisany został również tajemniczy, ogromny, i jak dla mnie totalnie fascynujący, rodzinny dom Gwendolyn i Charlotty. Sala balowa i antresola, niezliczona ilość pokoi rozmieszczona na trzech piętrach, kuchnie, jadalnia, łazienki, tajemne przejście, skrzypiące schody, z klasą urządzone gabinety, biblioteka. Mieszka tam ich babka - lady Arista, cioteczna babka Maddy(siostra nieżyjącego już dziadka - lorda Montrose), mama Charlotty i ona sama, mama Gwendolyn, ona sama, a także jej rodzeństwo - siostra i brat. Nie należy również zapominać o panu Bernhardzie, który według mnie jest lokajem państwa Montrose. W rzeczywistości, niegdyś przysiągł lordowi że po jego śmierci zaopiekuje się jego rodziną, i tak dotrzymuje słowa. Jest on niezwykle ciekawą postacią, i chyba jedną z moich ulubionych. To całe wprowadzenie, miało na celu skuszenie i zaciekawienie czytelnika, i moim zdaniem, ten zabieg można zaliczyć do udanych.
Ale czymże byłyby książki, gdyby nie spotykane w nich ciągle utarte już schematy? W tej kwestii ta powieść nie różni się niczym od innych. Była Gwendolyn, była Charotta, więc brakuje nam tylko... Gideona! Tak, to on jest trzecim i ostatnim ogniwem trójkątu miłosnego. Gideon to bezczelny, arogancki, choć bosko przystojny młodzian, jak mówi okładka. Ponadto jest on podróżnikiem i partnerem Gwendolyn do podróży w czasie. Tyle tylko, że to z Charlottą zna się od kilku(nastu) lat, z nią pobierał najróżniejsze lekcje, z nią spędził większość popołudni w swoim życiu. Tym, co działa na niekorzyść Gwendolyn, jest również inteligencja i wiedza Charlotty, którą Gideon bardzo ceni - zapewne przyzwyczaił się do rozmów na poziomie. A Gwendolyn w porównaniu z nią to tylko głupia dziewczyna, która nie uważała na lekcjach historii, i teraz niestety nie wie czy coś się jej stanie jeśli wyląduje w 1664 roku, ani kto rządził Francją w XVIII wieku. Wrzucona na głęboką wodę, boryka się z wieloma problemami, a ludzie wokół niej wcale jej tego nie ułatwiają.
Czerwień rubinu według opinii miała być wspaniałą, fascynującą i porywającą powieścią. Ku mojej uldze naprawdę tak jest. Czytanie jej sprawiło mi wiele przyjemności, a to zasługa samej autorki. Niezwykle przystępny jest jej styl pisania. Czytając, oczy 'prześlizgują' się po tekście, nie sprawiając żadnych trudności. Atutem było również rozmieszczenie, jak i samo istnienie zwrotów akcji. SPOILER [W jednej chwili Gwendolyn przeklina w myślach Gideona, po to tylko by w następnej pozwolić mu rzucić się na sofę, cały czas się obściskując.] Tak, więc jak już nadmieniłam, zwrotów akcji nie brakowało.
Powieść Kerstin Gier zawładnęła sercami milionów czytelników na całym świecie, nie wykluczając mojego. Mały minus za pójście po linii najmniejszego oporu w kwestii wątku miłosnego; ale to nadal nie zmienia moich uczuć :-) Po kolejną część sięgnęłam od razu, dlatego spodziewajcie się niebawem kolejnych recenzji.
9/10
Etykiety:
2013,
9/10,
duchy,
fantastyka,
Kerstin Gier,
Literacki Egmont,
miłość,
podróże w czasie,
posiadam,
serie,
trylogia,
uczucia,
ulubione,
z nutką historii
niedziela, 20 października 2013
"Królestwo cieni", Celine Kiernan

W podróż
Tytuł: Królestwo cieni (t.2)
Autor: Celine Kiernan
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie(Grupa Wydawnicza Publicat)
Ilość stron: 512
Świat się zmienia. I ludzie się zmieniają. Wynter Moorehawke, która w poprzedniej części była zaskoczona zmianami jakie zaszły podczas jej nieobecności na dworze, tym razem również jest zaskoczona, ale powody są już inne. W Królestwie cieni Wynter decyduje się na niebezpieczną podróż do miejsc których nie zna, bez obecności najbliższych, a za to z potrzebą ukrywania się. Jakich i czyich wrogów spotka Lady Obrończyni? Czy na jej drodze staną również przyjaciele? Kto nadciąga wraz z coraz zimniejszymi wiatrami i złymi zamiarami? Tego wszystkiego dowiecie się łatwo. Warunek? Pozwólcie na spotkanie z tajemniczą Izoldą 'Wynter' Moorehawke, Lady Protektor, Obrończynią Tronu...
Z twórczością pani Celine Kiernan spotkałam się po raz drugi w swoim życiu, i już wiem że nie ostatni. Pierwszy raz, to pierwsza część tej fantastycznej powieści, drugi to częśc druga, więc chyba nietrudno się domyślić jak będzie wyglądało nasze trzecie spotkanie. Tak ja za pierwszym razem, tak i teraz będę utrzymywać, że to, co dzieje się w książce jest nie tylko fantastyczne pod względem gatunku, ale także ale też oceniając twórczość pani Kiernan.
Jak wspomniałam przy recenzji tamtej książki, ciągle jest obecne uczucie niewiedzy. W tamtej części dotyczyło to tego, iż ni z tego ni z owego wrzucono nas na głęboką wodę i weź człowieku sam się domyśl. Teraz mamy lekki niedobór wiedzy, jeśli chodzi o pewne rytuały odbywające się w książce czy obrzędy. Nie pozostaje mi nic innego niż poczekać na wyjaśnienie się tych wszystkich tajemnic w trzeciej części.
Królestwo cieni to druga część trylogii, a więc i kolejne spotkanie z bohaterami. Nasza główna bohaterka, o której od początku autorka mówiła jako o silnej dziewczynie, wreszcie pokazała czy naprawdę taka jest. Ze swojej strony dodam że egzamin zdała.
Razi, syn królewski, nadal jest przystępnym, ale trochę denerwującym swą nadopiekuńczością, zwykłym chłopcem. Ale trzeba pamiętać, że w sytuacjach wykwintnych i dworskich, zawsze zachowa się odpowiednio.Nie możemy jednak zapominać o Christopherze! To prawdziwy skarb tej powieści. Najbardziej tajemniczy z nich wszystkich a zarazem otwarty. Gorący ale zimny. To tak jakbym opisywała dziwną mieszankę ognia i lodu, które po prostu ze sobą współistnieją. Czasem tylko się zdarzy, że któreś z nich wygra pojedynczą bitwę - ale trzeba pamiętać że jedna bitwa wojny nie wygrywa.
Oczywiście recenzując tą powieść, nie mogłabym nie wspomnieć o tym że autorka postanowiła w tej części trochę nas rozruszać. Co mam na myśli? Na przykład: ilość zwrotów akcji x2, przyspieszone bicie serca x4, momenty z wątków miłosnych x2... Jednym zdaniem? Pani Kiernan się postarała!
Nie przedłużając: polecam tak gorąco, że aż mnie parzy! :-)
Oczywiście recenzując tą powieść, nie mogłabym nie wspomnieć o tym że autorka postanowiła w tej części trochę nas rozruszać. Co mam na myśli? Na przykład: ilość zwrotów akcji x2, przyspieszone bicie serca x4, momenty z wątków miłosnych x2... Jednym zdaniem? Pani Kiernan się postarała!
Nie przedłużając: polecam tak gorąco, że aż mnie parzy! :-)
Za możliwość kolejnego spotkania z Lady Obrończynią Tronu, serdecznie dziękuję GRUPIE WYDAWNICZEJ PUBLICAT!
8/10
8/10
Przepraszam was za długą nieobecność, ale najwyraźniej blogger nie chciał ze mną współpracoeać. :(
niedziela, 15 września 2013
"Kroniki Ellie. Przyciągając burzę.", John Marsden
Nadal walka
Tytuł: Kroniki Ellie 3. Przyciągając burzę
Autor: John Marsden
Ilość stron: 344
Wydawnictwo: Znak Literanova
Wojna już dawno się skończyła, ale walka nadal trwa. Ellie Linton i inni mieszkańcy zajmujący tereny blisko granicy nadal nie mogą czuć się bezpiecznie. Dlatego powstało <i>Wyzwolenie</i>, czyli tajna, nielegalna organizacja która działa na rzecz ludzi takich jak Ellie.
Mimo że Ellie stara trzymać się równie daleko od problemów, jak i walki - raczej jej się to nie udaje. W jakie kłopoty tym razem wpadła Ellie? Przekonajcie się.
Zakończenia są trudne. Wcale nie są oczekiwane, a wręcz przeciwnie - nikt ich nie chce. Ale niestety spotykamy się z nimi po każdej książce, po każdej trylogii czy serii. A ja znowu spotykam się z zakończeniem, tyle że tym razem wiedziałam że ono musi nastąpić, bo siedem części i dodatkowa trylogia to naprawdę dużo. Zawsze mam problem z takimi seriami, bo naprawdę można się do nich przywiązać. A ocena też nie zawsze jest obiektywna. No bo to w końcu dziesięć książek! :)
Mając świadomość że to już naprawdę koniec, z dramatycznym więc brakiem pośpiechu, oszczędzałam każdą kartkę, każdą stronę, każde zdanie i słowo. Ale na nic mi to było. Po chwili, gdy dotarłam do momentu w którym rozwinęła się akcja... Trzy godziny później: jak to, już koniec?
Tak to już bywa, gdy spodoba nam się jakaś historia, gdy przypadnie nam do gustu styl autora, gdy odnajdziemy w książce samego siebie. Zastanawiałam się, co mnie tak przyciąga do całej tej serii, i chyba już wiem. To wrażenie, że to wszystko dzieje się tak na prawdę, że to co zostało opowiedziane, kiedyś faktycznie się wydarzyło. I niech sobie będzie ukochana Rowling z wyobraźnią tak wielką że wymyśliła tak magiczny świat, ale niech trwa też Marsden, którego wyobraźnia była tak mocno rozwinięta, że utworzył świat tak realny.
Głupio pisać mi kolejny raz o tym samym: o dużej ilości przemyśleń, które wcale nie są nudne. O tych wszystkich akcjach, kiedy serce tak strasznie mocno mi było, bo zastanawiałam się kto umrze tym razem, i o tych wszystkich miłych i śmiesznych momentach. Ale muszę, i będę, bo wszystkich którzy jeszcze nie przeczytali serii gorąco chcę do tego zachęcić :)
Przymierzając się do czytania zastanawiałam się czy autorowi nie skończyły się już pomysły, ale jak się okazało, nie :> Nadal było bardzo ciekawie, i przyjemnie, czyli zupełnie tak jak sobie to wyobrażałam. A zakończenie? No cóż, pozostawiło nieco pytań, chociaż nie za wiele, i to w dodatku przyjemnych. Nie było niedomówień, i innych ekstra zakończeń których autorzy nie wiadomo czemu lubią czasem użyć :)
Nie będę przedłużać: polecam, polecam, polecam! :)
10/10
czwartek, 25 lipca 2013
"Shirley", Charlotte Brontë
Ach, ci dżentelmeni!
Tytuł: Shirley
Autor: Charlotte Brontë
Wydawnictwo: MG
Ilość stron: 640
Chyba każdy z was kojarzy siostry Brontë, lub przynajmniej jedną z nich. Charlotte Brontë, o której dziś mowa, sercami polskich czytelników zawładnęła powieścią Dziwne losy Jane Eyre, natomiast Shirley była dotąd niewydawaną w Polsce jej powieścią.
Na tle wojen napoleońskich, codziennej walki klas i płci, a także wyznań, Charlotte Brontë ukazuje nam życie kilkunastu osób, które mniej lub więcej wplatają się w życie tytułowej Shirley. Jest to między innymi Robert Moore, młody i przystojny mężczyzna, dżentelmen, a także przedsiębiorca, który - sprowadzając nowe maszyny do swej fabryki, tym samym przyczyniając się do zwolnienia wielu pracowników - naraża swe życie na niebezpieczeństwo. Aby pozbyć się swoich długów, pragnie poślubić Shirley Keeldar, dumną dziedziczkę, która niedawno przybyła do swego rodzinnego dworu. Jednocześnie, jego serce wierne jest innej damie. Sama Shirley również zakochana jest w kim innym, co komplikuje sprawy jej zamążpójścia.
Na samym już wstępie przyznam, że choć ta zdecydowanie niebanalna powieść swój tytuł zawdzięcza imieniu bohaterki, oraz że mogłoby się wydawać iż będzie to bohaterka główna, najważniejsza, to bynajmniej nie w moim przekonaniu. Otóż wyznam wam, że na pojawienie się Shirley w tej powieści czekałam tak długo, że aż zastanawiałam się: jeśli na pojawienie się głównej bohaterki tyle czekam, to jak długo będę musiała czekać na wyjaśnienie innych, pobocznych i nie tak ważnych, aczkolwiek równie ciekawych wątków? Jednak ku mojej uldze w końcu ziściło się moje 'pragnienie', i Shirley została przedstawiona czytelnikowi.
Na przeczytanie Shirley nie mogłam się zdecydować. W gimnazjum jeszcze, zaczęłam czytać Dziwne losy Jane Eyre, które tak bardzo mnie znudziły, że żałowałam iż kiedykolwiek sięgnęłam po tą powieść. Obecnie żałuję natomiast swoich głupich opinii na temat tamtej książki - po prostu nie powinno się sięgać po książki do których się nie dorosło. Ale tak oto, będąc ostatnimi czasy w bibliotece Shirley wpadła mi w ręce, i tego nie żałuję.
Oczywiście, co mam nadzieję wywnioskowaliście już wcześniej - książka wielce przypadła mi do gustu :) I to nie tylko dlatego że autorka tkliwie rozczulała się i opisywała charaktery bohaterów (ich analiza jest moim ulubionym zajęciem podczas czytania książek), ale także dlatego, iż mimo ta książka napisana została w XIX wieku, to wcale mnie nie znudziła - a to już nie lada wyczyn. Nie spotkałam się z żadnymi nudnymi opisami, a dialogi - wcale nie sporadyczne - były bardzo dynamiczne, przez co znakomicie mi się czytało.
Bohaterowie książki - a było ich wielu - byli niezwykle barwni. Począwszy od zarozumiałych wikarych, przed srogie żony zamożnych dżentelmenów, tkliwe, starsze panie uwielbiające swoich proboszczów, aż do Caroline Helstone, Roberta i Louisa Moore'ów oraz Shirley Keeldar.
Caroline Helstone to stryjenka proboszcza parafii Briarfield. Wychowana tylko przez niego i służące, pozbawiona ojcowskiej ręki i matczynych gestów, wyrosła na piękną i młodą damę, aczkolwiek skromną i ułożoną. Druga dama zaś - panna Shirley Keeldar - to kapryśna, aczkolwiek zabawna, elokwentna i wykształcona osoba, która potrafi zjednać sobie wszystkich, którzy zaskarbią sobie u niej przyjaźń. Louis Moore jest bratem Roberta, z którym rozstał się aby przyjąć posadę guwernera, aczkolwiek w książce znajdziemy jego spotkanie z rodziną - wątek niezwykle ciekawy, i rozbudowany, a w dodatku nie bez konsekwencji. Robert Moore jest największą zagadką tej książki! To typ postaci który uwielbiam! Nieco tajemniczy, skryty, i na pozór samolubny - a tak na prawdę potrzebujący przyjaciół i rodziny.
Przez całą powieść przyglądałam się jego charakterowi, i muszę powiedzieć że było czemu! :)
Całą powieść mogę ocenić tylko w jeden sposób: zachwycająca! Ogromnie zachęcam do przeczytania wszystkich którzy nie w każdej sytuacji oczekują happy endu, aczkolwiek lgną do niego,a także tych, którym bardziej się podoba jeśli bohaterowie mają trochę... pod górkę :)
10/10!
czwartek, 2 maja 2013
"Dziecko księżyca", J.R. Rain
Wybiorę lepszą opcję
Tytuł: Dziecko księżyca, (t.4)
Autor: J. R. Rain
Wydawnictwo: G+J
Ilość stron: 259
Samantha Moon to matka, była żona, pani detektyw, oraz wampir. Musi odwozić dzieci do szkoły, śledzić różne osobowości, a także dobrze się przypudrowywać - tak, aby widoczna była na monitoringach. A jest to naprawdę trudne, gdy nie może zobaczyć się w lusterku. Ale ostatnio ma poważniejsze problemy niż mocny makijaż - stanie przed wyborem dotyczącym życia jej dziecka. Jaką decyzję podejmie Luna, i jakie konsekwencje z tego wynikną, możecie się dowiedzieć z lektury, do której serdecznie zapraszam.
To już nasze czwarte spotkanie z Luną. W poprzednich częściach mieliśmy możliwość podglądania jej życia, i bynajmniej nie było ono ani trochę mniej skomplikowane. Wręcz przeciwnie, Luna, która rozstaje się ze swoim mężem, dzielnie walczy o dzieci, ma niezwykle wiele problemów. Chodź może powinnam napisać, że raczej te problemy są zwykłe. Ale czy nie takie są najtrudniejsze? Jako wampir, wiele problemów może załatwiać szybciej i skuteczniej - ale wciąż jest kobietą i matką. Przez to swoje problemy musi załatwiać w najprostszy, i dobrze znany nam sposób: ludzki. Wydawać by się mogło że to coś naturalnego, jednak nie dla niej. Bo Luna jest wampirem.
W tej części naszej niezwykłej serii, Luna boryka się z problemem, który przerósł chyba nawet ją. Jej dziecko, jej ukochany synek - umiera. Luna jako istota paranormalna widzi jego duszę, która jest coraz słabsza, a niedługo nastąpi jej koniec. Jej synka spowijają cienie, coraz szczelniej oplatając jego małe ciało. Jednakże nasza matka dowiaduje się że istnieje pewien sposób na uratowanie jej synka. Ale jeśli się nie uda? Jeśli nie będzie powrotu? Co jeśli plan legnie w gruzach, a ona przez całe swoje życie będzie cierpieć? Co jeśli jej syn ją przeklnie? - właśnie z takimi pytaniami boryka się nasza bohaterka. W walce na śmierć i życie, o śmierć lub życie, wampir, detektyw oraz matka w jednej osobie stara się nie być bezsilną. Bo jak można nie walczyć o własne dzieci?
Oprócz stale widocznego motywu codziennej troski o swoje dziecko, w książce nie mogło zabraknąć również wątku miłosnego, chociaż przyznaję - jest naprawdę ubogi. Dla głównej bohaterki jest to pewna odskocznia od tego co się aktualnie dzieje w jej życiu. Oczywiście jednak trochę nadziei na jakiekolwiek uczucia możemy mieć dopiero pod koniec książki - gdy pewne sprawy się wyjaśniają, a Samantha może odetchnąć. I to jest fajne - dla nas małe pocieszenie.
Po raz kolejny spotykamy się z Luną, i po raz kolejny jest to udane spotkanie. Pani Rain ma niezwykle lekkie pióro, czego skutkiem jest przyjemna lektura. Wspominałam już wcześniej, przy poprzednich recenzjach, że język którym posługuje się autorka nie jest ubogi, lecz przystępny, łatwy i prosty. Zdecydowanie mogę powiedzieć, że przyjemnością jest czytanie jej powieści. Robi się to szybko i łatwo, a to za sprawą nie tylko jej stylu, ale także środków jakie zastosowała, aby umilić nam czas. Mam na myśli między innymi dużą ilość zwrotów akcji, niezbyt długie opisy i przemyślane dialogi.
Książki pani Rain są specyficzne - w każdej książce Lunę spotyka nowy 'problem', ale w tej samej części go rozwiązuje. Dlatego tak miło się ją czyta - to co zaczęte, jest i skończone. Jedynym wyjątkiem jest wątek miłosny, który ciągnie się za nami od początku powieści, aż do teraz, do czwartej części, i jestem pewna że jeszcze przez piątą również.
Muszę przyznać że czas spędzony z Dzieckiem księżyca nie był czasem straconym. Miło było przysiąść do lektury tej książki, i nie wstać, do póki jej nie przeczytałam. Zajęło mi to nieco ponad dwie godziny - a wszystko przez naprawdę udane pomysły autorki.
Wam również gorąco polecam tą lekturę ;)
8/10
Za możliwość ponownego zagłębienia się w świat Luny, serdecznie dziękuję wydawnictwu G+J
1. Luna
3. Amerykański wampir
4. Dziecko księżyca
piątek, 8 marca 2013
"Kroniki Ellie. Wojna się skończyła, walka wciąż trwa", John Marsden
Trzeba walczyć o lepsze jutro
Tytuł: Kroniki Ellie. Wojna się skończyła, walka wciąż trwa (t.1-kont. serii "Jutro")
Autor: John Marsden
Wydawnictwo: Znak
Ilość stron: 302
Gdy kończy się wojna nie wiadomo czego można się spodziewać. Zależy to od tego, która strona wygrała - no i jeśli przeciwnik zagarnął pierwotnie nasze ziemie - na czyich się znajdujemy. Ellie i jej przyjaciele znaleźli się w dość nieprzyjemnej sytuacji. Są na swojej ziemi, ale... ale ona znajduje się na pograniczu. Co to oznacza w praktyce? Stałe zagrożenie. Bo mimo tego że wojna się skończyła, to walka wciąż trwa.
Przypomnijmy sobie co nieco o serii Jutro. Opowiada ona o grupie nastolatków, którzy wyjeżdżają na biwak, a po kilku dniach przebywania w dziczy, wychodząc w stronę cywilizacji, nie spotykają niczego, co mogło by świadczyć o tym, że wszystko jest OK. W pobliżu nie ma żywej duszy, nawet zwierzęta poumierały. Tak oto zaczęła się inwazja która trwa przez siedmioczęściową serię. Kontynuacją tej serii jest trylogia, która rozpoczyna się od pozycji którą dziś recenzuję.
Kroniki Ellie zaczynają się zaraz po tym, jak w 7 części Jutra wydarzenia się kończą. Mamy zatem Ellie po wielu okropnych przejściach, z szarganą psychiką, i ludźmi w okół którzy odchodzą i wracają, a potem znów odchodzą a człowiek naprawdę nie wie czy oni jeszcze wrócą. Wszystko i wszyscy starają się dojść do ładu z tym nowym porządkiem, który przecież nikomu nie przypadł do gustu. Jest trudno, nawet dla naszej bohaterki, która przeszła tak wiele.
Jak zwykle muszę przyznać, że John Marsden porusza te obszary mózgu, które są odpowiedzialne za postawienie się w sytuacji Ellie ( tak naprawdę nie wiem czy są takie obszary- no dobra w 99% ich nie ma, ale to właśnie się ze mną dzieje gdy czytam coś co wyszło z pod pióra tego pana). Myślę że niezwykle realistyczne przedstawienie postaci, ich uczucia, zachowania i charaktery do owego myślenia zmuszają. Ta książka jest napisana w sposób którego chyba nie da się polubić. To przemyślenia Ellie, to komentarze wobec obecnej sytuacji, to takie proste dialogi które jest jednocześnie skomplikowane. To jak wielopoziomowy budynek z windą bez przycisków - jeśli do niej wejdziesz, nigdy nie wiadomo gdzie będziesz musiał wysiąść.
W pierwszej części trylogii, Ellie stara się utrzymać gospodarstwo. Po okropnych przeżyciach jakich doświadczyła również i po wojnie stale stara się dojść do siebie. Jednakże zawsze, mimo że wspierają nas bliscy, przyjaciele i życzliwi sąsiedzi, znajdzie się również ktoś kto myśli tylko o sobie, i chce nas wpakować w bagno. Ale jak powiedział jeden z bohaterów (cytat na dole), trzeba walczyć. Walczyć, żeby wygrać, lub przegrać. Niewalczenie to tylko przegrana.
Każdy kto przeżył wojnę staje się innym człowiekiem. Jego niegdyś podświadome lęki teraz zyskują prawdziwą formę; to co kiedyś oglądał się w filmach sci-fi, teraz posiada we własnych wspomnieniach. Dlatego też nowe życie jest trudne. I właśnie tak ukazuje nam je autor - nie jako cudowne życie bo przecież przeżyliśmy, lecz jako kolejne pasmo zmagań, kolejne głazy które należy wtoczyć pod górę. I właśnie tak wygląda wątek miłosny w Kronikach Ellie. Trudno powiedzieć czy jakikolwiek występuje, bo odpowiedź znajduje się poza zasięgiem bohaterów, gdzieś wysoko. Dlatego też przed nimi długa i wyczerpująca wspinaczka. Nie oznacza to jednak, że ta kontynuacja jest pozbawiona uczuć, wręcz przeciwnie - jest nimi nafaszerowana. A jedynym sposobem na poznanie skali nasycenia, jest przeczytanie tej książki - do czego serdecznie was zachęcam. Jednakże od razu uprzedzam, że nie ma sensu po nią sięgać bez ówczesnego przeczytania serii Jutro - bo po prostu nie będziecie wiedzieli o czym jest mowa.
Podsumowując: polecam gorąco każdemu, bowiem nie jest to książka dla ściśle określonego przedziału wiekowego - moja babcia zaczytuje się w serii jak i jej kontynuacji razem ze mną! :)
"Walcz - powiedział. - Jeśli walczysz, wygrywasz albo przegrywasz. Jeśli nie walczysz, przegrywasz."
10/10
poniedziałek, 14 stycznia 2013
"Trafny wybór", J. K. Rowling
Kto tu rządzi?
Tytuł: Trafny wybór
Autor: J.K. Rowling
Wydawnictwo: Znak
Ilość stron: 512
Małe miasteczko Pagford, kilkaset kilometrów od Londynu. Wydawać by się mogło że na przyjezdnych czeka tylko jedno - nuda. Ale wbrew pozorom tak nie jest. Żyją tu dość ciekawi ludzie - chorzy na nerwicę natręctw, narkomani, uwikłani w brudne interesy. Jednakże śmierć Barry'ego, znanego jako trenera osady wioślarskiej, lub jako kochającego męża i ojca, wspaniałego przyjaciela, wstrząsa wszystkimi znajomymi.
Zapewne każdy z was słyszał już o "Trafnym wyborze". Większość z was od razu kojarzy jego autorkę z kultową już serią o nastoletnim czarodzieju, Harry'm Potterze. Osobiście uważam tą serię za świętość :) Ale nie o niej dziś rozmowa. Dziś porozmawiajmy o niezwykle słynnym ostatnio "kryminale", jak gdzieś ostatnio przeczytałam. I chyba właśnie idę cudzysłowu tego zaczniemy. Albowiem o "Trafnym wyborze" możemy powiedzieć wszystko, ale na pewno nie to że jest on kryminałem.
Rowling przedstawia nam życie małego miasteczka i jego zwykłych mieszkańców. Obecną sytuację rozpatrujemy i widzimy z wielu stron: szkolnej pedagog, jej nastoletniego syna który łamie wszystkie normy i zasady, dziewczyny przez niego nękanej, przystojnego faceta który porzuca swoją partnerkę dla wdowy po swoim przyjacielu, miejscowej lekarki która nad sobą nie panuje... Wymieniać można by tak długo, ale nie w tym rzecz. Otóż ten zabieg zastosowany przez autorkę wpłynął na książkę ni mniej ni więcej tylko tak, jakby nie za wiele poszczególne wątki miały że sobą wspólnego. Zapewne pani Rowling chciała pokazać nam pewne sytuacje z wielu stron, wielu punktów widzenia, ale jakoś nie przemawia to zbytnio do mnie.
W połowie książki zauważyłam też niezwykle zabawną rzecz - poczucie humoru autorki. Otóż gdy my, przyzwyczajeni do niezwykłości serii o czarodzieju, czekamy na kogoś niezwykłego - dostajemy zwykłych ludzi. Gdy doszukujemy się miejsca wspaniałego niczym Hogwart - czytamy o zwykłym Pagford. Chciałoby się rzecz, że fabuła musi być niezwykła - znowu zaskoczenie. Całkiem zwykła. Autorka się nami bawi - możliwe że sobą też. W pewnym sensie odcina się od Harry'ego, choć nie jestem pewna czy to dobry pomysł. Dla nas, czytelników po lekturze Harry'ego Pottera, aż smutne jest czytać taką, nieco nudną powieść. Aczkolwiek na pocieszenie - nasza kochana autorka przejawia się w innym aspekcie. Jakim? W kreowaniu bohaterów oczywiście!
Tak, w tym jest na prawdę dobra. Każdy bohater jaki został nam przedstawiony, każdy charakter - nie jest prosty, lecz pokręcony. A może nie tyle co pokręcony, jak wszechstronny. Tak, właśnie tak nazwałabym stworzone przez autorkę postacie. Są barwne i kolorowe, dobre i złe, i mają wiele, wiele innych cech indywidualnych,w które zostały wpasowane. Jednym zdaniem: Trafny wybór to istne bogactwo językowo-stylistyczne!
A co znajdziemy w książce? Żądzę władzy, pieniędzy, sławy. Zwykłe życie, przedstawione również ze strony politycznej - bitwa o znaczenie w małym miejscu. Jest to dość ciekawy temat, i również ciekawie pokazuje nam życie ludzi, tak zwykłych jak my. Dlatego też uważam, że warto po nią sięgnąć. Mnie osobiście właśnie ten wątek wciągał najbardziej. :)
Podsumowując: polecam gorąco wszystkim zainteresowanym i nie tylko, osobom które mają czas na książkę nieco dłuższą, i niekoniecznie tak wciągające, że nie da się oderwać. :)
Pytanie nie związane z Trafnym wyborem. Czy uważacie że "Dziedzictwo" warto czytać bez uprzedniej lektury "Eragona"...?
poniedziałek, 24 grudnia 2012
"Ostatnia spowiedź", Nina Reichter
Zaszalejmy
Tytuł: Ostatnia Spowiedź. Tom I
Autor: Nina Reichter
Wydawnictwo: NOVAE RES
Ilość stron: 384
"Pełna napięcia, romantyczna opowieść o miłości w szponach show biznesu.
Poznaj tom I cyklu Ostatnia spowiedź."
Dziewiętnastoletni chłopak, i równie młoda dziewczyna. Lotnisko, opóźnione loty. Co to może znaczyć? Tylko jedno: wspólnie spędzony czas.
Ally, zwykła dziewczyna wracająca do Europy, a Bradin, zwykle-niezwykły chłopak, rockman, wokalista znanego na całym Świecie zespołu. Lecz Ally go nie rozpoznaje. Spotykają się na lotnisku, całkiem przypadkowo, jak zwykli nieznajomi. Spędzają ze sobą całkiem ciekawych kilka godzin - niestety na tym koniec! Czy jest czego żałować? Absolutnie, przecież jest do czego wracać. Chłopak, rodzina, studia - koncerty, fani, imprezy. Ale jednak - młodzi tego żałują. To coś innego, niż mają w dni powszednie. Czują się dobrze w swoim towarzystwie, a co najważniejsze, nie wiedzą zbyt wiele o sobie. Z tak lekkim sumieniem można pozwolić sobie na miło spędzone chwile i trochę wytchnienia. Ale co dalej, jeśli umowa mówi: "prasa nie może odkryć twoich kobiet"...
Czy miałam ochotę przeczytać tą książkę? Nie. Czy teraz wiem że było warto? Tak. A czemu? Bo to nie jest zwykła książka o miłości! :-)
Szczerze mówiąc ostatnimi czasy mam już dość książek o miłości. O tej wspaniałej, sielskiej, nieskazitelnej, i jakże przyciągającej rzesze nastolatków. Ale po kilkunastu recenzjach waszego autorstwa jakie przeczytałam, miałam dość niejasne wrażenie, że to będzie coś innego, ciekawszego, intrygującego. I co? Bingo! Jestem nią bowiem zachwycona :) Co najważniejsze, uczucie przedstawione nam przez autorkę, jest takie zwykłe, typowe i ludzkie. Dzieje się to za sprawą problemów, niedomówień i innych zdarzeń losowych, które wpływają na znajomość bohaterów, a jednocześnie do bólu przypominają naszą codzienną, normalną rzeczywistość. To naprawdę wielka zaleta, ponieważ w ten sposób nie wydaje nam się to naciągane, niemożliwe. Mamy do czynienia z naprawdę ludzkimi sytuacjami, które wcale nie są tak miłe jak mogłoby się nam wydawać.
Oprócz tej zwykłej, szarej codzienności, spotykamy też niebanalny i niepowtarzalny pomysł na fabułę. Znany rockman? Jasne! Zwykła dziewczyna? Czemu nie!
Wiem, że może wam to przypominać dość znany schemat - nieskazitelny chłopak i zwykła dziewczyna, ostatnio tak strasznie lansowany w powieściach. Tyle tylko, że tutaj nasz niezwykły chłopak pod niemałą ilością makijażu i poza sceną, jest całkiem zwykły. Poza tym on również czuje.
I właśnie tu pojawia się problem, kolejny, i strasznie ludzki, jeden z moich ulubionych wątków w tej książce: para, która składa się z młodej dziewczyny i starszego chłopaka. Para, którą kontroluje ON. Para, w której żadne z nich nie kocha. I tej trzeciej osoby - którą koca jedna osoba z naszego związku, lecz i tak nie mogą być razem. Niesprawiedliwości - ale czyż nie takie jest całe nasze życie?
„”Odkąd jesteś, mam za dużo do stracenia…”- pomyślał.”
Poza głównymi bohaterami, autorka wprowadza do książki jeszcze inne, ciekawe i fascynujące postacie. I tak właśnie zostajemy przedstawieni reszcie zespołu, bratu, ochroniarzowi, menadżerowi - czyli niezwykle ważnym osobom z życia Bradina. Oprócz tego poznajemy matkę - kojarzącą się z ciepłem, rodzinnym domem i chwilami wytchnienia. Oni wszyscy są dla młodego chłopaka ogromnym wsparciem. Z drugiej zaś strony, mamy matkę i ojca Ally - zimnych, chłodnych ludzi, którym wydaje się że wiedzą lepiej niż ich córka, co ona powinna robić w życiu, i z kim się spotykać. Jest też chłopak - niszczący ją psychicznie, z którym nie mogłaby spędzić reszty swego życia. Na szczęście bohaterki, ma ona przyjaciółkę. Ciepłą, miłą, zabawną, i zawsze skorą do pomocy. No i Bradina - ciepłego, który dzwoni co wieczór, martwi się i doradza. Który mimo wszystko walczy o nich, choć sam nie wie czy taki twór w ogóle istnieje.
Wszystkie te postacie zostały przedstawione w niezwykle barwny sposób, co dodaje pełności książce, i na swój sposób czyni ją wyrazistszą.
Czytając tę książkę możemy zaczerpnąć także nieco wiedzy o życiu osób publicznych, niezwykle zabieganych, i strasznie nękanych. Osobiście uważam, że realia świetnie zostały oddane, a sam wątek był bardzo interesujący.
Choć starałam się być obiektywna - nie znalazłam żadnych minusów. I chyba dobrze, o to chodzi. Jedyne co mi się nie spodobało to zakończenie, które sprawia że chciałabym porwać kolejne tomy i zaszyć się gdzieś, gdzie nikt oprócz mnie nie ma wstępu! :) (Czyli chyba jednak mi się podobało:))
Podsumowując: niezwykle interesująca powieść o miłości i nie tylko, o życiowych problemach, Rozterkach i niedomówieniach. O tym, jakie życie jest naprawdę, i jakie kryje tajemnice. Świetna dla każdego - gorąco polecam!!! :)
„Bo gdy mówi serce, muzyka milknie a słowa bledną...”
Za możliwość przeczytania tak wspaniałej powieści serdecznie dziękuję wydawnictwu NOVAE RES!
piątek, 14 grudnia 2012
"Jutro 6. Cienie", John Marsden
Zanim nadejdzie mrok
Tytuł: Jutro 6. Cienie
Autor: John Marsden
Wydawnictwo: Znak
Ilość stron: 266
Jest ich coraz mniej. Pomyślelibyśmy - elita. I zapewne tak jest. Oni postrzegają to trochę inaczej - szczęściarze. Bo jak inaczej mogą się nazwać? Oni - to znaczy Ellie, Homer, Lee, Fi oraz Kevin. Jest ich coraz mniej. Ale znów toczą zawziętą walkę. Walkę z wrogiem, losem, niesprawiedliwościami, bólem, wspomnieniami. Ze wszystkim co chce z nimi walczyć. A tych jest coraz więcej. Po ostatnich wyczynach tej garstki ludzi naprawdę stali się poszukiwanymi numer jeden. No cóż, na wojnie wyznają zasadę - walcz, nie poddawaj się.
Jestem w zasadzie pewna, że pośród was nie znajdę osoby która nie słyszałaby o serii Jutro. I nie dlatego, że była ( i jest) dość mocno promowana, ale dlatego też, że doceniło ją wielu czytelników na całym świecie. Właściwie rzecz biorąc, nadal ją docenia. Otóż niedawno w Polsce ukazała się siódma - a zarazem ostatnia część - dzięki czemu o serii znów można było usłyszeć. Ja tymczasem prezentuję recenzję przedostatniej, szóstej części, lecz spodziewajcie się niedługo również części siódmej. Ale do rzeczy.
Nie chciałabym wam za dużo zdradzać, ale wcale nie muszę, Wystarczy że wyobrazicie sobie, iż jest wojna. Trwa już od jakiegoś czasu, i szczerze mówiąc wszyscy mają jej dość. Są przerażeni, wycieńczeni, głodni. A raczej byli. Aktualnie wróg po stłumieniu powstań i tego typu spraw, zajął się zasiedlaniem australijskich terenów swoimi rodakami. Ale niektórzy nadal walczą. Na przykład garstka młodzieży, która przez te kilka miesięcy stała się dorosła. Musieli dorosnąć, więc to dorośli. Musieli zabić, więc zabili. Musieli się chronić, więc się ochronili.
Nie wyobrażam sobie, aby teraz wybuchła wojna. Nie wyobrażam sobie, jak poradziliby sobie Ci wszyscy młodzi ludzie. Dlatego też podziwiam, szczerze podziwiam to, jak zachowują się postacie. Gdyby nie to, jak zostali wychowani - np. na farmie - nigdy by sobie nie poradzili w życiu podczas wojny. Bo niektórzy z nich mieszkali w mieście - i właśnie ci, niby skąd mieliby wiedzieć w jaki sposób wypatroszyć upolowane jagnię? Zapewne nigdy by go w ogóle nie upolowali. I właśnie o to chodzi w tej książce. O skłonienie do myślenia.
Nie umiem nie myśleć podczas jej czytania o tym jak byłoby to w naszym przypadku. Po prostu nie umiem.
Dlatego też wszystkim, bardzo, bardzo gorąco polecam tę powieść. Bo skłania do myślenia. Bo jest refleksyjna. Bo wnosi coś do naszego życia.
W dodatku Marsden rozbudził we mnie miłość do Australii. Tak, wiem że Australia w książkach to nie Australia na żywo, ale na prawdę polubiłam jego opisy. Bo oprócz świetnie zbudowanych dialogów, wielu napotkanych zwrotów akcji i zaskakujących wydarzeń, autor - w imieniu Ellie zresztą - opisuje wszystko tak, że aż chce się czytać. I chwała mu za to.
Czy polecam tę książkę? Jak najbardziej. Oczywiście proponuję zacząć od pierwszej części, od którejś kolejnej nie ma to sensu. Nadaje się dla wszystkich, bez wyjątku. Ostatnio w serii zaczytuje się moja babcia - więc to powinno być najlepszym przykładem.
10/10
wtorek, 6 listopada 2012
"Niebezpieczna rozgrywka", Keri Arthur
Nie pogrywaj ze mną...wrr
Tytuł: Niebezpieczna rozgrywka (t.4)
Autor: Keri Arthur
Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy Erica
Ilość stron: 408
Riley Jenson. Od niedawna (wreszcie) Strażnik w Departamencie Innych Ras. Jak zwykle, bardzo energetyczna i seksowna kobieta, odwiedza kluby, w których szuka niecodziennych wrażeń. Ale gdy nie może dostać się do jednego z nich... Wcale nie rezygnuje! Wręcz przeciwnie: zaczyna pojmować sens całej sprawy jaką prowadzi, i tego kto rządzi całym interesem. Pakując się w niemałe kłopoty, stara się rozwikłać zagadkę i powstrzymać serię morderstw w Melbourne. Jak poradzi sobie, zważając na jej rozterki uczuciowe? No cóż, przekonajcie się...
Długo czekałam na tą część. Czekałam z niecierpliwością. Jutro wychodzi, tak, tak, kupię. Jednak pomyłka, nie jutro. Zmiana terminu. Brak książki w księgarni... I wiele innych. Ale wreszcie ją dorwałam. Stoi u mnie na półce, i mogę cieszyć nią moje oczęta. Podziwiam, oglądam, wycieram z gromadzącego się kurzu... Naprawdę przywiązałam się już do tego cyklu; to czwarta część, i choć nie mam zielonego pojęcia kiedy wychodzi następna część, już się nie mogę doczekać! ;) Ale mówmy o części czwartej...
Pani Arhur nie zaskoczyła. Znaczy się, zaskoczyła, normalka, ale nie tym że jej książka jest świetna! Bo ja ta, szczerze mówiąc, czuję się już przyzwyczajona do dobrego stylu autorki! Tak, tak, to naprawdę możliwe. A co takiego znajduje się w jej twórczości?
Osobiście zainteresowałam się cyklem Zew Nocy, po tym jak przeczytałam kilka sprzecznych recenzji i opinii. Świetna, wciągająca - pisaliście. Żenada, sam seks - twierdzili inni. A ja za to przyznam, że obydwoje mają trochę racji. Jednak skłaniam się do opinii pierwszej. Czemu? A to temu, iż próbuję wytłumaczyć wszystkim, którzy dziwią się, "jak to możesz czytać!" że bez seksu by się nie dało. Bowiem główna bohaterka jest wilkołakiem a pożywką dla nich jest seks! To tak jak dla wampirów krew, a ich uwielbiają przecież miliony czytelników na całym świecie ;)
Znaczy się, sprostuję: Riley jest dhampirem. Pół wilkołakiem, pół wampirem, z nadal rozwijającymi się zdolnościami paranormalnymi. Wszystko przez to, że jej byli kochankowie, starali się ją zapłodnić - i nie wahali się przed niczym, nawet wstrzykiwaniem różnych substancji do jej organizmu. Tak więc, poprzez tak ściśle zbudowaną fabułę, autorka wprowadziła nowe rzeczy do powieści. Bowiem w tej części spotykamy Riley, która narzeka na swoją stale powiększającą się moc. A to dlatego, że może być to dla niej szkodliwe. Jednakże nasza bohaterka nie jest głupia, wręcz przeciwnie. Dopóki lek nie wyrządził jej żadnej krzywdy, stara się korzystać z darów jakie los ją obdarował. W związku z tym, wreszcie zostaje Strażnikiem. I tu zaczynają się schody... Riley jest w jeszcze większym niebezpieczeństwie, choć wydaje się tego nie zauważać. Czytelnik natomiast i owszem: serce bije mocniej, i nie możemy się doczekać, żeby dowiedzieć się, cóż takiego się stanie.
Ciekawie rozwinięty w tej części został również wątek miłosny. Szczerze mówiąc, muszę przyznać że to, co zrobiła Riley, co zrobił Quinn, było totalnym zaskoczeniem! Ale mówi się trudno i żyje się dalej! :) Natomiast drugi facet Riley, pokazał przed nami swoje dobre strony: opiekuńczość, bliskość, miłość. Czy nie tego nam potrzeba do szczęścia?
Wcale nie ukrywam, że ta część bardzo mi się podobała. Może nie tak jak poprzednie, ale nie mogę narzekać na nic! :) Pozostaje mi więc czekać tylko na następną część. :)
Niebezpieczną Rozgrywkę serdecznie polecam wszystkim którzy lubią poczytać coś niebanalnego, wciągającego, ciekawego, i co jest nagięciem rzeczywistości - czyli literaturą paranormalną.
8/10
Etykiety:
8/10,
fantastyka,
Instytut Wydawniczy Erica,
Keri Arthur,
magia,
paranormal,
paranormal romance,
posiadam,
serie,
ulubione,
Wampiry,
wilkołaki
sobota, 27 października 2012
"Zwiadowcy. Księga piąta. Czarnoksiężnik z Północy", John Flanagan
A teraz na swoim
Tytuł: Zwiadowcy. Księga piąta. Czarnoksiężnik z Północy (t.5)
Autor: John Flanagan
Wydawnictwo: Jaguar
Ilość stron: 382
Wreszcie Will został doceniony. Wstąpił w szeregi Korpusu Zwiadowców, został pełnomocnym Zwiadowcą, oraz własne lenno którym miał się zajmować. Spokojny rytm życia w lennie Seacliff zostaje przerwany gdy odwiedza je wysłanniczka Służb Dyplomatycznych, szczera i oddana przyjaciółka Willa, Alyss. Nie pojawia się jednak bez powodu - przywozi ze sobą cenne informacje, które zmuszają młodego Zwiadowcę do wyjazdu. Will kolejny raz bierze udział w niebezpiecznej misji, a życie nie tylko jego jest zagrożone. Pośród wielu tajemnic do odkrycia, jedna jest największa: kto jest tajemniczym czarnoksiężnikiem, i dlaczego do diaska otruł pana zamku Norgate?
„Po moim zniknięciu miejscowi dodali dwa do dwóch. Wyszło im siedem.”
Od naszego ostatniego spotkania z Willem minęło już kilka lat. Dokładnie pięć. Will tego czasu nie marnował. Został Zwiadowcą z prawdziwego zdarzenia; dokończył szkolenie u Halta, swojego nauczyciela i jednocześnie bardzo mu bliskiego człowieka; dostał nawet własne lenno, i w chwili przybycia do Seacliff nasza już piąta przygoda z Willem się rozpoczyna.
Mimo swojego młodego wieku, i młodo wyglądającej twarzy oraz postury, Will zostaje dobrze przyjęty przez rządzących Seacliff. Nieco później, dzięki swojemu sprytowi, przebiegłości, ale także niemałym doświadczeniu, Will ratuje lenno z opresji. I choć to tutaj miałam okazję na dalszy ciąg historii, akcja zostaje przeniesiona w inne miejsce. Niebezpieczniejsze.
To już nasze piąte spotkanie z przygodami Willa. Kończąc tą część, byłam przekonana - i nadal jestem, ściśle rzecz ujmując - że sięgnę po następne. Czemu? To proste. Powieści o Zwiadowcach zawierają w sobie coś takiego, czego życzyłabym sobie, aby każda czytana książka przeze mnie to miała. Zwiadowcy bowiem wciągają, nęcą i kuszą. Aura i tajemnice otaczające elitarny korpus stale wzmagają moją ciekawość. Chcę wiedzieć coraz więcej, czytać coraz więcej i umieć coraz więcej. Chcę więcej przygód z Willem, chcę więcej informacji o Halcie, chcę się dowiedzieć jak potoczy się wątek miłosny... Dowiaduję się, a jednocześnie mi mało, i mało. A autor - John Flanagan - wcale nie pomaga mi w zaspokojeniu swojej ciekawości! On ją podsyca! Gdybym nie lubiła tego pisarza tak bardzo, mogłabym rzec iż jest podłym draniem. Ale pod tym względem każdy autor jest bezwzględny. I za co my ich tak kochamy się pytam? :)
Wspomniałam o magicznej aurze i tajemnicach. Wspomniałam o ciekawości. Nie wspomniałam za to o tym, jak łączą się te wszystkie, oraz wiele innych elementów w spójną całość. Otóż to nic nadzwyczajnego. Połączenie świetnej fabuły, wielu zwrotów akcji, i tajemnic które ciekawią czytelnika.
W rzeczy samej, fabuła nie jest banalna. Wręcz przeciwnie. Jak wspomniałam, gratką dla czytelnika są tajemnice i zagadki. To coś w rodzaju odgadywanki - pierwsza na to wpadnę ja, czy bohater książki? Trofea trafiają do obu stron.
Mam nadzieję, że trochę was zachęciłam. Mimo że ogromnie polecam tą część, nadal zostaję przy twierdzeniu że pierwsza część była najlepsza. I właśnie od niej polecam zaczęcie cyklu - inaczej nie ma to zbyt wielkiego sensu. Tak więc jeszcze raz: polecam, polecam, polecam!
„O wiele łatwiej [jest] wyleczyć zranione ciało niż cierpiąca duszę.”
9/10
- Ruiny Gorlanu
- Płonący most
- Ziemia skuta lodem
- Bitwa o Skandię
- Czarnoksiężnik z Północy
- Oblężenie Macindaw
- Okup za Eraka
- Królowie Conmelu
- Halt w niebezpieczeństwie
- Cesarz Nihon-Ja
- Zaginione historie
wtorek, 23 października 2012
"Wędrówka przez sen", Josephine Angelini
Nie chcę
Nie potrafię
Tytuł: Wędrówka przez sen (t.2)
Autor: Josephine Angelini
Wydawnictwo: Amber
Ilość stron: 368
Sny mogą być wykańczające. Wiecie coś o tym? Helena wie. Owszem, są i piękne, połączone z naszymi marzeniami... Nie, ale to nie te. Helena miewa o dużą gorszą ich odmianę - i tak też się czuje. Jest padnięta, dlatego też idzie spać. Lecz gdy się budzi - jest jeszcze bardziej zmęczona. Ów męczący i powolny cykl, doprowadza ją do groźnego stanu - gdy ciało nie nadąża za umysłem, w konsekwencji czego z nimi obydwoma jest coraz gorzej. Lecz dzielna dziewczyna wie, że tylko ona ma szansę na przełamanie klątwy i uwolnienie od niej rodziny. Na swoje szczęście lub i nie, w krainie snów spotyka Oriona - boskiego, niezwykle umięśnionego i mężnego Sukcesora. Czy Orion w snach i Lucas na Ziemi zdołają utrzymać Helenę przy życiu? Czy wszystko pójdzie zgodnie z planem? I wreszcie: co robią bogowie na Ziemi?
Wędrówka przez sen to druga część znakomitej trylogii o Sukcesorach, czyli półbogach. W poprzedniej części, która możliwe że jest wam znana ( Spętani przez bogów), poznawaliśmy Helenę, Lucasa, Hektora, Kasandrę i innych dzieci bogów. Teraz zaś - zagłębiamy się w nich, dostrzegamy różnice, i wreszcie - ubolewamy że tak szybko się kończy. Ale powolutku.
„Przeszłam trasę do piekła i z powrotem w poszukiwaniu miejsca, w którym mogłabym porzucić te uczucia, ale nie znalazłam dziury tak wielkiej i głębokiej.”
Przyznaję: po pierwszej części byłam poruszona. Długo czekałam na część drugą, ale wreszcie po przeczytaniu jej z czystym sumieniem mogę stwierdzić że również jestem poruszona. Już część pierwsza bardzo duży nacisk kładła na uczucie - i ta również. SPOILER Nie mogę też przeboleć, iż główni bohaterowie, zakochani, dowiedzieli się, jakoby mieli być rodziną. Męczę się z tą myślą od czasu przeczytania tamtej części i nadal się nie mogę pogodzić!
A bohaterowie? Skrojeni idealnie. Nasza główna bohaterka Helena - piękna, nieśmiała dziewczyna, obdarzona niezwykłymi umiejętnościami; Lucas - ideał chłopaka, choć w drugim tomie poznajemy też jego 'wybuchową' stronę charakteru, przez co stał się jeszcze bardziej męski (aah *.*), Orion - poznajemy go dopiero w tej części - wysportowany, umięśniony, 'duży', opiekuńczy. Jak tu nie czuć się przy nim bezpiecznie?! :) Claire - przyjaciółka Heleny, zawsze czekająca w pogotowiu, wreszcie jej miłość rozkwita; Jazon - brat słynnego Lucasa, wraz z bliźniaczką Ariadną posiadają nadzwyczaj przydatne umiejętności; Hektor - jeden z moich ulubieńców. Opryskliwy, choć tak na prawdę to szczery i wiecznie zmartwiony o rodzinę. I jeszcze wiele, wiele, wiele więcej cudownych bohaterów, którzy aż zachęcają do przeczytania książki.
A co sądzę o fabule? Kolejny raz pani Angelini dała niezły popis, i ma powody do dumy! Wędrówka przez sen jest pełna zwrotów akcji, tajemnic, zagadek, wątpliwości - czyli tego co czytelnicy lubią najbardziej! Czytając ją, nie mogłam się oderwać - a że posiadam w formie e-booka, czytałam do póki moje biedne oczy nie zaczęły mi łzawić - straszny mój los. Ale książka nie, wręcz przeciwnie. Cudo, cudo, cudo!
Wędrówka przez Sen oraz część pierwszą Spętani przez bogów polecam wszystkim, którzy lubią paranormal, aczkolwiek z rzadko spotykaną mitologią w tle :) Tak banalne połączenie, a tak zachwycające ;)
Zdecydowanie moje must read, must have :)
" - Jak mam o tobie zapomnieć? Jesteś częścią mnie. Żeby cię zapomnieć, musiałabym zapomnieć o sobie.”
9.5/10
poniedziałek, 15 października 2012
"Zwiadowcy. Księga czwarta. Bitwa o Skandię.", John Flanagan
Przyjaciół poznaje się w biedzie
Tytuł: Zwiadowcy. Księga czwarta. Bitwa o Skandię (t.4)
Autor: John Flanagan
Wydawnictwo: Jaguar
Ilość stron:384
Odkąd Evanlyn uciekła przed ogromnymi Skandianami, zabierając ze sobą Willa wgłąb lasu, minęło już trochę czasu. Na polance gdzie stała ich chatka śnieg zaczął już się topić; Słońce coraz częściej wychylało się z za chmur, ciesząc i jednocześnie martwiąc młodą księżniczkę. Poczekać czy uciekać? Co począć?
Problem rozwiązuje się sam: dziewczyna znika. Młody uczeń zwiadowcy zostaje postawiony pod ścianą, nie mając wyboru. Za wszelką cenę musi odnaleźć dziewczynę i uratować ją z rąk porywaczy. Tylko jak pokonać sześciu temudżeińskich wojowników? Z pomocą jednak przychodzą Willowi jak zwykle przyjaciele, na których może liczyć w tak trudnych chwilach. Jednak mimo uciechy, że ma ze sobą kogoś bliskiego swemu sercu, okazuje się że powinien mieć większe zmartwienia.. Oto kilkutysięczna armia zamierza napaść na Skandię. Jak zachowa się nieprzyjaciel względem Arlueńczyków, i czy zjednoczy się z nimi aby móc stawić czoło potężnej armii temudżeińskich jeźdźców? Czy przyjaźń skandyjsko-arlueńska jest jednak możliwa? Aby dowiedzieć się tego wszystkiego, zajrzyjcie do tomu czwartego, wspaniałej serii o przygodach pewnego roztropnego, młodego zwiadowcy. :)
Czy znana jest wam seria Zwiadowcy?
- Tak? Mam nadzieję że się podoba równie mocno jak mi :)
- Nie? Na co czekacie? :) Zabierać się prędko! :)
Zakładając że choć trochę słyszeliście o serii Zwiadowcy, opisałam wam powyżej to, co uznałam za potrzebne informacje. Dla niektórych będą tylko przypomnieniem, innych mam nadzieję zachęcą. Tak czy inaczej, otwarcie mówię: Zwiadowcy jak zwykle mistrzem!
Zastanawiam się, co jest w nich takiego, że przyciągają mnie jak magnes. Lecz nadal nie wiem. Może to sprawka świetnie wykrojonej fabuły? Ciągłego napięcia, wielu zmartwień, ulg, pociech? Lub wykreowanych bohaterów? Ich skrajnych charakterów - od uczuciowej Evanlyn i mężnego, nieco prostackiego Horace'a, poprzez Willa - ciekawego świata, inteligentnego i skrytego chłopca, ucznia Zwiadowcy, do Halta - srogiego nauczyciela, mającego jednocześnie dobre serce, wielką duszę i ogromne doświadczenie? Wreszcie - może to za sprawą zastosowanych środków? Dużej ilości zwrotów akcji, wartkich chwil?
Chyba wszystko to składa się na sukces, o jakim inni mogliby tylko pomarzyć, a John Flanagan go osiągnął.
Znów też, czytając Zwiadowców, możemy obserwować jak zmieniają się nasi bohaterowie. Autor kontynuuje proces dorastania, dojrzewania młodych bohaterów, ale też zarazem stara się pokazywać, że dorośli ludzie też się starzeją. Dlatego też uważam, że ta książka nie jest tylko głupią opowieścią fantasy, lecz zawiera jakieś prawdy, motta czy przesłania.
W związku z powyższym, uważam że naprawdę jest godna polecenia. Nadaje się nie tylko dla dzieci i młodzieży, ale też dla troszkę doroślejszych, aczkolwiek lubiących historie z przesłaniem.
Polecam gorąco wszystkim! :)
- Ruiny Gorlanu
- Płonący most
- Ziemia skuta lodem
- Bitwa o Skandię
- Czarnoksiężnik z Północy
- Oblężenie Macindaw
- Okup za Eraka
- Królowie Conmelu
- Halt w niebezpieczeństwie
- Cesarz Nihon-Ja
- Zaginione historie
niedziela, 23 września 2012
"Zwiadowcy. Księga trzecia. Ziemia skuta lodem.", John Flanagan
Za wszelką cenę
Tytuł: Zwiadowcy. Księga trzecia. Ziemia skuta lodem.(t.3)
Autor: John Flanagan
Wydawnictwo: Jaguar
Ilość stron: 331
Wzburzone fale i lodowata woda. Słońce za skłębionymi chmurami, nie ogrzewające zupełnie niczego. Morze.
Will i Evanlyn płyną do Skandii, należącym do ich porywacza - Eraka, oraz jego zbójeckiej kompanii. O swój los martwią się coraz bardziej, zważywszy na to, że pogoda zmienia się na coraz gorszą. Gdy wydaje się że już nie może być gorzej, fale zalewają cały statek...
Gdzieś daleko w tyle, na swym koniu jedzie najlepszy zwiadowca w Królestwie, za swym uczniem, któremu poprzysiągł, iż go uratuje. Jednak z każdym dniem to zadanie wydaje się trudniejsze, i trudniejsze... Mając jednak przy boku osławionego chwałą ucznia szkoły rycerskiej, gna przed siebie nie bacząc na niebezpieczeństwo. Czy uda mu się uratować swego ucznia? I jak daleko będzie musiał się posunąć?
„Jednak nigdy nie wiadomo, co przyniesie jutro. Najważniejsze, żeby wierzyć, nie poddawać się. Tego nauczył mnie Halt. Nigdy się nie poddawaj, bowiem kiedy pojawi się sposobność, musisz być gotów, żeby z niej skorzystać.”
To już moje trzecie spotkanie z serią, i po raz kolejny muszę przyznać, że udało się. Jak zawsze, książka była niezwykle wciągającą lekturą. W tym temacie nie mogę nic innego o niej powiedzieć - autor tworzy niezwykle barwną historię, z wieloma "efektami specjalnymi", momentami zaskoczenia oraz zwrotami akcji, jakich nie powstydzili by się najlepsi pisarze. I mówiąc szczerze, bez żadnych skrupułów Johna Flanagana do takowych mogę zaliczyć. ;)
Jak wspomniałam, lektura była wciągająca. To samo mogę powiedzieć o fabule. Bowiem mimo tego, że kolejny raz spotykamy się z tymi samymi bohaterami, wcale nie jest nudno, a wręcz przeciwnie. Nasi bohaterowie dorastają, a my to obserwujemy. Z dnia na dzień stają się mężniejsi. Czasem jednak czytamy również o upadkach. Ale po cóż one byłyby, jeśli nie po to, ażeby móc się podnosić po raz kolejny, po raz kolejny stawać się silniejszym człowiekiem?
Jak mówię: postacie dorastają. Stąd też zachodzące w nich zmiany. Poznajemy ich nowe oblicza, czasem lepsze, czasem gorsze. Na tej płaszczyźnie, najbardziej zaskoczył mnie Erak. Pokazał swoje dwa oblicza, a to było ciekawym posunięciem ze strony autora. Poznajemy go od drugiej strony, a to zaś wzbudza w nas mieszane uczucia, prowadzi do wahania ze strony czytelnika.
Poza tym, pojawia się też tu wątek miłosny. Bardzo nikły, przyznaję, ale... po nitce do kłębka!
Ogólnie rzecz ujmując, wydaje mi się że ani druga, ani ta, trzecia część nie dorównują Ruinom Gorlanu (t.1), choć i te również oceniam bardzo wysoko.
Uważam też, że seria Zwiadowcy jest jedną z lepszych serii fantastycznych przeznaczonych dla nastolatków, i gorąco zachęcam do zabrania się za nią. :)
Polecam więc wszystkim lubiącym fantastykę, wiele zwrotów akcji, i minione epoki! :)
Poza tym, pojawia się też tu wątek miłosny. Bardzo nikły, przyznaję, ale... po nitce do kłębka!
Ogólnie rzecz ujmując, wydaje mi się że ani druga, ani ta, trzecia część nie dorównują Ruinom Gorlanu (t.1), choć i te również oceniam bardzo wysoko.
Uważam też, że seria Zwiadowcy jest jedną z lepszych serii fantastycznych przeznaczonych dla nastolatków, i gorąco zachęcam do zabrania się za nią. :)
Polecam więc wszystkim lubiącym fantastykę, wiele zwrotów akcji, i minione epoki! :)
„- Halt? - odezwał się nieśmiało. Usłyszał westchnienie jadącego obok niego niskiego, krępego mężczyzny - Już myślałem, że złapałeś tu jakąś cudzoziemską chorobę - zauważył Halt - Od trzech minut nie zadałeś żadnego pytania.
9/10
Wybaczcie mi proszę, tak długą nieobecność, i moje sporadyczne recenzje. Nowa szkoła, nowe miejsce i nowi ludzie - sami wiecie. Ale postaram się wrócić tutaj z wieloma recenzjami i nowymi pomysłami, zapewne będzie też jakiś konkurs! :)
wtorek, 21 sierpnia 2012
"Kuszące zło", Keri Arthur
Niebezpieczeństwo mnie przyciąga
Tytuł: Kuszące zło (t.3)
Autor: Keri Arhur
Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy Erica
Ilość stron: 430
Skończyła się zabawa. Teraz czas na prawdziwą walkę. Riley sama już nie wie, co jest dobre a co złe. Wie jedno: należy zniszczyć Starra. Raz na zawsze. Chcąc za wszelką cenę spełnić swój cel, stara się przeniknąć do środowiska wroga, i pozbyć się go za pomocą jego własnej broni. Czy uda jej się dopiąć swego, mając przy boku najseksowniejszego wampira jakiego kiedykolwiek poznała, oraz wilka o tak potężnej aurze? Jak to odbije się na niej? Żeby się przekonać wystarczy zajrzeć...
To już moje trzecie spotkanie z piórem Keri Arthur, trzecie w tym cyklu, i - na szczęście znów udane. Nawet bardzo. Ale po kolei.
Kuszące zło trzecia część cyklu Zew Nocy. I jak na razie, ostatnia jaka została wydana, choć już w najbliższym czasie światło dzienne ma ujrzeć część czwarta. Czy będzie tak samo dobra jak jej poprzedniczki - zobaczymy. Na razie nie pozostaje nam nic innego, jak tylko czytać i recenzować te dzieła, które zostały już wydane w języku polskim.
Jeśli miałabym porównywać wszystkie trzy części do siebie, to od razu powiem, że część druga była ciupkę lepsza. Ale to nie dużo, dlatego jestem w stanie wybaczyć, zważywszy na to, że seria jest jedną z lepszych jakie czytałam. Ma w sobie to coś co mnie osobiście urzeka, i przyciąga. I znowu poruszę ten wątek - zawiera też dużą ilość scen erotycznych. Kto dobrze zna serię, zauważy że wcale nie jest to wadą ;)
Tym czym lubię, są też bohaterowie. Autorka świetnie ich wykreowała, nadając im niepowtarzalne cechy, które czynią ich wyjątkowymi. Przede wszystkim nie są głupi, nie okazują się odwagą graniczącą z głupotą w momentach do tego niewskazanych, ale też zachowują zimną krew gdy jest taka potrzeba. Mamy tutaj Riley, główną bohaterkę - odważną, a jednocześnie bojącą się o swój los, Quinna - seksownego wampira, który mam nadzieję postara się, i zdobędzie serce Riley, Kade'a - koniokształtnego, z którego Riley na pewno nie zrezygnuje zbyt szybko, Kellena - stanowczo zbyt stanowczego ( ^^), Rhoana - ukochanego brata, oraz Jacka - troszkę wścibskiego szefa. Czy wy też zauważyliście, że główne postacie to oprócz Riley, sami mężczyźni? I tak w istocie jest. Właściwie to nie ma tam wielu kobiet, a jeśli są- nie odgrywają większej roli. Dzięki temu uzyskujemy efekt, o jaki zapewne chodziło autorce - Riley wydaje się nam niepowtarzalna, jedyna i oryginalna.
Jeśli chodzi natomiast o zasób słownictwa autorki, czy środki jakie zastosowała - zdecydowanie nie możemy narzekać. Pani Arthur stanęła na wysokości zadania, sprostała wyzwaniu. Dzięki temu nie nudzimy się czytając jej prozę, bowiem naszpikowana jest epitetami, ubarwieniami, i innymi cudami ;)
Cóż, na koniec nie mogę wręcz napisać nic innego, jak tylko: polecam. :)
W tym miejscu też, chciałam ogłosić - nie mogę doczekać się kolejnej części! :)
9/10
A tu coś klimatycznego, tak żeby umilić czas:
Jestem w tym zakochana! ♥
poniedziałek, 13 sierpnia 2012
"Całując grzech", Keri Arthur
Tylko nie wpakuj się w kłopoty
Tytuł: Całując grzech (t.2)
Autor: Keri Arthur
Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy Erica
Ilość stron: 429
To nie przypadek, że Riley Jenson, pół wampir pół wilkołak budzi się naga w nieznanym dla siebie miejscu, i nie pamięta jak tu się znalazła, ani po co. Ostatni tydzień też jakoś wyleciał jej z głowy... I w końcu dlaczego zamiast budynków są atrapy, a w stajni przetrzymywany jest najseksowniejszy ogier jakiego kiedykolwiek widziała? Mimo że nadal nie jest Strażnikiem, Departament wciągnął ją w śledztwo, a ona wpadła w nie jak śliwka w kompot. Bo Riley się nie poddaje, musi go zabić.
„Ja i powodzenie znamy się tylko z widzenia.”
Poprzednią część, Wschodzący księżyc recenzowałam stosunkowo niedawno. Jednak prawie od razu zabrałam się za Całując grzech, bowiem wprost nie mogłam się doczekać. Czy słuszne było moje zniecierpliwienie? Jak najbardziej!
Druga część serii Zew Nocy, jest dużo lepsza niż jej poprzedniczka. Dodatkowo i spojrzenie mam nie te, bo do pewnych kwestii się już przyzwyczaiłam. Jak na przykład do seksu w książce. To po prostu wilcza natura głównej bohaterki, i dawno się już z tym pogodziłam. Także za to, na pewno nie będzie minusa.
Ciekawsza jest też fabuła - zdecydowanie mocniej wciągająca niż poprzednia. Więcej się dzieje, i więcej zwrotów akcji. Do akcji wkraczają też nowe osoby, aby na pewno nie było nam nudno. I tu także następuje kolejny plus, bo oprócz osób, poznajemy też nowe stwory. Muszę przyznać że autorka ma bujną wyobraźnię, nie ma co ;)
Lubię książki, które czyta się z zapartym tchem. Lubię też takie, które po prostu są miłą lekturą. I wreszcie - lubię takie, które są połączeniem obydwu tych cech. Ta jest. Jest lekka, pisana prostym językiem, ale nie prostackim, miło się ją czyta. Na pewno znacie takie książki. Z drugiej strony, ma wciągającą fabułę, i wprost nie mogę się od niej oderwać. Takie też znacie. A ich połączenie? Skutkuje oto tą książką.
Ciekawą sprawą są też bohaterowie. Różni jak dzień, i noc. Koniokształtny, wampir i wilkołak, to zabiegający o względy Riley mężczyźni, którzy mają dość ostre charaktery. I sama Riley - ostra, ale przy tym kobieca, i wymagająca. Całując grzech to istna mieszanka temperamentu.
Podsumowując: książkę polecam wszystkim miłośnikom paranormalu, oraz tym, którym podobała się część pierwsza! :)
Ciekawą sprawą są też bohaterowie. Różni jak dzień, i noc. Koniokształtny, wampir i wilkołak, to zabiegający o względy Riley mężczyźni, którzy mają dość ostre charaktery. I sama Riley - ostra, ale przy tym kobieca, i wymagająca. Całując grzech to istna mieszanka temperamentu.
Podsumowując: książkę polecam wszystkim miłośnikom paranormalu, oraz tym, którym podobała się część pierwsza! :)
„Piękno to kwestia gustu. Nie zawsze widać je na pierwszy rzut oka.”
9/10
poniedziałek, 16 lipca 2012
" Zwiadowcy. Płonący most", John Flanagan
Żeby tylko się udało
Tytuł: Płonący most (Zwiadowcy, t.2)
Autor: John Flanagan
Wydawnictwo: Jaguar
Ilość stron: 301
Już minęło trochę czasu, odkąd Will, sierota z zamku Redmont wybrany został na ucznia Halta, jednego ze słynniejszych Zwiadowców w całym kraju. Od tego czasu wiele zmian zaszło, zarówno w nim, jak i w około niego. On sam, zaprzyjaźnił się ze swoim odwiecznym wrogiem, który teraz jest jego powiernikiem. Również i Morgarath wprowadza zmiany - koniec tego, wreszcie zburzy (nie) ład panujący pośród Arlueńczyków. Jaką rolę odegra w tej historii tajemnicza dziewczyna o imieniu Evanlyn, oraz co ją łączy z Willem, możecie dowiedzieć się, sięgając po Zwiadowców. Tym razem na celowniku tom drugi.
" - A teraz wybaczcie nam, proszę. Musimy zająć się pewnym drobiazgiem. Trzeba zaplanować wojnę."
Po poprzednią część, Ruiny Gorlanu sięgnęłam już dawno. Na początku miałam mieszane uczucia, ale potem wciągnęłam się, i pochłonęłam książkę za jednym zamachem. Zostałam oczarowana, i szkoda tylko, że tak długo zwlekałam z zabraniem się za część drugą, bo niestety - pamięć nie jest niezawodna, a ja po prostu wielu szczegółów nie pamiętałam. Myślę że to troszkę zmieniło moje odczucia co do niej. Niemniej jednak, przyznaję: ma to coś. Przede wszystkim, jest wciągająca. Kto raz zasiądnie, już nie wstanie - chciało by się rzec. I chyba jest to prawdą. Porównując ją do części poprzedniej, od razu zauważyłam że brakuje jej tej magiczności, sekretów i tajemnic - niemniej jednak, jest wspaniała.
Przeczytałam gdzieś, że ta książka jest przewidywalna - i niestety, trudno mi się z tym nie zgodzić. Tak jest w istocie: Płonący Most w wielu miejscach mnie nie zaskoczył. Nie oznacza to jednak, że w ogóle jest pozbawiony jakichkolwiek nieprzewidywalnych sytuacji, przeciwnie. Wszystko dzięki temu, że John Flanagan wie, jak zachęcić czytelnika - i stosuje zwroty akcji. Jest to w każdej książce zabieg konieczny.
Jednak tym, co oczarowało mnie w Zwiadowcach była owa tajemniczość. Troszkę jej tu zabrakło, ale mimo wszystko Płonący Most jest dobry, bardzo dobry. Ciekawą sprawą są opisy, czasem długie, które - wcale nie nużą. Naprawdę! Bardzo nie lubię flakowatych opisów. Na pierwszy rzut oka można by stwierdzić że te takie są - ale nie jest to prawdą, bowiem powiedziałabym że są idealnie skrojone.
Podoba mi się również to, że nie jest to po prostu fantastyka, lecz połączenie trzech rzeczy które współgrają ze sobą idealnie: fantastyka + historia + humor = Zwiadowcy
Tak, nie mogę powiedzieć że jest to powieść historyczna, jednak jakąś jej cząstkę zawiera. Flanagan świetnie przedstawia nam średniowieczne czasy, wplatając pomiędzy nie nutkę tajemnicy zmieszaną ze śmiesznymi tekstami. Połączenie idealne? Tak!
Nie będę was zanudzała: zabierzcie się za serię jeśli możecie. Nie będziecie żałować, a będzie to miło spędzony czas. Zwiadowcy to wręcz idealna pozycja dla wszystkich laików fantastyki, lecz nie tylko. Gorąco polecam!
"-Brak wiary w siebie jest jak choroba, jeśli stracisz nad nim panowanie, twoje wątpliwości staną się rzeczywistością."
8.5/10
poniedziałek, 9 lipca 2012
"W pierścieniu ognia", Suzanne Collins
Kto przyjaciel, a kto wróg
Tytuł: W pierścieniu ognia (t.2)
Autor: Suzanne Collins
Wydawnictwo: Media Rodzina
Ilość stron:
Po każdych Głodowych Igrzyskach, zwycięzca udaję się w Tournee Zwycięzców, odwiedzając po kolei wszystkie dystrykty. I także w tym roku, zwycięzcy na nie wyruszają. Podczas przygotowań do niego, w czasie trwania, a nawet już po nim, do Katniss docierają niepokojące wieści. Niepokojące, ale dla władz. Czy bunt przeciwko władzom Kapitolu jest możliwy? Czy dystrykty mogą zniweczyć okrucieństwo panujących? I to, jaką Katniss odegra w tym rolę...
"-Osobiście staram się zawsze przekuwać emocje na pracę, bo w ten sposób nie krzywdzę nikogo oprócz siebie."
Poprzednią część czytałam jakiś czas temu. Miała ciekawą fabułę, ogromną ilość zwrotów akcji, była wciągająca, i wiele, wiele więcej zalet. Jednak nie zachwyciła mnie na tyle, ażebym mogła stwierdzić z przekonaniem: "tak, to nie były zmarnowane pieniądze". Wręcz przeciwnie, myślałam co innego. Właśnie dlatego dałam sobie czas, odsapnęłam, i dopiero niedawno zabrałam się za ów część. Co mogę teraz powiedzieć? Nie żałuję swojej decyzji.
Każda książka ma swoją cechę rozpoznawczą, charakterystyczną. Takim elementem rozpoznawczym w W pierścieniu ognia jest ogromna szczerość, która wyżyma ze mnie emocje niczym gąbka pozbywająca się wody. Jestem przekonana, że czytając tą część, oprócz ogromnego braku zainteresowania światem poza nią, na mojej twarzy odmalowywały się emocje. Strach, ból, udręka - nadzieja, przyjaźń miłość. Bo... bo tej książki nie da się nie czuć.
Jakie emocje towarzyszyły mi przy jej czytaniu? Wszystkie. Czasem była to książka szczera do bólu tak, że ciekły mi łzy. Innym razem śmiałam się do kartek. Raz była to książka lekka, przyjemna, a innym razem - rozpaczliwa, trudna do zrozumienia, okazania jakichkolwiek pozytywnych emocji. I to chyba właśnie dlatego ją tak polubiłam.
Bohaterowie? Cóż, najbardziej utożsamiam się z przyjacielem Katniss. Szczery, zawsze ten sam, poczciwy Gale. Tylko ludzie w okół niego źli i okrutni. Wcale nie będę ukrywać że to on jest moim ulubionym bohaterem, i trochę szkoda mi, że jest go tak mało w tej części. Niestety, niektórzy muszą stanąć w cieniu, ażeby inni mogli zaistnieć.
I faktycznie - pojawiają się nowe postacie. Z tych 'nowych' do gustu przypadła mi zdecydowanie Johanna. Zamknięta, mająca swoje tajemnice, a jednak szczera do bólu - ah, chyba ma coś ze mnie.
Poza tym, przyznaję: jedni bohaterowie lepsi, drudzy gorsi. Kwestia uznania.
Z tą książką na pewno nie będziecie się nudzić. Tak jak i w Igrzyskach zaznajomicie się z wyśmienitą fabułą, szybkimi zwrotami akcji, i nieoczekiwanymi decyzjami bohaterów. Na pewno nie będziecie się nudzić, słowo honoru. Moje słowo honoru! :)
W pierścieniu ognia polecam wszystkim. Ale nie możecie zacząć od tej części, skuście się na Igrzyska. To będzie zdecydowanie lepsza decyzja :)
"[...] bo jesteś kosogłosem, Katniss [...]"
9.5/10
czwartek, 28 czerwca 2012
"Zdradzona" P.C. Cast, Kristin Cast
No i weź się zdecyduj
Tytuł: Zdradzona (t.2)
Autor: P.C. Cast, Kirstin Cast
Wydawnictwo: Publicat
Ilość stron: 347
Zoey Redbird, adeptka Domu Nocy, szkoły dla elitarnych dzieciaków, czyli tych którzy niedługo mają stać się wampirami. Lub umrzeć.
Ostatnio w jej życiu wiele się zmieniło. Została przewodniczącą Cór Ciemności, w związku z tym przytłacza ją nadmiar obowiązków. Jej sprawy osobiste również się komplikują: nagle okazuje się, że właściwie ma dwóch chłopaków zamiast jednego, w tym pierwszy jest jej byłym 'ludzkim' chłopakiem, a nowy najprzystojniejszym przedstawicielem płci męskiej w całej szkole.
Jednak to nie koniec. W okolicy Domu Nocy giną chłopcy z drużyny sportowej, a o wszystko podejrzewane są wampiry. Jak Zoey rozwiąże swoje problemy i udręki, możecie się dowiedzieć, tylko i wyłącznie czytając tą książkę, do czego was zachęcam! :)
"Ciemność nie zawsze oznacza zło, tak jak światło nie zawsze oznacza dobro."
Pierwszą część cyklu o Domu Nocy i jej adeptce Zoey Redbird, czytałam już jakiś czas temu. Nie uważałam jej wtedy za złą pozycję, ani też za wyśmienitą. Po prostu była, egzystowała w moim świecie czytelniczym oraz na wirtualnej półce "przeczytane", a ja nie przywiązywałam do niej większej uwagi. Dopiero gdy wybrałam się do biblioteki, a niestety nie zastałam Zwiadowców, postanowiłam wypożyczyć kolejne części tej serii. I jak mniemam że już się domyślacie - nie zawiodłam się.
Tom drugi, Zdradzona podobał mi się zdecydowanie bardziej niż poprzedni. Wreszcie odkryłam w tej serii 'to coś', i wciągnęłam się niesamowicie. Uwielbiam takie historie, od których nie mogę się oderwać.
Absolutnym zaś zdziwieniem dla mnie było to, że otagowałam ją jako 'ulubione'. Nie jestem pewna czy tak powinno być, ale zaufam swojemu instynktowi, który najwidoczniej nakazał mi to zrobić. A co.
Przy czytaniu Zdradzonej nie zabrakło też emocji. Nie brakuje w niej wzruszających momentów, a i zdarzyło mi się dwa czy trzy razy uśmiechnąć się pod nosem. To już coś!
Również dzięki wartkiej akcji, kilku zwrotom akcji, i paru innym czynnikom, książkę pochłonęłam w dość krótkim czasie. Ale co najważniejsze: czytanie jej sprawiało mi przyjemność!
Chciałabym wam wiele jeszcze o niej napisać, ale nie potrafię wciągnąć was w jej wir bez zdradzania szczegółów. Dlatego, zaufajcie mi: tę książkę warto przeczytać!
"- Nie podchodź tu Eliott. Za życia byłeś jak wrzód na dupie, a śmierć niczego nie zmienia."
8.5/10
Recenzja została również opublikowana na portalu wloclawskie24.pl
Subskrybuj:
Posty (Atom)









