Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 8/10. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 8/10. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 17 listopada 2013

"Zbuntowany książę", Celine Kiernan



Totalne zaskoczenie!




Tytuł: Zbuntowany książę (t.3)
Autor: Celine Kiernan
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie(Grupa Wydawnicza Publicat)
Ilość stron: 421

Wojna wisi w powietrzu. Król, który zwrócił przeciwko sobie swoich potomków, a za równo dziedziców tronu, nie znajduje się w najlepszym położeniu. Podczas gdy Alberon, prawowity dziedzic tronu, gromadzi swoją armię, Razi, drugi syn królewski pokłada wiarę we własnej osobie oraz sile dyplomacji - zmierza ku obozowi brata aby pogodzić go z ojcem. Jednak nie wszystko jest takie łatwe. Podczas poszukiwań Alberona, Wynter napotyka Raziego oraz Christophera, którzy powinni być w zupełnie innej części kraju! W dodatku usłaną niedogodnościami podróż tych młodych ludzi, umilają wilkołaki, czyli odwieczni wrogowie spokoju...

Kto lubi zakończenia? Mało rąk w górze. Ale i tak czytamy ostatnie części, i tak oglądamy zakończenia. Dzieje się tak dlatego, że w poprzednich częściach autorzy budują napięcie, tworzą fabułę, czytelnicy są ciekawi, ale niestety, nic nie trwa wiecznie. W końcu przychodzi ten moment, kiedy musimy się pożegnać, zapamiętać lepiej lub gorzej daną historię, i czasem odświeżać, w zależności od upodobań. No właśnie, a jak to będzie z trylogią pani Celine Kiernan? No cóż, zobaczmy...

Trylogię Moorehawkę będę wspominać niezwykle ciepło. Pokazała mi ona kolejne oblicze, kolejny sposób przedstawienia książki, fabuły i bohaterów. Przedstawiła mi nowe schematy, które na pewno będę dostrzegać w innych książkach, a także pokazała już mi znane. Ale przede wszystkim, dała mi wiele radości z jej czytania! Tak, czas spędzony na czytaniu tej trylogii upłynął mi naprawdę miło. Kojarzy mi się ona z brzydką pogodą za oknem, oraz ciepłą herbatą, kocem, i historią, dzięki której mogę oderwać się od codzienności...

Moja codzienność to jedno, a życie bohaterów to zupełnie osobna sprawa. Jak ono wygląda? No cóż, mimo że nasi bohaterowie są naprawdę młodzi, to nie brakuje im trosk. Kolejne sprawy które się piętrzą, które nie wiadomo kiedy znajdą rozwiązanie stają się coraz większym problemem. Ale będąc szczerym, jest jeden główny problem naszych bohaterów: niewiedza. No bo wyobraźmy sobie sytuację, w której to od nas zależy przyszłość całego królestwa, lecz jednocześnie niewiele możemy zrobić. Wynter, Razi i Christopher nie wiedzą gdzie znajduje się Alberon, a on może być wszędzie. Jednak muszą znaleźć go za wszelką cenę. Ale to nie jest takie proste, gdy jedno z nich to syn królewski który powszechnie uznawany jest za zmarłego. Ponadto, kolejne z nich to znana dama dworska, Lady Protektor Obrończyni Tronu, a całą zgraję zamyka podejrzany człowiek w merrońskich bransoletach z bliznami na dłoniach... Jednak owa zgraja się nie poddaje, a my mamy z tego całkiem ciekawą fabułę i wiele perypetii. ;)

Przyznaję że trzecia, a zarazem ostatnia część jest ogromnym zaskoczeniem. Styl autorki uległ lekkiej zmianie, dzięki czemu powstał troszkę tajemniczy, troszkę nieznany i niezbadany klimat. W związku z tym, Zbuntowany książę jest pełen nowości. Między innymi, poznajemy masę nowych ludzi, którzy odegrają ważną rolę w życiu bohaterów. Jest to chociażby Lady Maria, czy Oliver, a nawet sam Alberon, który wreszcie został przedstawiony i poddany opinii czytelników! Ponadto nadal po książce przemieszczamy się razem ze wspaniałą grupą Merronów, dzielnych wojowników i ich żon, którzy mają wyłączną licencję na hodowlę wilczarzy, ogromnych psów. Oczywiście nasi  główni bohaterowie jak zwykle zaskakują, co jest bardzo urokliwe!
Jednym z ulubionych aspektów jest wielowątkowość tej powieści. Uczucia przeplatają się z ciągłą walką o przetrwanie, która zaś przeplata się z motywem podróży, który z kolei miesza się z walką o władzę, której przeszkadza różnica pokoleń... To taki strasznie miły zabieg, dzięki któremu każdy może się odnaleźć w tej książce, jak i w całej serii. Który sprawia że chce mi się ją czytać kolejny i kolejny raz, bo spotkało mnie w niej tyle ciekawych i pouczających rzeczy...

Ale jak już nadmieniłam, Zbuntowany książę jest niestety zakończeniem. Chociaż po przeczytaniu wcale nie żałuję że tak to się skończyło, bo było to przynajmniej zakończenie w dobrym stylu i guście. Na koniec spotyka nas "5 lat później", czyli historia tych samych bohaterów po paru latach. Przedstawiona w skrócie i jakby po macoszemu, ale w końcu to nie ich historia po pięciu latach jest ważna. Jednak cieszę się że autorka nie zostawiła naszych domysłów samym sobie, a postarała się, abyśmy byli w pełni usatysfakcjonowani :)

Ostatnią część, a także całą trylogię polecam wszystkim lubiącym uciec od rzeczywistości, i spędzić miło czas :)

Za możliwość ponownego spotkania z bohaterami trylogii Moorehawke, serdecznie dziękuję wydawnictwu GRUPIE WYDAWNICZEJ PUBLICAT


piątek, 20 września 2013

"Zatruty tron", Celine Kiernan



Trudne położenie



Tytuł: Zatruty tron (t.1)
Autor: Celine Kiernan
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie (Grupa Wydawnicza Publicat)
Ilość stron: 417

Powroty zawsze są dziwne, i nikt nigdy nie wie, czego ma od nich oczekiwać. Ale piętnastoletnia Wynter była raczej pewna, co zastanie za bramą królestwa gdy... wreszcie ją otworzą.
Obrońca Tronu, Lord Moorehawke wraca wraz ze swoją córką po pięciu latach nieobecności, i zastaje królestwo zupełnie innym, niż je zostawił. Nic nie wygląda już tak jak dawniej...

Pierwsze wrażenie? CHAOS. Drugie też. I trzecie. Potem mogło być już tylko lepiej. :)
Nawiązując do powyższego, faktycznie: autorka wrzuca nas na głęboką wodę. Kto się odnajdzie w nowej sytuacji szybko - temu szybko spodoba się książka. Kto jest wolniejszy - dłużej będzie musiał poczekać. Otóż wcale nie rzadko spotykam się z książkami, których autorzy przyjmują taki oto wzór: ja tworzę nową sytuację, wrzucam ją już na pierwsze strony, a czytelnik musi się dostosować. Przyznam, że taki zabieg był trochę irytujący, ale oczywiście do czasu gdy pewne rzeczy stały się oczywiste. Z drugiej strony, nawet mi się podobało - coś innego niż powolne wdrażanie nas w temat. Więc kto co lubi: albo już na wstępie nam się nie spodoba, albo też przetrwamy irytujący początek i potem będzie całkiem dobrze.

Gdy pokonałam problem przystosowania się do nowych dziwnych rzeczy dziejących się w książce, od razu zaczęłam zauważać pozytywne rzeczy. Po pierwsze: barwne opisy. Autorka ma bogaty zasób słownictwa, i na szczęście w ogóle go nam nie szczędziła. W związku z tym, znaleźliśmy się w krainie porównań, epitetów, i innych środków stylistycznych.
Co miłe i zaskakujące - autorka w ogóle nie daje nam odetchnąć. Ciągle coś się dzieje, więc nie ma czasu na nudę. :)

Wynter to dziewczyna rozważna, skrupulatna i przede wszystkim pracowita. Przede wszystkim jest też córką cieśli i sama również siedzi w tym zawodzie 'po uszy'. Połączenie silnej, ojcowskiej ręki, i jego wielkiego, kochającego serca, to tak zwane dzisiejsze mądre wychowywanie. A Wynter na taką właśnie dziewczynę wyrosła: mądrą.
Oprócz Wynter pojawiają się oczywiście także inne postacie. A więc przemykając się raz przestronnymi, szerokimi korytarzami, a raz ciasnymi klitkami dla służby, spotykamy różnych ludzi. Na przykład króla, ze swoją nieodłączną świtą, który ma różne sposoby na dostanie tego co pragnie, lecz niestety czasem zapominającego że inni ludzie też znają różne sztuczki... Raziego, jednego z głównych bohaterów, nieprawowitego syna króla Jonathana, najlepszego przyjaciela Wynter, człowieka o wielkim sercu i ogromnym rozumie. Jest też Christopher - przystojny chłopak, nie do końca rozumiejący co dzieje się na królewskich włościach... I Marnie - poczciwa, stara Marnie, gotująca dla całego zamku, kochana i surowa. Te wszystkie postacie tworzą niewyobrażalny mix, który idealnie wpasowuje się w fabułę książki.
A fabuła - niezwykle wciągająca i misternie skomponowana. :)

Zatruty tron był świetną lekturą na coraz chłodniejsze dni. Mam nadzieję na przeczytanie kolejnych tomów, a wam polecam zabranie się za ten! :)
8/10

Za możliwość wizyty na królewskim dworze, serdecznie dziękuję GRUPIE WYDAWNICZEJ PUBLICAT!




wtorek, 13 sierpnia 2013

"Ptaszydło", Max Bentow





Ptaszydło



Tytuł: Ptaszydło
Autor: Max Bentow
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Ilość stron: 280


Berlin. Niemiecki komisarz Nils Trojan prowadzi sprawę która dotyczy makabrycznych mordów. Gdy zostaje wezwany do Kreuzberga - dzielnicy w której doszło do mordu, zastaje straszny widok. Ofiara ma wydłubane oczy, jej głowa jest ogolona, a obok jej ciała pozostawiono martwego ptaka. Komisarz bliski załamania nerwowego coraz słabiej wierzy w swoje umiejętności śledcze gdy pojawiają się kolejne ofiary. Czy Trojanowi uda się złapać zabójcę? Jakie straty poniesie?

Max Bentow urodził się w 1966 roku w Berlinie i tam został. Skończywszy studia aktorskie występował na deskach teatru. Pisał scenariusze, a za pracę dramaturga został nagrodzony wiele razy. Ptaszydło to jego debiut, a zarazem pierwsza powieść z cyklu o berlińskim komisarzu Nilsie Trojanie.

Kryminałów nie czytałam praktycznie w ogóle. Nie był to mój ulubiony gatunek, a ponadto nie znałam żadnych ciekawych tytułów. Ale natknęłam się na powieść która wydawała się być całkiem ciekawa. A jaka to powieść? To Ptaszydło oczywiście.
Już na samym wstępie muszę przyznać, że po przeczytaniu tej książki stałam się jej fanką. Powieść niezwykle mi się spodobała, i z niecierpliwością oczekuję kolejnych części serii. Wiadomym jest, że czytelnik który ma za sobą wiele kryminałów inaczej spojrzy na tę powieść, bo będzie miał porównanie. Ja natomiast takiego porównania nie mam, ale mam za to 'świeżość' spojrzenia, z zupełnie innej perspektywy. Wierzę również że i starym wyjadaczom Ptaszydło by się spodobało, i wielu w tej książce by się odnalazło.

Ptaszydło ma wszystko, czego potrzeba aby czytanie było miłe i sprawiało frajdę: wartką akcję, barwne postaci i bogatą fabułę. Autor się postarał, i muszę przyznać że jego język był przystępny, a co więcej - łatwy w odbiorze. Ale przede wszystkim ta książka szokuje, tak jak kryminał szokować powinien. I chyba taki był zamysł autora, bo wyszło mu to świetnie. Podczas czytania spotykamy się z wykończonym komisarzem a także z psychopatycznym zabójcą, poznając jego myśli i motywy.
Jeśli zagłębicie się w książce, możecie spotkać się ze scenami dość mocnymi - według mnie to takie w których już nie mogę z obrzydzenia i odkładam książkę. Na szczęście takich momentów nie było wiele, a w dodatku jestem pewna że starzy wyjadacze, którzy mają mocniejsze nerwy nawet się nie wzruszą.

Podsumowując: nigdy nie nazwę czasu spędzonego nad Ptaszydłem czasem straconym. Było to miłe spotkanie, i tak jak napisałam wyżej - niecierpliwie oczekuję kolejnych spotkań z berlińskim komisarzem Nilsem Trojanem. Wam również serdecznie polecam tą książkę! :)

PS. Jakie kryminały polecacie? :>

Za możliwość przeniesienia się do Berlina i prowadzenia śledztwa razem z Wydziałem Zabójstw, serdecznie dziękuję GRUPIE WYDAWNICZEJ PUBLICAT :)


czwartek, 2 maja 2013

"Dziecko księżyca", J.R. Rain




Wybiorę lepszą opcję





Tytuł: Dziecko księżyca, (t.4) 
Autor: J. R. Rain
Wydawnictwo: G+J
Ilość stron: 259



Samantha Moon to matka, była żona, pani detektyw, oraz wampir. Musi odwozić dzieci do szkoły, śledzić różne osobowości, a także dobrze się przypudrowywać - tak, aby widoczna była na monitoringach. A jest to naprawdę trudne, gdy nie może zobaczyć się w lusterku. Ale ostatnio ma poważniejsze problemy niż mocny makijaż - stanie przed wyborem dotyczącym życia jej dziecka. Jaką decyzję podejmie Luna, i jakie konsekwencje z tego wynikną, możecie się dowiedzieć z lektury, do której serdecznie zapraszam.


To już nasze czwarte spotkanie z Luną. W poprzednich częściach mieliśmy możliwość podglądania jej życia, i bynajmniej nie było ono ani trochę mniej skomplikowane. Wręcz przeciwnie, Luna, która rozstaje się ze swoim mężem, dzielnie walczy o dzieci, ma niezwykle wiele problemów. Chodź może powinnam napisać, że raczej te problemy są zwykłe. Ale czy nie takie są najtrudniejsze? Jako wampir, wiele problemów może załatwiać szybciej i skuteczniej - ale wciąż jest kobietą i matką. Przez to swoje problemy musi załatwiać w najprostszy, i dobrze znany nam sposób: ludzki. Wydawać by się mogło że to coś naturalnego, jednak nie dla niej. Bo Luna jest wampirem.
W tej części naszej niezwykłej serii, Luna boryka się z problemem, który przerósł chyba nawet ją. Jej dziecko, jej ukochany synek - umiera. Luna jako istota paranormalna widzi jego duszę, która jest coraz słabsza, a niedługo nastąpi jej koniec. Jej synka spowijają cienie, coraz szczelniej oplatając jego małe ciało. Jednakże nasza matka dowiaduje się że istnieje pewien sposób na uratowanie jej synka. Ale jeśli się nie uda? Jeśli nie będzie powrotu? Co jeśli plan legnie w gruzach, a ona przez całe swoje życie będzie cierpieć? Co jeśli jej syn ją przeklnie? - właśnie z takimi pytaniami boryka się nasza bohaterka. W walce na śmierć i życie, o śmierć lub życie, wampir, detektyw oraz matka w jednej osobie stara się nie być bezsilną. Bo jak można nie walczyć o własne dzieci?

Oprócz stale widocznego motywu codziennej troski o swoje dziecko, w książce nie mogło zabraknąć również wątku miłosnego, chociaż przyznaję - jest naprawdę ubogi. Dla głównej bohaterki jest to pewna odskocznia od tego co się aktualnie dzieje w jej życiu. Oczywiście jednak trochę nadziei na jakiekolwiek uczucia możemy mieć dopiero pod koniec książki - gdy pewne sprawy się wyjaśniają, a Samantha może odetchnąć. I to jest fajne - dla nas małe pocieszenie.

Po raz kolejny spotykamy się z Luną, i po raz kolejny jest to udane spotkanie. Pani Rain ma niezwykle lekkie pióro, czego skutkiem jest przyjemna lektura. Wspominałam już wcześniej, przy poprzednich recenzjach, że język którym posługuje się autorka nie jest ubogi, lecz przystępny, łatwy i prosty. Zdecydowanie mogę powiedzieć, że przyjemnością jest czytanie jej powieści. Robi się to szybko i łatwo, a to za sprawą nie tylko jej stylu, ale także środków jakie zastosowała, aby umilić nam czas. Mam na myśli między innymi dużą ilość zwrotów akcji, niezbyt długie opisy i przemyślane dialogi.

Książki pani Rain są specyficzne - w każdej książce Lunę spotyka nowy 'problem', ale w tej samej części go rozwiązuje. Dlatego tak miło się ją czyta - to co zaczęte, jest i skończone. Jedynym wyjątkiem jest wątek miłosny, który ciągnie się za nami od początku powieści, aż do teraz, do czwartej części, i jestem pewna że jeszcze przez piątą również.

Muszę przyznać że czas spędzony z Dzieckiem księżyca nie był czasem straconym. Miło było przysiąść do lektury tej książki, i nie wstać, do póki jej nie przeczytałam. Zajęło mi to nieco ponad dwie godziny - a wszystko przez naprawdę udane pomysły autorki.
Wam również gorąco polecam tą lekturę ;)

8/10

Za możliwość ponownego zagłębienia się w świat Luny, serdecznie dziękuję wydawnictwu G+J




1. Luna
3. Amerykański wampir
4. Dziecko księżyca

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

"Gra o tron", George R.R Martin




Wygrajmy tę bitwę!



Tytuł: Gra o tron(t.1)
Autor: George R.R. Martin
Wydawnictwo: Zysk i-ska
Ilość stron: 836

Gra o tron znów rozpoczęta. Choć Smoczy król Aerys Targaryen został pokonany już dawno temu, to jego rządy z Żelaznego Tronu pamięta jeszcze wielu. Na tronie zasiada obecnie Robert - przed laty buntowniczy i porywczy, dziś trochę już zmęczony. W około strach sieją też Lannisterowie, potężny ród, z którego wywodzi się również królowa. Czy życie władcy może zależeć od upodobań jego wrogów? Wielu w to nie wierzy, jednak potomstwo Smoka nadal żyje, a walka o władzę nie skończyła się nigdy...

„Strach tnie głębiej niż miecze.” 

Jestem pewna, że każdy słyszał już o Grze o Tron. Czy to serial, który powstaje na podstawie książki (3 sezon HBO), czy to książka - któreś z nich na pewno przez wasze myśli się prześlizgnęła. Jedni z was mają za sobą lekturę, inni są zagorzałymi fanami serialu, a ci jeszcze inni nie wiedzą o czym jest, lub jej/go nie cierpią. Ja zaliczam się do wszystkich po trochu: słyszałam o serialu, ale nie wiedziałam o czym jest. Gdy obejrzałam pierwszy odcinek stwierdziłam że go nie cierpię, ale przez przypadek zobaczyłam pierwszy odcinek trzeciego sezonu i go polubiłam, a książkę właśnie skończyłam, i bardzo mi się podobało! :) Tak więc jak widzicie różne są nasze losy, a z góry nic nie jest przesądzone. Aktualnie zastanawiam się nad obejrzeniem pierwszego sezonu, choć przyznaję, że nie mam na to czasu. No ale może wakacje są dla mnie nadzieją? :)


Chcąc powiedzieć o czym jest ta książka, bez zdradzania szczegółów, stracilibyśmy tu pewnie z pół nocy. Bowiem jest co opowiadać. Otwierając książkę, powinniśmy być przygotowani na średniowieczne życie: na królów, trony, księżniczki, lordów i serów, i tym podobnych. Gdy przekręcimy nieco kartek, znajdziemy również mury obronne, a trochę dalej kilka pochodni. Wędrując dalej poprzez ciemne i pełne tajemnic zadrukowane karty, znajdziemy Innych oraz kilka smoków.Czy jesteście na to gotowi? Mam nadzieję że tak!

Trudno jest mi powiedzieć kto jest głównym bohaterem, choć mam kilka typów. Moim zdaniem jest to Ned, czyli lord Eddard Stark, pan Winterfell. A może to jego żona, moja ulubiona postać, lady Catelyn, z domu Tully, z Riverrun?  Lub Daenerys, ostatni smok który pozostał? Na prawdę trudno się domyślić, bo akcję widzimy z różnych stron. 
Z wydarzeniami jesteśmy na bieżąco dzięki podglądaniu różnych osób. Raz odwiedzamy Krasnala, z rodu Lannisterów, syna lorda Tywina, brata Jaime znanego też jako Królobójca, oraz brata królowej Cersei. Innym razem podróż odbywa się z Sansą żeby zaraz potem naszym przewodnikiem stała się Arya. Czasem odwiedzimy któregoś z synów lorda Starka, a najczęściej jest to chyba nasz bękart, Jon Snow. 
Jak widzicie, postaci jest tu dużo. Dużo jest też tu przeróżnych wydarzeń: zabawnych, ściskających serce, i zapierających dech w piersiach. Moim zdaniem to trochę taka książka dla każdego :) 

Jeśli dostaniesz jakieś imię, przyjmij je, uczyń swoim, a wtedy już nigdy cię nim nie zranią.”

Gra o tron to masywna książka. Licząca sobie 836 stron powieść, to lektura na dobrych kilka dni. Dla mnie, to lektura na dwa tygodnie. Zapewne znane jest wam uczucie, kiedy brak czasu zabiera wam wszelkie przyjemności; wykorzystuje się wtedy każdą wolną chwilę na czytanie. I ja tak robiłam, przez co wątek ciągle mi się urywał, a to doprowadzało mnie do szału. Ale wreszcie w mojej pięknej miejscowości zagościło Słońce, i tak oto, wypoczywając na zewnątrz skończyłam lekturę, czego owocem jest recenzja którą właśnie czytacie.
Wspomniałam wyżej, że to masywna książka. Pod względem ciężaru który na nas osiada podczas czytania - już nie tak bardzo. Oczywiście zauważyłam, że autor ma swój specyficzny styl pisania, który dla niektórych może stać się przytłaczającym problemem nie do przebolenia, jednakże wcale nie jest tak źle. Tu chodzi raczej o kwestię przyzwyczajenia, o wyczucie stylu, i smaku. Bo jak można pisać lekkim językiem, używając małego zasobu słów, opisując średniowieczne życie? No pytam się jak :D Moim zdaniem jest to niemożliwe - i stokrotne dzięki za to :) 
Książka jest pełna mądrości, które sobie powypisywałam, gdzie tylko mogłam. Mam na myśli cytaty - ma swoje ulubione :) 

Nie wiem jak wy, ale ja, budując, a może raczej umacniając swój gust czytelniczy, zahaczyłam o beton z różnymi nazwami: "grube książki", "wciągająca akcja", "dużo zwrotów akcji", "irytujące momenty niekiedy są potrzebne" i "walka o władzę". No i tak to już mi zostało. Lubuję się w takich książkach, a jeśli one spełniają moje oczekiwania, jestem cudownie szczęśliwa. I z tą powieścią też tak było. Ale jak to podczas budowy - czasem są pewne wątpliwości, czy aby na pewno równo są te cegły... Na początku muszę przyznać że trochę wystawały, ale wraz  z trzecim rozdziałem cegiełki się wyrównały :) Dlatego zapraszam do powieści! Przeczytajcie lekturę, lub obejrzyjcie serial, lub zróbcie obydwie rzeczy, jeśli powtórki wam nie przeszkadzają ;) Książkę polecam wszystkim fanom wartkiej akcji i tego typu spraw, osadzonych w przeszłości. 


„Miłość to trucizna . Ma słodki smak, lecz niezawodnie cię zabije.”

8/10

niedziela, 7 kwietnia 2013

"Pięćdziesiąt twarzy Greya", Erika Leonard



Hej, hej, nie opieraj się jej 



Tytuł: Pięćdziesiąt twarzy Greya
Autor: E L James (Erica Leonard)
Wydawnictwo: Sonia Draga
Ilość stron: 608



Anastasia Steele to szczęśliwa studentka. Ma w około siebie przyjaciół, na których zawsze może liczyć. I z wzajemnością. Właśnie pewnego dnia, Kate, najlepsza przyjaciółka Anastasii potrzebuje pomocy. Niefortunnie zachorowała, akurat wtedy gdy miała przeprowadzać wywiad z jednym z najbardziej wpływowych biznesmenów, który jednocześnie jest sponsorem ich uczelni. Anastasia jako wzorowa przyjaciółka, udaje się do firmy Greya, aby przeprowadzić wywiad. I tak zaczyna się nasza przygoda z panną Steele i panem Greyem.

„Naszym celem jest sprawianie przyjemności Panno Steele.”

Mało jest chyba wśród nas osób, które nie szłyszałoby o tej książce. Pewnego dnia zaczęła się jej reklama, i tak już trwa. Widzimy ją wszędzie: w telewizji, gazetach, internecie, a ostatnio słyszałam jej recenzję nawet w radiu. Zainteresowana tą książką, i zaciekawiona jej fenomenem postanowiłam się przyjrzeć się jej bliżej. I oto co widzę... Na pozór Pięćdziesiąt twarzy Greya to zwykły romans, w którym znajdziemy znany motyw: mega przystojnego i obrzydliwie bogatego mężczyzny, oraz kobietę - średnio usytuowaną, młodą i ładną, ale nie doceniającą swojej urody. I gdybyśmy tylko z tej strony na tę powieść patrzyli, zdecydowanie moglibyśmy zaszufladkować ją wraz z innymi książkami, typu "do przeczytania na raz, trochę się wzruszyłam, ale to zwykły romans". Tymczasem tak nie jest. To co wyróżnia tą powieść to duża ilość seksu, ale raczej nie słodkiego - tu występuje ten perwersyjny rodzaj. Spotykalam się już z książkami w których jest duża ilość seksu. To między innymi seria autorstwa Keri Arhur. Wiele osób nie lubi tej serii właśnie dlatego: bo jest tam dużo seksu, a z założenia jest to książka paranormal romance. Pięćdziesiąt twarzy Greya to jednak coś innego, a to dlatego że ta książka z założenia jest o seksie.

Jednak pomimo tego że mamy tu dużo takich scen, tą powieść jest również pełna innych, równie ciekawych momentów. Na samym początku poznajemy pannę Steele, jako kobietę jakich wiele. Przedstawiona została tak, aby wzbudzać zaufanie czytelników. Miła, sympatyczna dziewczyna, pracująca w sklepie budowlanym, aby zarobić sobie na życie studenckie. Widzimy również pana Greya który jest niedostępnym człowiekiem dla zewnętrznego świata. I tak właśnie się poznają.

Warto wspomnień coś więcej o naszym bohaterze. To postać niezwykle tajemnicza, a w porównaniu do innych niezwykle w sobie zamknięta. Grey ma problemy z uczuciami, a wszystko to przez jego przeszłość. Jednak mimo swojej niepewności, nieufności do świata, założył swój własny biznes, i tak właśnie stał się jednym z bogatszych biznesmenów. I niespodziewanie do zamkniętego świata Greya, w którym tylko on sam wie jak egzystować, wkracza młoda Anastasia, która jak nietrudno się domyślić, zdobywa jego serce.

Pięćdziesiąt twarzy Greya czytało mi się naprawdę nieźle. Oprócz interesującej fabuły, autorka przedstawiła nam ciekawy styl. Fakt - nie jest zbyt wyszukany - i dlatego niepełna ilość gwiazdek przypada tej pozycji, ale niczego jej mu nie brakuje. Wygląda to tak, jakby normalna kobieta wpadła nagle na pomysł napisania książki: bez wielkiego przygotowania, i trochę ' po łebkach'. Ale liczy się efekt - a ten jest naprawdę ciekawy i intrygujący.

Innymi słowy: nie ma powodów dla których mogłabym wam odradzać tą książkę. Zachęcam was do niej, choćby po to, żeby sprawdzić czym zachwyca się Świat :)

Jestem pewna że wielu z was ma ją już za sobą. Jakie są wasze odczucia? :)

„Pozbywa się marynarki, rozwiązuje ciemny krawat i rzuca je na sofę. A potem bierze mnie w ramiona, przytula mocno, szybko chwyta mój kucyk, żeby odchylić mi głowę i całuje mnie tak, jakby od tego zależało jego życie.”

8/10

czwartek, 29 listopada 2012

"Zabójcze Zauroczenie", Linda Howard



To nie ja zabijam! 

  




Tytuł: Zabójcze zauroczenie
Autor: Linda Howard
Wydawnictwo: Amber
Ilość stron:270


Jeśli wydaje wam się, że zawód kamerdynera jest prosty, to się mylicie. To samo, jeśli uważacie że nie jest czasochłonny, i wymaga mało wysiłku. Jeśli tak sądzicie, jesteście w ogromnym błędzie. A najlepiej wie to Sara Stevens, kobieta kamerdyner, która opiekuje się sędzią federalnym, już w podeszłym wieku. Ma ona za zadania doglądać wszystkiego; od małych nieszczelności zacząwszy, poprzez dopilnowanie poziomu cholesterolu, skończywszy na obronie życia sędziego za cenę nawet własnego. Właśnie tym zajmuje się niezwykle seksowna i pociągająca, młoda kobieta o oliwkowej cerze i sprężystej sylwetce. 
Odkąd opiekuje się starcem, nie wydarzyło się jeszcze nic dziwnego. Lecz do czasu. Pewnej nocy Sara psuje plany włamywaczy, udaremnia im kradzież, i za sprawą mediów staje się popularna. I również za ich sprawą, u pewnego mężczyzny wyzwala się obsesja na jej punkcie, która doprowadzi do strasznych tragedii. Czy niezwykle umięśniony policjant który co chwilę zerka na Sarę będzie potrafił znaleźć winnego? I jaki będzie to miało skutek na znajomość jego, i pięknej kamerdynerki? Cóż, przekonajmy się...

Po powieść Lindy Howard Zabójcze zauroczenie sięgnęłam całkiem przypadkiem. Czyściłam swoją skrzynkę mejlową, i przez przypadek natrafiłam na ten tytuł. Troszkę zaintrygowana, i troszkę już uświadomiona o czym będzie ów pozycja, z chęcią zabrałam się za czytanie. I choć to zupełnie nie mój gatunek i klimat, cieszę się że po nią sięgnęłam. Nie zmarnowałam ani krzty swojego czasu, a wręcz przeciwnie: spędziłam go niezwykle miło.

Zabójcze zauroczenie zabójcze połączenie thrillera oraz romansu. To powieść kobieca, ale nie jest to zwykły romans, lecz taki zawierający więcej wątków. I właśnie chyba ta wielowątkowość spowodowała to, że tak szybko czytało mi się to powieść. Bowiem nie zeszło mi się z nią długo; to chyba jasne, że interesował mnie wątek morderstw itp., ale nie mogłam się doczekać rozwinięcia wątku miłosnego. Dlatego też czytałam coraz szybciej i szybciej (podświadomie), żeby w końcu móc nacieszyć się tymi chwilami gdy miłość kwitnie. Ale wątek miłosny, to nie tylko sama miłość, to także inne uczucia, takie jak zaufanie, czasem jego brak, wsparcie, więź, i wiele, wiele innych. Muszę przyznać, że na tym poziomie autorka nie zawiodła mnie ani troszeczkę. Czytało mi się te uczuciowe poczynania naprawdę dobrze, i szkoda że tak szybko się skończyło. 

Na drugim miejscu stawiam część thrillera w tej książce. Na samym wstępie już mówię, że nie czytam zwykle takich powieści - ale mi się podobało. Choć myślałam że morderstwa, całe dochodzenia i ich otoczka, to nie moja bajka, jednak teraz zastanawiam się nad ruszeniem swojego tyłka w tę część literatury. 
I choć czytelnik nie zastanawia się zbytnio kto za tym wszystkim stoi, bo tak naprawdę to wie, autorka "zmusiła" nas do "denerwowania" się na policję, że tak wolno kojarzą fakty. No tak, tak, nam, czytelnikom którzy wiedzą z góry można zarzucić: łatwo powiedzieć! :-)

Lubię opisywać charaktery, i stara już tradycją będzie tak też przy tej recenzji. Otóż na główny plan wychodzi nasza bohaterka: silna, niezależna i młoda kobieta, która wie czego chce i do czego dąży, która ma wyznaczone swoje plany na przyszłość, i która wie, że jest pociągająca. Z drugiej strony mamy policjanta o silnej osobowości, ogromnych mięśniach i równie potężnym umyśle, twardo stąpającego po ziemi. Ten związek będzie jak starcie dwóch tornad: albo stoczą ze sobą zaciętą walkę, albo złączą się w jedno i spróbują pokonać przeciwności losu razem. 
Łatwo zauważyć, że autorka chciała pokazać nam głównie siłę osobowości Sary, a ja przyznaję, że zrobiła to świetnie.

Podsumowując: polecam wszystkim czytelniczkom lubiącym trochę miłości, uczuć i zabójstw. Zachęcam do sięgnięcia po nią, gdyż będzie to mile spędzony czas. Ja sama przymierzam się do przeczytania kolejnych książek jej autorstwa, bo naprawdę przypadły mi do gustu. :)

8/10

wtorek, 6 listopada 2012

"Niebezpieczna rozgrywka", Keri Arthur



Nie pogrywaj ze mną...wrr


Tytuł: Niebezpieczna rozgrywka (t.4)
Autor: Keri Arthur
Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy Erica
Ilość stron: 408


Riley Jenson. Od niedawna (wreszcie) Strażnik w Departamencie Innych Ras. Jak zwykle, bardzo energetyczna i seksowna kobieta, odwiedza kluby, w których szuka niecodziennych wrażeń. Ale gdy nie może dostać się do jednego z nich... Wcale nie rezygnuje! Wręcz przeciwnie: zaczyna pojmować sens całej sprawy jaką prowadzi, i tego kto rządzi całym interesem. Pakując się w niemałe kłopoty, stara się rozwikłać zagadkę i powstrzymać serię morderstw w Melbourne. Jak poradzi sobie, zważając na jej rozterki uczuciowe? No cóż, przekonajcie się...


Długo czekałam na tą część. Czekałam z niecierpliwością. Jutro wychodzi, tak, tak, kupię. Jednak pomyłka, nie jutro. Zmiana terminu. Brak książki w księgarni... I wiele innych. Ale wreszcie ją dorwałam. Stoi u mnie na półce, i mogę cieszyć nią moje oczęta. Podziwiam, oglądam, wycieram z gromadzącego się kurzu... Naprawdę przywiązałam się już do tego cyklu; to czwarta część, i choć nie mam zielonego pojęcia kiedy wychodzi następna część, już się nie mogę doczekać! ;) Ale mówmy o części czwartej...

Pani Arhur nie zaskoczyła. Znaczy się, zaskoczyła, normalka, ale nie tym że jej książka jest świetna! Bo ja ta, szczerze mówiąc, czuję się już przyzwyczajona do dobrego stylu autorki! Tak, tak, to naprawdę możliwe. A co takiego znajduje się w jej twórczości?

Osobiście zainteresowałam się cyklem Zew Nocy, po tym jak przeczytałam kilka sprzecznych recenzji i opinii. Świetna, wciągająca - pisaliście. Żenada, sam seks - twierdzili inni. A ja za to przyznam, że obydwoje mają trochę racji. Jednak skłaniam się do opinii pierwszej. Czemu? A to temu, iż próbuję wytłumaczyć wszystkim, którzy dziwią się, "jak to możesz czytać!" że bez seksu by się nie dało. Bowiem główna bohaterka jest wilkołakiem a pożywką dla nich jest seks! To tak jak dla wampirów krew, a ich uwielbiają przecież miliony czytelników na całym świecie ;)
Znaczy się, sprostuję: Riley jest dhampirem. Pół wilkołakiem, pół wampirem, z nadal rozwijającymi się zdolnościami paranormalnymi. Wszystko przez to, że jej byli kochankowie, starali się ją zapłodnić - i nie wahali się przed niczym, nawet wstrzykiwaniem różnych substancji do jej organizmu. Tak więc, poprzez tak ściśle zbudowaną fabułę, autorka wprowadziła nowe rzeczy do powieści. Bowiem w tej części spotykamy Riley, która narzeka na swoją stale powiększającą się moc. A to dlatego, że może być to dla niej szkodliwe. Jednakże nasza bohaterka nie jest głupia, wręcz przeciwnie. Dopóki lek nie wyrządził jej żadnej krzywdy, stara się korzystać z darów jakie los ją obdarował. W związku z tym, wreszcie zostaje Strażnikiem. I tu zaczynają się schody... Riley jest w jeszcze większym niebezpieczeństwie, choć wydaje się tego nie zauważać. Czytelnik natomiast i owszem: serce bije mocniej, i nie możemy się doczekać, żeby dowiedzieć się, cóż takiego się stanie.

Ciekawie rozwinięty w tej części został również wątek miłosny. Szczerze mówiąc, muszę przyznać że to, co zrobiła Riley, co zrobił Quinn, było totalnym zaskoczeniem! Ale mówi się trudno i żyje się dalej! :) Natomiast drugi facet Riley, pokazał przed nami swoje dobre strony: opiekuńczość, bliskość, miłość. Czy nie tego nam potrzeba do szczęścia?

Wcale nie ukrywam, że ta część bardzo mi się podobała. Może nie tak jak poprzednie, ale nie mogę narzekać na nic! :) Pozostaje mi więc czekać tylko na następną część. :)
Niebezpieczną Rozgrywkę serdecznie polecam wszystkim którzy lubią poczytać coś niebanalnego, wciągającego, ciekawego, i co jest nagięciem rzeczywistości - czyli literaturą paranormalną.

8/10

niedziela, 29 lipca 2012

"Wschodzący księżyc", Keri Arthur





Daj się porwać przygodzie


Tytuł: Wschodzący księżyc (t.1)
Autor: Keri Arthur
Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy Erica
Ilość stron: 438



Riley Janson - kobieta pracująca, odważna i tchórzliwa, seksowna i pociągająca, na co dzień pracująca w Departamencie Innych Ras. Niezwykłe połączenie wilka i wampira czyni ją pożądaną przez wielu mężczyzn... Właśnie to staje się dla niej zgubne - walczy o przetrwanie, miłość i prawdę, a ceną walki jest życie. Podczas gdy musi ratować brata Rhoana, jej życie wywraca się do góry nogami. Mając nadzieję, że seksowna kobieta-wilk-wampir poradzi sobie z trudną sytuacją, zabrałam się za książkę...

"Poleżałam jeszcze chwilę na słońcu, a potem uznałam, iż najwyższy czas się  ruszyć, zanim obrosną mnie chwasty."

Seria Keri Arthur, Zew Nocy, jest jedną z lepiej znanych serii paranormalnych. Na wielu blogach i nie tylko, co jakiś czas pojawiają się recenzje którejś z części. Są to zazwyczaj opinie pochlebne, także mając to na uwadze, skompletowałam trzy części i zabrałam się za czytanie... Pierwsze wrażenie?

Za dużo seksu. Tak, wiem, wielu z was to wypomina. Poza tym? Ciekawie prowadzona narracja, zero błędów, przemyślany styl. Potem nastąpił przełom. Zaczęłam zauważać, iż nie mogę patrzeć na tą książkę przez pryzmat seksualny, bowiem taka jest natura bohaterki. Mogłabym to robić, gdyby ta myślała tylko i wyłącznie o tym, cały czas. Ale tak nie jest. W pierwszym tomie, trafiamy po prostu na czas gorączki seksualnej jaka ogarnia Riley i inne wilkołaki, i niestety nic na to nie możemy poradzić. Zaakceptowałam książkę taką jaką jest, i dobrze, bo wreszcie mogłam ją "poczuć". 
Książka sama w sobie, ma wszystko, co mieć powinna. Nie brakuje tutaj miejsca na nic: są emocje - pozytywne i negatywne; są zwroty akcji, niespodziewane reakcje, i ty m podobne. Poza tym, styl autorki nie pozostawia wiele do życzenia. Bowiem miło się ją czyta, nie jest nużąca, natomiast ciekawa i wciągająca. Czytanie jej jest przyjemnością, pieszczotą dla mojego zmysłu czytelniczego. :)

Wschodzący Księżyc zdecydowanie polecam wszystkim "dojrzalszym", i tym którym podtekst seksualny książki nie będzie przeszkadzał. Jestem pewna, że miło spędzicie czas, i równie mocno jak ja, będziecie chcieli sięgnąć po następną część :)  Tak więc w tym miejscu, nie pozostaje mi nic innego jak napisanie: zabieeeerać się za nią, ale już! ;)

Chciałam wam też powiedzieć, że niezmiernie się cieszę, że napisanie recenzji na wyjeździe doszło do skutku - dzień brzydkiej pogody ( choć niecały) i odjazd części znajomych przyczynił się do tego w głównej mierze. Szkoda że taka krótka, ale niestety nic nie wpadło mi do głowy (ahh to słońce :D). 
Całusy!