Pokazywanie postów oznaczonych etykietą trylogia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą trylogia. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 30 grudnia 2013
'Błękit szafiru', Kerstin Gier
Tajemnice
Tytuł: Błękit szafiru
Autor: Kerstin Gier
Wydawnictwo: Literacki Egmont
Ilość stron: 364
Gwendolyn jest zmęczona ciągłymi podróżami w czasie. Ma też dość użerania się z Charlottą, która znów się puszy. Ta zaś, dostała zadanie, z którego jest nadzwyczaj dumna: musi pomóc Gwendolyn w odnalezieniu się w świecie podróży w czasie. Skoro jedna z nich się cieszy, nie muszę chyba mówić, jaki ta druga, Gwendolyn ma do tego stosunek.
A zadanie jest na wagę złota. Spotkania z hrabią de Saint Germain nie należą do najmilszych, ale mimo to Strażnicy się na nie decydują. Działając z jego polecenia, dwoje aktywnych podróżników w czasie - Gideon i Gwendolyn - mają za zadanie zdobyć krew wszystkich podróżników, tak aby zamknąć krąg. Ale Gwendolyn wie, że pozostało jeszcze dwoje innych podróżników, Lucy i Paul, którzy uciekli w przeszłość znając tajemnicę, i nie chcąc wypełnić misji. Dlaczego? To pytanie nurtuje także główną bohaterkę...
Błękit szafiru to druga część genialnej, bestsellerowej Trylogii Czasu. Napisana przez Kerstin Gier, niemiecką powieściopisarkę, od razu, razem ze swoją poprzedniczką, trafiła na listę bestsellerów, i tam, w całości z częścią następną, utrzymuje się do dziś.
Czytelnika, który Trylogię ma już za sobą, zapewne wcale to nie dziwi. Ale dla tych, którzy mają ją wciąż przed sobą, postaram się ją nieco przybliżyć.
Nasza główna bohaterka, Gwendolyn, wraz ze swoją przyjaciółką, próbują odkryć tajemnicę Strażników, ponieważ ani oni, ani zabójczo przystojny Gideon, partner Gwen w podróżach w czasie, nie ufają jej na tyle, aby ujawnić swój sekret. Dziewczyny ciężko pracują, w czym czasem przeszkadza im kuzynka Gwendolyn, Charlotta. Na szczęście ich trudy nie idą na marne, a one odkrywają coraz więcej tajemnic. Leslie dostaje jeszcze jeden powód do szczęścia: w mieście pojawia się młodszy brat Gideona, Raphael, który lubi dreszczyk emocji, świetnie włada francuskim, i uwielbia ładne dziewczyny. Chyba nie muszę mówić że dziewczyna jest wniebowzięta?
Gdybym miała jednym słowem opisać naszą bohaterkę, z pewnością użyłabym przymiotnika "zakręcona". Tak samo można odnieść się do powieści. Błękit szafiru nie zawiera długich opisów i jest przepełniony dialogami. Nowe pomysły, tajemnice i tajne przejścia, wyrastają przed czytelnikiem jakby z podziemi. Całą trylogię czyta się znakomicie, i przede wszystkim szybko. Myślę że trzy godzinki, na tą średnio-grubą powieść to wystarczający czas. Niespostrzeżenie przeczytacie całą książkę, a wasza wyobraźnia będzie domagała się kolejnej części.
Bardzo mocno wszystkich zachęcam do tej trylogii! :) Cytując, potwierdzam: Trylogia Czasu wsysa! :)
Etykiety:
2013,
9.5/10,
duchy,
fantastyka,
Kerstin Gier,
Literacki Egmont,
miłość,
nastolatkowie,
posiadam,
serie,
trylogia,
uczucia,
ulubione,
z nutką historii
wtorek, 26 listopada 2013
'Czerwień rubinu', Kerstin Gier
Cześć, za czterdzieści lat będziesz moim dziadkiem
Tytuł: Czerwień rubinu(t.1)
Autor: Kerstin Gier
Wydawnictwo: Literacki Egmont
Ilość stron: 343
Gwendolyn i Charlotta to kuzynki mieszkające w jednym domu oraz chodzące do tej samej klasy. Oprócz tych dwóch faktów, wszystko inne je różni. Gwendolyn to dziewczyna zwariowana, wygłupiająca się często ze swoją najlepszą przyjaciółką Leslie, lubiąca obgadywać chłopaków. Charlotta natomiast jest spokojna i opanowana, od dzieciństwa uczęszcza na lekcje fechtunku, tańca, i inne zajęcia przygotowujące do podróży w czasie. W swoim domu Charlotta jest traktowana niemal jak bóstwo, a wszystko dzięki genowi podróży który posiada. Ale życie tych dziewczyn przewraca się do góry nogami, gdy okazuje się że to Gwendolyn ma gen podróży w czasie, a Charlotta z dnia na dzień staje się mało ważną osobą.
Czytanie Czerwieni rubinu rozpoczęłam na niezwykle nudnej lekcji chemii. Od razu stała się ciekawsza, gdy wyciagnęłam książkę i zanurzyłam się w lekturze.
Na początku, tuż za epilogiem, zostajemy wprowadzeni przez autorkę w życie Gwendolyn. To taka zwykła licealistka, zakręcona i pozytywnie nastawiona do świata. Natomiast Charlotta to jej zupełne przeciwieństwo, aczkolwiek i jej postać jest niezwykle barwna. Jest zdyscyplinowana, pilna i systematyczna. Wydaje się być 'ponad' innymi znajomymi. Opisany został również tajemniczy, ogromny, i jak dla mnie totalnie fascynujący, rodzinny dom Gwendolyn i Charlotty. Sala balowa i antresola, niezliczona ilość pokoi rozmieszczona na trzech piętrach, kuchnie, jadalnia, łazienki, tajemne przejście, skrzypiące schody, z klasą urządzone gabinety, biblioteka. Mieszka tam ich babka - lady Arista, cioteczna babka Maddy(siostra nieżyjącego już dziadka - lorda Montrose), mama Charlotty i ona sama, mama Gwendolyn, ona sama, a także jej rodzeństwo - siostra i brat. Nie należy również zapominać o panu Bernhardzie, który według mnie jest lokajem państwa Montrose. W rzeczywistości, niegdyś przysiągł lordowi że po jego śmierci zaopiekuje się jego rodziną, i tak dotrzymuje słowa. Jest on niezwykle ciekawą postacią, i chyba jedną z moich ulubionych. To całe wprowadzenie, miało na celu skuszenie i zaciekawienie czytelnika, i moim zdaniem, ten zabieg można zaliczyć do udanych.
Ale czymże byłyby książki, gdyby nie spotykane w nich ciągle utarte już schematy? W tej kwestii ta powieść nie różni się niczym od innych. Była Gwendolyn, była Charotta, więc brakuje nam tylko... Gideona! Tak, to on jest trzecim i ostatnim ogniwem trójkątu miłosnego. Gideon to bezczelny, arogancki, choć bosko przystojny młodzian, jak mówi okładka. Ponadto jest on podróżnikiem i partnerem Gwendolyn do podróży w czasie. Tyle tylko, że to z Charlottą zna się od kilku(nastu) lat, z nią pobierał najróżniejsze lekcje, z nią spędził większość popołudni w swoim życiu. Tym, co działa na niekorzyść Gwendolyn, jest również inteligencja i wiedza Charlotty, którą Gideon bardzo ceni - zapewne przyzwyczaił się do rozmów na poziomie. A Gwendolyn w porównaniu z nią to tylko głupia dziewczyna, która nie uważała na lekcjach historii, i teraz niestety nie wie czy coś się jej stanie jeśli wyląduje w 1664 roku, ani kto rządził Francją w XVIII wieku. Wrzucona na głęboką wodę, boryka się z wieloma problemami, a ludzie wokół niej wcale jej tego nie ułatwiają.
Czerwień rubinu według opinii miała być wspaniałą, fascynującą i porywającą powieścią. Ku mojej uldze naprawdę tak jest. Czytanie jej sprawiło mi wiele przyjemności, a to zasługa samej autorki. Niezwykle przystępny jest jej styl pisania. Czytając, oczy 'prześlizgują' się po tekście, nie sprawiając żadnych trudności. Atutem było również rozmieszczenie, jak i samo istnienie zwrotów akcji. SPOILER [W jednej chwili Gwendolyn przeklina w myślach Gideona, po to tylko by w następnej pozwolić mu rzucić się na sofę, cały czas się obściskując.] Tak, więc jak już nadmieniłam, zwrotów akcji nie brakowało.
Powieść Kerstin Gier zawładnęła sercami milionów czytelników na całym świecie, nie wykluczając mojego. Mały minus za pójście po linii najmniejszego oporu w kwestii wątku miłosnego; ale to nadal nie zmienia moich uczuć :-) Po kolejną część sięgnęłam od razu, dlatego spodziewajcie się niebawem kolejnych recenzji.
9/10
Etykiety:
2013,
9/10,
duchy,
fantastyka,
Kerstin Gier,
Literacki Egmont,
miłość,
podróże w czasie,
posiadam,
serie,
trylogia,
uczucia,
ulubione,
z nutką historii
niedziela, 17 listopada 2013
"Zbuntowany książę", Celine Kiernan
Totalne zaskoczenie!
Tytuł: Zbuntowany książę (t.3)
Autor: Celine Kiernan
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie(Grupa Wydawnicza Publicat)
Ilość stron: 421
Wojna wisi w powietrzu. Król, który zwrócił przeciwko sobie swoich potomków, a za równo dziedziców tronu, nie znajduje się w najlepszym położeniu. Podczas gdy Alberon, prawowity dziedzic tronu, gromadzi swoją armię, Razi, drugi syn królewski pokłada wiarę we własnej osobie oraz sile dyplomacji - zmierza ku obozowi brata aby pogodzić go z ojcem. Jednak nie wszystko jest takie łatwe. Podczas poszukiwań Alberona, Wynter napotyka Raziego oraz Christophera, którzy powinni być w zupełnie innej części kraju! W dodatku usłaną niedogodnościami podróż tych młodych ludzi, umilają wilkołaki, czyli odwieczni wrogowie spokoju...
Kto lubi zakończenia? Mało rąk w górze. Ale i tak czytamy ostatnie części, i tak oglądamy zakończenia. Dzieje się tak dlatego, że w poprzednich częściach autorzy budują napięcie, tworzą fabułę, czytelnicy są ciekawi, ale niestety, nic nie trwa wiecznie. W końcu przychodzi ten moment, kiedy musimy się pożegnać, zapamiętać lepiej lub gorzej daną historię, i czasem odświeżać, w zależności od upodobań. No właśnie, a jak to będzie z trylogią pani Celine Kiernan? No cóż, zobaczmy...
Trylogię Moorehawkę będę wspominać niezwykle ciepło. Pokazała mi ona kolejne oblicze, kolejny sposób przedstawienia książki, fabuły i bohaterów. Przedstawiła mi nowe schematy, które na pewno będę dostrzegać w innych książkach, a także pokazała już mi znane. Ale przede wszystkim, dała mi wiele radości z jej czytania! Tak, czas spędzony na czytaniu tej trylogii upłynął mi naprawdę miło. Kojarzy mi się ona z brzydką pogodą za oknem, oraz ciepłą herbatą, kocem, i historią, dzięki której mogę oderwać się od codzienności...
Moja codzienność to jedno, a życie bohaterów to zupełnie osobna sprawa. Jak ono wygląda? No cóż, mimo że nasi bohaterowie są naprawdę młodzi, to nie brakuje im trosk. Kolejne sprawy które się piętrzą, które nie wiadomo kiedy znajdą rozwiązanie stają się coraz większym problemem. Ale będąc szczerym, jest jeden główny problem naszych bohaterów: niewiedza. No bo wyobraźmy sobie sytuację, w której to od nas zależy przyszłość całego królestwa, lecz jednocześnie niewiele możemy zrobić. Wynter, Razi i Christopher nie wiedzą gdzie znajduje się Alberon, a on może być wszędzie. Jednak muszą znaleźć go za wszelką cenę. Ale to nie jest takie proste, gdy jedno z nich to syn królewski który powszechnie uznawany jest za zmarłego. Ponadto, kolejne z nich to znana dama dworska, Lady Protektor Obrończyni Tronu, a całą zgraję zamyka podejrzany człowiek w merrońskich bransoletach z bliznami na dłoniach... Jednak owa zgraja się nie poddaje, a my mamy z tego całkiem ciekawą fabułę i wiele perypetii. ;)
Przyznaję że trzecia, a zarazem ostatnia część jest ogromnym zaskoczeniem. Styl autorki uległ lekkiej zmianie, dzięki czemu powstał troszkę tajemniczy, troszkę nieznany i niezbadany klimat. W związku z tym, Zbuntowany książę jest pełen nowości. Między innymi, poznajemy masę nowych ludzi, którzy odegrają ważną rolę w życiu bohaterów. Jest to chociażby Lady Maria, czy Oliver, a nawet sam Alberon, który wreszcie został przedstawiony i poddany opinii czytelników! Ponadto nadal po książce przemieszczamy się razem ze wspaniałą grupą Merronów, dzielnych wojowników i ich żon, którzy mają wyłączną licencję na hodowlę wilczarzy, ogromnych psów. Oczywiście nasi główni bohaterowie jak zwykle zaskakują, co jest bardzo urokliwe!
Jednym z ulubionych aspektów jest wielowątkowość tej powieści. Uczucia przeplatają się z ciągłą walką o przetrwanie, która zaś przeplata się z motywem podróży, który z kolei miesza się z walką o władzę, której przeszkadza różnica pokoleń... To taki strasznie miły zabieg, dzięki któremu każdy może się odnaleźć w tej książce, jak i w całej serii. Który sprawia że chce mi się ją czytać kolejny i kolejny raz, bo spotkało mnie w niej tyle ciekawych i pouczających rzeczy...
Ale jak już nadmieniłam, Zbuntowany książę jest niestety zakończeniem. Chociaż po przeczytaniu wcale nie żałuję że tak to się skończyło, bo było to przynajmniej zakończenie w dobrym stylu i guście. Na koniec spotyka nas "5 lat później", czyli historia tych samych bohaterów po paru latach. Przedstawiona w skrócie i jakby po macoszemu, ale w końcu to nie ich historia po pięciu latach jest ważna. Jednak cieszę się że autorka nie zostawiła naszych domysłów samym sobie, a postarała się, abyśmy byli w pełni usatysfakcjonowani :)
Ostatnią część, a także całą trylogię polecam wszystkim lubiącym uciec od rzeczywistości, i spędzić miło czas :)
Za możliwość ponownego spotkania z bohaterami trylogii Moorehawke, serdecznie dziękuję wydawnictwu GRUPIE WYDAWNICZEJ PUBLICAT!
piątek, 20 września 2013
"Zatruty tron", Celine Kiernan
Trudne położenie
Tytuł: Zatruty tron (t.1)
Autor: Celine Kiernan
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie (Grupa Wydawnicza Publicat)
Ilość stron: 417
Powroty zawsze są dziwne, i nikt nigdy nie wie, czego ma od nich oczekiwać. Ale piętnastoletnia Wynter była raczej pewna, co zastanie za bramą królestwa gdy... wreszcie ją otworzą.
Obrońca Tronu, Lord Moorehawke wraca wraz ze swoją córką po pięciu latach nieobecności, i zastaje królestwo zupełnie innym, niż je zostawił. Nic nie wygląda już tak jak dawniej...
Pierwsze wrażenie? CHAOS. Drugie też. I trzecie. Potem mogło być już tylko lepiej. :)
Nawiązując do powyższego, faktycznie: autorka wrzuca nas na głęboką wodę. Kto się odnajdzie w nowej sytuacji szybko - temu szybko spodoba się książka. Kto jest wolniejszy - dłużej będzie musiał poczekać. Otóż wcale nie rzadko spotykam się z książkami, których autorzy przyjmują taki oto wzór: ja tworzę nową sytuację, wrzucam ją już na pierwsze strony, a czytelnik musi się dostosować. Przyznam, że taki zabieg był trochę irytujący, ale oczywiście do czasu gdy pewne rzeczy stały się oczywiste. Z drugiej strony, nawet mi się podobało - coś innego niż powolne wdrażanie nas w temat. Więc kto co lubi: albo już na wstępie nam się nie spodoba, albo też przetrwamy irytujący początek i potem będzie całkiem dobrze.
Gdy pokonałam problem przystosowania się do nowych dziwnych rzeczy dziejących się w książce, od razu zaczęłam zauważać pozytywne rzeczy. Po pierwsze: barwne opisy. Autorka ma bogaty zasób słownictwa, i na szczęście w ogóle go nam nie szczędziła. W związku z tym, znaleźliśmy się w krainie porównań, epitetów, i innych środków stylistycznych.
Co miłe i zaskakujące - autorka w ogóle nie daje nam odetchnąć. Ciągle coś się dzieje, więc nie ma czasu na nudę. :)
Wynter to dziewczyna rozważna, skrupulatna i przede wszystkim pracowita. Przede wszystkim jest też córką cieśli i sama również siedzi w tym zawodzie 'po uszy'. Połączenie silnej, ojcowskiej ręki, i jego wielkiego, kochającego serca, to tak zwane dzisiejsze mądre wychowywanie. A Wynter na taką właśnie dziewczynę wyrosła: mądrą.
Oprócz Wynter pojawiają się oczywiście także inne postacie. A więc przemykając się raz przestronnymi, szerokimi korytarzami, a raz ciasnymi klitkami dla służby, spotykamy różnych ludzi. Na przykład króla, ze swoją nieodłączną świtą, który ma różne sposoby na dostanie tego co pragnie, lecz niestety czasem zapominającego że inni ludzie też znają różne sztuczki... Raziego, jednego z głównych bohaterów, nieprawowitego syna króla Jonathana, najlepszego przyjaciela Wynter, człowieka o wielkim sercu i ogromnym rozumie. Jest też Christopher - przystojny chłopak, nie do końca rozumiejący co dzieje się na królewskich włościach... I Marnie - poczciwa, stara Marnie, gotująca dla całego zamku, kochana i surowa. Te wszystkie postacie tworzą niewyobrażalny mix, który idealnie wpasowuje się w fabułę książki.
A fabuła - niezwykle wciągająca i misternie skomponowana. :)
Zatruty tron był świetną lekturą na coraz chłodniejsze dni. Mam nadzieję na przeczytanie kolejnych tomów, a wam polecam zabranie się za ten! :)
8/10
Za możliwość wizyty na królewskim dworze, serdecznie dziękuję GRUPIE WYDAWNICZEJ PUBLICAT!
piątek, 8 marca 2013
"Kroniki Ellie. Wojna się skończyła, walka wciąż trwa", John Marsden
Trzeba walczyć o lepsze jutro
Tytuł: Kroniki Ellie. Wojna się skończyła, walka wciąż trwa (t.1-kont. serii "Jutro")
Autor: John Marsden
Wydawnictwo: Znak
Ilość stron: 302
Gdy kończy się wojna nie wiadomo czego można się spodziewać. Zależy to od tego, która strona wygrała - no i jeśli przeciwnik zagarnął pierwotnie nasze ziemie - na czyich się znajdujemy. Ellie i jej przyjaciele znaleźli się w dość nieprzyjemnej sytuacji. Są na swojej ziemi, ale... ale ona znajduje się na pograniczu. Co to oznacza w praktyce? Stałe zagrożenie. Bo mimo tego że wojna się skończyła, to walka wciąż trwa.
Przypomnijmy sobie co nieco o serii Jutro. Opowiada ona o grupie nastolatków, którzy wyjeżdżają na biwak, a po kilku dniach przebywania w dziczy, wychodząc w stronę cywilizacji, nie spotykają niczego, co mogło by świadczyć o tym, że wszystko jest OK. W pobliżu nie ma żywej duszy, nawet zwierzęta poumierały. Tak oto zaczęła się inwazja która trwa przez siedmioczęściową serię. Kontynuacją tej serii jest trylogia, która rozpoczyna się od pozycji którą dziś recenzuję.
Kroniki Ellie zaczynają się zaraz po tym, jak w 7 części Jutra wydarzenia się kończą. Mamy zatem Ellie po wielu okropnych przejściach, z szarganą psychiką, i ludźmi w okół którzy odchodzą i wracają, a potem znów odchodzą a człowiek naprawdę nie wie czy oni jeszcze wrócą. Wszystko i wszyscy starają się dojść do ładu z tym nowym porządkiem, który przecież nikomu nie przypadł do gustu. Jest trudno, nawet dla naszej bohaterki, która przeszła tak wiele.
Jak zwykle muszę przyznać, że John Marsden porusza te obszary mózgu, które są odpowiedzialne za postawienie się w sytuacji Ellie ( tak naprawdę nie wiem czy są takie obszary- no dobra w 99% ich nie ma, ale to właśnie się ze mną dzieje gdy czytam coś co wyszło z pod pióra tego pana). Myślę że niezwykle realistyczne przedstawienie postaci, ich uczucia, zachowania i charaktery do owego myślenia zmuszają. Ta książka jest napisana w sposób którego chyba nie da się polubić. To przemyślenia Ellie, to komentarze wobec obecnej sytuacji, to takie proste dialogi które jest jednocześnie skomplikowane. To jak wielopoziomowy budynek z windą bez przycisków - jeśli do niej wejdziesz, nigdy nie wiadomo gdzie będziesz musiał wysiąść.
W pierwszej części trylogii, Ellie stara się utrzymać gospodarstwo. Po okropnych przeżyciach jakich doświadczyła również i po wojnie stale stara się dojść do siebie. Jednakże zawsze, mimo że wspierają nas bliscy, przyjaciele i życzliwi sąsiedzi, znajdzie się również ktoś kto myśli tylko o sobie, i chce nas wpakować w bagno. Ale jak powiedział jeden z bohaterów (cytat na dole), trzeba walczyć. Walczyć, żeby wygrać, lub przegrać. Niewalczenie to tylko przegrana.
Każdy kto przeżył wojnę staje się innym człowiekiem. Jego niegdyś podświadome lęki teraz zyskują prawdziwą formę; to co kiedyś oglądał się w filmach sci-fi, teraz posiada we własnych wspomnieniach. Dlatego też nowe życie jest trudne. I właśnie tak ukazuje nam je autor - nie jako cudowne życie bo przecież przeżyliśmy, lecz jako kolejne pasmo zmagań, kolejne głazy które należy wtoczyć pod górę. I właśnie tak wygląda wątek miłosny w Kronikach Ellie. Trudno powiedzieć czy jakikolwiek występuje, bo odpowiedź znajduje się poza zasięgiem bohaterów, gdzieś wysoko. Dlatego też przed nimi długa i wyczerpująca wspinaczka. Nie oznacza to jednak, że ta kontynuacja jest pozbawiona uczuć, wręcz przeciwnie - jest nimi nafaszerowana. A jedynym sposobem na poznanie skali nasycenia, jest przeczytanie tej książki - do czego serdecznie was zachęcam. Jednakże od razu uprzedzam, że nie ma sensu po nią sięgać bez ówczesnego przeczytania serii Jutro - bo po prostu nie będziecie wiedzieli o czym jest mowa.
Podsumowując: polecam gorąco każdemu, bowiem nie jest to książka dla ściśle określonego przedziału wiekowego - moja babcia zaczytuje się w serii jak i jej kontynuacji razem ze mną! :)
"Walcz - powiedział. - Jeśli walczysz, wygrywasz albo przegrywasz. Jeśli nie walczysz, przegrywasz."
10/10
sobota, 19 stycznia 2013
"Legenda. Rebeliant", Marie Lu
Poznać dobro
Tytuł: Legenda. Rebeliant
Autor: Marie Lu
Ilośćrzebuje stron: 304
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Dwoje ludzi, odmienne światy, odmienna przeszłość.
June i Day. Dobro i zło, czy zło i dobro?
On jest najsłynniejszym przestępcą Republiki, ona jej najzdolniejszym agentem. On ma rodzinę która nie wie że żyje, ona ma brata, który niestety ginie. Oczywistym jest, kto stoi za tą zbrodnią - Day. Gdy piętnastoletnia June dowiaduje się kto jest odpowiedzialny za śmierć jej brata, nie waha się ani chwili. Jej celem jest dopaść tego, który dopadł jego.
"Dorwę cię. Przetrząsnę całe Los Angeles, by cię znaleźć. Przeszukam każdą ulicę w Republice, jeśli będę musiała. Będę oszukiwać, kombinować, kręcić, kłamać i kraść, by cię znaleźć. Wywabię cię z twojej kryjówki, a potem będę cię ścigać, aż znajdziesz się w miejscu, z którego nie ma ucieczki. Obiecuję ci - twoje życie odtąd należy do mnie."
"Rebelianta" przeczytałam przypadkowo. Chciałam go przeczytać, bo fascynowały mnie wasze recenzje, opinie, zachęty. Gdy nadarzyła się okazja wymiany, ani chwili się nie wahałam. Bo niby czemu? Przecież zapowiada się świetnie!
Akcja książki toczy się w Republice. O tym państwie wiemy niewiele, a jeszcze mniej o tym, z kim toczy wojnę - Koloniami. Autorka nie wyjaśniła co stało się z Ameryką Północną, której miejsce zajęła Republika, jednak liczę na to, że w przyszłych tomach trylogii te sprawy się wyjaśnią.
Day i June żyją w centrum Republiki, dokładniej - w mieście aniołów. On pochodzi ze slumsów, ukrywa się przed władzami, nawet jego rodzina nie wie że żyje. Poza tym, oblał Próbę. Ona pochodzi z dobrej rodziny; jej zmarli rodzice pracowali dla Republiki. Jej brat jest żołnierzem. Pewnego dnia jednak zostaje zabity, a zbrodnia ta zostaje powiązana z Dayem. Nie ma się czemu dziwić - chłopak potrzebuje leków na epidemię, a te są ściśle strzeżone: między innymi przez Metiasa, brata June. June nazywana jest złotym dzieckiem Republiki - Próbę zdała na 1500 punktów, czyli osiągnęła wynik maksymalny. Po śmierci Metiasa Republika werbuje dziewczynę, a ta za wszelką cenę stara się dopaść Daya.
![]() |
Marie Lu -
uprzednio dyrektor artystyczny firmy
tworzącej gry komputerowe,
obecnie na pełny etat zajmuje się pisaniem.
|
Autorka przedstawia nam dwa skrajnie różne charaktery. Posłuszną i ułożoną June, oraz wyznaczającego sobie samemu zasady, Daya. A mimo to, potrafi ich połączyć w jeden, spójny i zgodny obraz. Wątek miłosny wcale się nie rozwija, raczej wybucha. A potem nagłe BUM! i znika. Dalej, rozpoczynają od początku, ale trochę innego, trochę lepszego.
Jak w każdej książce - są i dobre i złe strony. Na pierwszy rzut oka, Republika to wspaniały kraj, a Day to przestępca i margines społeczny. Może i tak, ale czy nie sama Republika do tego doprowadziła? Potem, po przeczytaniu kilkudziesięciu stron dostrzegamy coś więcej: pozory. I tu dla nas jest punkt zwrotny.
Czasem granice między dobrem i złem zacierają się, a my sami nie wiemy co jakie jest. Tutaj czegoś takiego nie znajdziemy. Raczej zastaniemy brutalny opis rzeczywistości, która sama w sobie też jest brutalna - chociażby polityka państwa ds. epidemii.
Zastanawiałam się, jakimi słowami opisać książkę, nie zdradzając z niej żadnych szczegółów. Po przemyśleniach(głębokich, jak pewnie mniemacie) uznałam że brzmiałby tak: kiedy granice dobra i zła się nie zacierają... Kiedy dobrze wiemy co jest dobre, lecz nie to kto jest dobry. Kiedy rząd kłamie, a dzieci głodują... Kiedy znajdzie się choć jeden Rebeliant... Kiedy będziesz próbował uratować czyjeś życie... Wtedy to stanie się Legendą...
Ogólnie rzecz biorąc, mam ogromny problem z ocenieniem "Rebelianta". Wszyscy porównują go do "IŚ" czy "Niezgodnej". I słusznie. O ile pierwszą pozycje przeczytałam, o tyle do "Niezgodnej" nawet się nie zabierałam. Jednak ja uważam, że mimo podobieństwa między "IŚ" a "Rebeliantem", warto sięgnąć i po niego, gdyż podobne elementy są, a i owszem, ale jest ich mało - raczej to schemat jest podobny, niż sama książka. To moja druga trylogia dystopijna - i druga tak dobra.
Przyznaję że czytało ją mi się świetnie, bo język i środki jakie zastosowała autorka tylko i wyłącznie ułatwiały czytanie. Bywały momenty od których nie mogłam się oderwać, i za to wysoka ocena.
Polecam wszystkim zadurzonym w tym gatunku - i nie tylko - do poznania historii Daya i June. :)
„- Zostanę z tobą na zawsze, mała. Chyba, że będziesz miała mnie serdecznie dosyć.”
8.5/10
Subskrybuj:
Posty (Atom)





