Pokazywanie postów oznaczonych etykietą posiadam. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą posiadam. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 13 stycznia 2014

"Mroczny sekret", Libba Bray



Zabierz nas tam!




Tytuł: Magiczny krąg (t.1)
Autor: Libba Bray
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie (Grupa Wydawnicza Publicat)
Ilość stron: 360

Gemma Doyle to z pochodzenia angielska panna, obecnie mieszkająca z rodzicami w Indiach. Od dawna marzy jej się przeprowadzka do Anglii, którą zna tylko z listów babki. I wreszcie trafia tam, do elitarnej szkoły dla dziewcząt Spence, w której ma uczyć się manier. Ale nie wszystko jest tak jak chciała: do Brytanii przyjeżdża nie dlatego że chce, lecz przez dramat rodzinny, jaki spotkał ją w Indiach. W szkole poznaje dziewczęta, które mają do zaoferowania jej wiele: sławę, popularność... Ale ona ma coś więcej. Gemma odkrywa, że posiada nadprzyrodzone zdolności, a także, że należy do tajnego stowarzyszenia Zakonu. Musi tylko uwierzyć w to, co zgotował dla niej los... I koniecznie dowiedzieć się, kim jest tajemniczy chłopak, który przejechał za nią tyle kilometrów...

LIBBA BRAY urodziła się w 1964 r. w Teksasie, ukończyła teatrologię na University of Texas. od 26. roku życia mieszka na Brooklynie w Nowym Jorku wraz z mężem i synem.
Jako 18-letnia dziewczyna przeżyła bardzo poważny wypadek samochodowy, po którym poddała się 13 operacjom rekonstrukcyjnym twarzy. Napisała pięć i pół sztuki, kilka opowiadań oraz esejów, a także wiele rzeczy, które według jej własnych słów „nigdy nie powinny ujrzeć światła dziennego”.
Światowy rozgłos przyniósł jej Mroczny sekret, jej debiut literacki. Powieść ta rozpoczyna trylogię „Magiczny Krąg”, w której skład wchodzą ponadto Zbuntowane anioły i The Sweet Far Thing.
Obecnie autorka pracuje nad powieścią Going Bovine. (wikipedia)

Na Mroczny sekret trafiłam całkiem przypadkiem, przeszukując stronę w poszukiwaniu ciekawej książki. Nie uważam aby okładka była jakoś niezwykle interesująca, ale tak się stało, że zwróciłam na nią uwagę. "Mroczny" w tytule, i sukienka przywodząca mi na myśl XIX wiek podziałały, i tak oto googlowałam już w poszukiwaniu opinii. I znalazłam: wiele pozytywnych opinii. Więc dlaczego nie? Faktem jest że obiecałam sobie, że żadnych serii zanim nie ukończę tych już rozpoczętych, ale kto żyje w nałogu, ten wie: skusiłam się(przecież to tylko 3 książki!). W ten oto sposób dzieło Libby Bray trafiło w moje łapki. A jak mi się to spotkanie podobało? Zobaczcie...

Szesnastoletnia Gemma to osoba z którą łatwo można się utożsamić. Nudząca mamie dziewczyna, która marzy o wielkim świecie, o jakiejkolwiek zmianie. Wydawało by się, że to nie jest żadne nadzwyczajne życzenie. Ale tak naprawdę jest to coś za co oddałaby wszystko. I wreszcie trafia w swoje wymarzone miejsce, tyle że tym razem wcale nie chce tam być. Szkoła Spence okazuje się wielkim gmaszyskiem, o surowej zabudowie, wielu pokojach, rozciągających się błoniach, a w około - dzikim lasem, gdzie mieszkają Cyganie. Poznaje tam najróżniejsze dziewczęta: Felicity, przywódczynię grupy, ładną córkę admirała, Poppy, ślicznotkę której przeznaczeniem jest wyjść za dużo starszego biznesmena, Ann, cichą współlokatorkę, nie do końca piękną, i bez pewności siebie. Oczywiście Ann nie należy do elitarnej grupy, za to należą do niej inne, wredne dziewczyny. Ale pewnego dnia wszystko się zmienia, i to Gemma oraz Ann zajmują miejsce innych dziewczyn, przy boku Felicity i Poppy. Tak powstaje ich tajne ugrupowanie. Dziewczyny nocą wymykają się do jaskini w lesie aby odprawiać swoje tajemne rytuały, pić whisky, i czytać tajemny dziennik Mary Dowd. odkrywają magię, i odtąd stają się paniami Spence. Ale czy na pewno?

Mroczny sekret jest naprawdę mroczny. I naprawdę jest sekretem. To znaczy, że autorka ciekawie buduje fabułę, nie wyjawiając wszystkich tajemnic od razu. Dzięki temu, książka zyskuje wiele, między innymi ów mroczny sekret. Akcja również toczy się w miejscu sprzyjającym tego typu przygodom. Bo gdzie dziewczęta miałyby przebywać, jeśli nie w tajemniczym gmaszysku z kilkoma piętrami, ogromną ilością pokojów, lasem w około?

Ciekawą postacią jest także Karik, osoba, którą Gemma odwiedza w snach, i... całuje. Coś, co może ale nie musi połączyć tych dwoje... Czy Gemmie uda się zwrócić na siebie jego uwagę? Sami zobaczcie!

W paru zdaniach: Mroczny sekret to powieść która na pewno zachęciła mnie do kolejnych części. Przemawia przez nią tajemnica, czyli coś, co totalnie podkręca atmosferę. Nie nudziłam się na przydługich opisach bo ich nie była. Za to powieść jest dynamiczna, czyli taka jak być powinna! Gorąco polecam!

Za możliwość odwiedzin dystyngowanych dziewcząt z epoki wiktoriańskiej, serdecznie dziękuję Wydawnictwu Dolnośląskiemu!



środa, 8 stycznia 2014

"Wołanie kukułki", Robert Galbraith (J. K. Rowling)



To nie przypadek





Tytuł: Wołanie kukułki
Autor: Robert Galbraith (J.K. Rowling)
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Ilość stron: 450





J.K Rowling już po raz drugi (tym razem pod pseudonimem Roberta Galbraith) wydała książkę, która - o dziwo - jest przeznaczona dla dorosłych. Ale wciąż jeszcze pamiętam moment, gdy skończyłam czytać serię o młodym czarodzieju ratującym społeczeństwo i gdy wydawało mi się, że mój Świat legnie w gruzach jeśli pani Rowling natychmiast czegoś nie napisze. Moje myśli z czasem przestały kręcić się tylko i wyłącznie w okół Harry'ego Pottera. A wtedy wymyślono lek na me złamane serce: został wydany Trafny wybór. Był to kryminał, pierwszy w dorobku autorki, i myślałam że ostatni. Nie zawładnął on mym sercem, ale przecież to wciąż książka J. K. Rowling! Moje serce mogło odpocząć chwilkę, aż tu znowu palpitacje! Rok po wydaniu Trafnego wyboru światło dzienne ujrzała nowa książka autorki, pt. Wołanie kukułki. Chyba nie muszę mówić jakie uczucia znów powróciły...

Supermodelka Luna Landry wypada z okna swojego apartamentu w Londynie. O tym wydarzeniu mówią wszyscy; zdjęcie Luny i jej życiorys jest pokazywany we wszystkich wydaniach wiadomości. Gdy dziennikarze rwą sobie włosy z głowy, starając się znaleźć najbardziej interesujące fakty z jej życia, policja tymczasem prowadzi śledztwo. Po jego zakończeniu jasne jest, że Lula Landry popełniła samobójstwo. Tyle tylko, że jej brat, bogacz Bristow, ani trochę nie wierzy w tą wersję. Jego zdanie jest inne: Lula została zamordowana. Pytanie brzmi: przez kogo?
Z tym pytaniem udaje się do Cormorana Strike'a, detektywa o ciekawej przeszłości, i mniej już ciekawą sytuacją w życiu prywatnym. Do agencji detektywistycznej Strike'a trafiamy, gdy ten przeżywa właśnie rozstanie z Charlotte; rozstanie na poważnie, z dziewczyną z którą był 'kupę czasu'. Ponadto do biura nikt już nie zagląda; nikt nie chce aby to Cormoran zajmował się ich sprawami. Weteran wojenny, który stracił nogę w Afganistanie ma teraz poważne kłopoty finansowe. Wyniósł się z mieszkania Charlotte i teraz sypia w agencji. Tam też podejmuje pracę Robin, inteligentna dziewczyna, która do naszej opowieści wprowadzi mnóstwo pozytywnej energii.

J. K. Rowling - autorka bestsellerowej serii o młodym
czarodzieju Harry'm Potterze, książek
"Trafny wybór" i "Wołanie kukułki". Wielokrotnie
 nagradzana na całym Świecie.
Wołanie kukułki to książka napisana żeby wzbudzać skrajne uczucia. A przynajmniej ja, czytając ją, tak to odczuwałam. J. K. Rowling wykreowała postacie, które są całkowicie różne od siebie, a jednocześnie pasują do siebie. Cormoran to człowiek raczej zrezygnowany(na początku), i o niekoniecznie wielkich pokładach pozytywnej energii. Raczej nie czuję że mogłabym go polubić w życiu realnym. Tymczasem do agencji zgłasza się Robin, która jako pracownik tymczasowy, przez parę pierwszych dni które spędza w pracy, wprowadza dobro, porządek i ład. Porządkując rzeczy, przynosząc herbatniki czy kawę, sprawia że życie detektywa staje się łatwiejsze. Autorka pomiędzy sprawę detektywistyczną, wplata historie z życia Strike'a, Luli, Robin, tworząc tym samym momenty w których akcja spowalnia. Mamy wtedy szansę dowiedzieć się, czemu Robin zawsze marzyła o takiej pracy, lub ile facetów miała matka Strike'a. Zaraz po tych momentach, w powieści pojawiają się kolejne aspekty: nowi podejrzani, nowe osoby do przesłuchania, nowe dowody czy poszlaki. Akcja niestety wlecze się w niektórych momentach, co utrudniało mi jej czytanie, ale nie na tyle, żeby odłożyć lekturę.

Pani Rowling jak zwykle zachwyca bogatym zasobem słownictwa, świetnie skonstruowanymi zdaniami i wypowiedziami. Tworzy dialogi podczas których akcja przelatuje nad przed oczami niczym samolot F16, a 450 stron wcale nie wygląda jak 450, lecz raczej jak 200.
Czas z książką, mimo paru niedociągnięć, nie był czasem straconym. Spędziłam go miło, i chętnie wrócę do lektury książki. Już teraz czekam na kolejne części, bo jeśli ktoś z was nie wie, Wołanie kukułki to dopiero pierwsza część cyklu o detektywie Strike'u :)

Powieść polecam wszystkim miłośnikom kryminałów i zagadek, a także fanom J. K. Rowling! :)

Za możliwość kolejnego spotkania z tą wspaniałą autorką, serdecznie dziękuję Wydawnictwu Dolnośląskiemu(Grupa Wydawnicza Publicat)





poniedziałek, 30 grudnia 2013

'Błękit szafiru', Kerstin Gier



Tajemnice


Tytuł: Błękit szafiru
Autor: Kerstin Gier
Wydawnictwo: Literacki Egmont
Ilość stron: 364


Gwendolyn jest zmęczona ciągłymi podróżami w czasie. Ma też dość użerania się z Charlottą, która znów się puszy. Ta zaś, dostała zadanie, z którego jest nadzwyczaj dumna: musi pomóc Gwendolyn w odnalezieniu się w świecie podróży w czasie. Skoro jedna z nich się cieszy, nie muszę chyba mówić, jaki ta druga, Gwendolyn ma do tego stosunek.
A zadanie jest na wagę złota. Spotkania z hrabią de Saint Germain nie należą do najmilszych, ale mimo to Strażnicy się na nie decydują. Działając z jego polecenia, dwoje aktywnych podróżników w czasie - Gideon i Gwendolyn - mają za zadanie zdobyć krew wszystkich podróżników, tak aby zamknąć krąg. Ale Gwendolyn wie, że pozostało jeszcze dwoje innych podróżników, Lucy i Paul, którzy uciekli w przeszłość znając tajemnicę, i nie chcąc wypełnić misji. Dlaczego? To pytanie nurtuje także główną bohaterkę...

Błękit szafiru to druga część genialnej, bestsellerowej Trylogii Czasu. Napisana przez Kerstin Gier, niemiecką powieściopisarkę, od razu, razem ze swoją poprzedniczką, trafiła na listę bestsellerów, i tam, w całości z częścią następną, utrzymuje się do dziś.

Czytelnika, który Trylogię ma już za sobą, zapewne wcale to nie dziwi. Ale dla tych, którzy mają ją wciąż przed sobą, postaram się ją nieco przybliżyć.
Nasza główna bohaterka, Gwendolyn, wraz ze swoją przyjaciółką, próbują odkryć tajemnicę Strażników, ponieważ ani oni, ani zabójczo przystojny Gideon, partner Gwen w podróżach w czasie, nie ufają jej na tyle, aby ujawnić swój sekret. Dziewczyny ciężko pracują, w czym czasem przeszkadza im kuzynka Gwendolyn, Charlotta. Na szczęście ich trudy nie idą na marne, a one odkrywają coraz więcej tajemnic. Leslie dostaje jeszcze jeden powód do szczęścia: w mieście pojawia się młodszy brat Gideona, Raphael, który lubi dreszczyk emocji, świetnie włada francuskim, i uwielbia ładne dziewczyny. Chyba nie muszę mówić że dziewczyna jest wniebowzięta?

Gdybym miała jednym słowem opisać naszą bohaterkę, z pewnością użyłabym przymiotnika "zakręcona". Tak samo można odnieść się do powieści. Błękit szafiru nie zawiera długich opisów i jest przepełniony dialogami. Nowe pomysły, tajemnice i tajne przejścia, wyrastają przed czytelnikiem jakby z podziemi. Całą trylogię czyta się znakomicie, i przede wszystkim szybko. Myślę że trzy godzinki, na tą średnio-grubą powieść to wystarczający czas. Niespostrzeżenie przeczytacie całą książkę, a wasza wyobraźnia będzie domagała się kolejnej części.

Bardzo mocno wszystkich zachęcam do tej trylogii! :) Cytując, potwierdzam: Trylogia Czasu wsysa! :)

wtorek, 26 listopada 2013

'Czerwień rubinu', Kerstin Gier


Cześć, za czterdzieści lat będziesz moim dziadkiem




Tytuł: Czerwień rubinu(t.1)
Autor: Kerstin Gier
Wydawnictwo: Literacki Egmont
Ilość stron: 343


Gwendolyn i Charlotta to kuzynki mieszkające w jednym domu oraz chodzące do tej samej klasy. Oprócz tych dwóch faktów, wszystko inne je różni. Gwendolyn to dziewczyna zwariowana, wygłupiająca się często ze swoją najlepszą przyjaciółką Leslie, lubiąca obgadywać chłopaków. Charlotta natomiast jest spokojna i opanowana, od dzieciństwa uczęszcza na lekcje fechtunku, tańca, i inne zajęcia przygotowujące do podróży w czasie. W swoim domu Charlotta jest traktowana niemal jak bóstwo, a wszystko dzięki genowi podróży który posiada. Ale życie tych dziewczyn przewraca się do góry nogami, gdy okazuje się że to Gwendolyn ma gen podróży w czasie, a Charlotta z dnia na dzień staje się mało ważną osobą.

Czytanie Czerwieni rubinu rozpoczęłam na niezwykle nudnej lekcji chemii. Od razu stała się ciekawsza, gdy wyciagnęłam książkę i zanurzyłam się w lekturze.
Na początku, tuż za epilogiem, zostajemy wprowadzeni przez autorkę w życie Gwendolyn. To taka zwykła licealistka, zakręcona i pozytywnie nastawiona do świata. Natomiast Charlotta to jej zupełne przeciwieństwo, aczkolwiek i jej postać jest niezwykle barwna. Jest zdyscyplinowana, pilna i systematyczna. Wydaje się być 'ponad' innymi znajomymi. Opisany został również tajemniczy, ogromny, i jak dla mnie totalnie fascynujący, rodzinny dom Gwendolyn i Charlotty. Sala balowa i antresola, niezliczona ilość pokoi rozmieszczona na trzech piętrach, kuchnie, jadalnia, łazienki, tajemne przejście, skrzypiące schody, z klasą urządzone gabinety, biblioteka. Mieszka tam ich babka - lady Arista, cioteczna babka Maddy(siostra nieżyjącego już dziadka - lorda Montrose), mama Charlotty i ona sama, mama Gwendolyn, ona sama, a także jej rodzeństwo - siostra i brat. Nie należy również zapominać o panu Bernhardzie, który według mnie jest lokajem państwa Montrose. W rzeczywistości, niegdyś przysiągł lordowi że po jego śmierci zaopiekuje się jego rodziną, i tak dotrzymuje słowa. Jest on niezwykle ciekawą postacią, i chyba jedną z moich ulubionych. To całe wprowadzenie, miało na celu skuszenie i zaciekawienie czytelnika, i moim zdaniem, ten zabieg można zaliczyć do udanych.

Ale czymże byłyby książki, gdyby nie spotykane w nich ciągle utarte już schematy? W tej kwestii ta powieść nie różni się niczym od innych. Była Gwendolyn, była Charotta, więc brakuje nam tylko... Gideona! Tak, to on jest trzecim i ostatnim ogniwem trójkątu miłosnego. Gideon to bezczelny, arogancki, choć bosko przystojny młodzian, jak mówi okładka. Ponadto jest on podróżnikiem i partnerem Gwendolyn do podróży w czasie. Tyle tylko, że to z Charlottą zna się od kilku(nastu) lat, z nią pobierał najróżniejsze lekcje, z nią spędził większość popołudni w swoim życiu. Tym, co działa na niekorzyść Gwendolyn, jest również inteligencja i wiedza Charlotty, którą Gideon bardzo ceni - zapewne przyzwyczaił się do rozmów na poziomie. A Gwendolyn w porównaniu z nią to tylko głupia dziewczyna, która nie uważała na lekcjach historii, i teraz niestety nie wie czy coś się jej stanie jeśli wyląduje w 1664 roku, ani kto rządził Francją w XVIII wieku. Wrzucona na głęboką wodę, boryka się z wieloma problemami, a ludzie wokół niej wcale jej tego nie ułatwiają.

Czerwień rubinu według opinii miała być wspaniałą, fascynującą i porywającą powieścią. Ku mojej uldze naprawdę tak jest. Czytanie jej sprawiło mi wiele przyjemności, a to zasługa samej autorki. Niezwykle przystępny jest jej styl pisania. Czytając, oczy 'prześlizgują' się po tekście, nie sprawiając żadnych trudności. Atutem było również rozmieszczenie, jak i samo istnienie zwrotów akcji. SPOILER [W jednej chwili Gwendolyn przeklina w myślach Gideona, po to tylko by w następnej pozwolić mu rzucić się na sofę, cały czas się obściskując.] Tak, więc jak już nadmieniłam, zwrotów akcji nie brakowało.
Powieść Kerstin Gier zawładnęła sercami milionów czytelników na całym świecie, nie wykluczając mojego. Mały minus za pójście po linii najmniejszego oporu w kwestii wątku miłosnego; ale to nadal nie zmienia moich uczuć :-) Po kolejną część sięgnęłam od razu, dlatego spodziewajcie się niebawem kolejnych recenzji.

9/10

niedziela, 17 listopada 2013

"Zbuntowany książę", Celine Kiernan



Totalne zaskoczenie!




Tytuł: Zbuntowany książę (t.3)
Autor: Celine Kiernan
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie(Grupa Wydawnicza Publicat)
Ilość stron: 421

Wojna wisi w powietrzu. Król, który zwrócił przeciwko sobie swoich potomków, a za równo dziedziców tronu, nie znajduje się w najlepszym położeniu. Podczas gdy Alberon, prawowity dziedzic tronu, gromadzi swoją armię, Razi, drugi syn królewski pokłada wiarę we własnej osobie oraz sile dyplomacji - zmierza ku obozowi brata aby pogodzić go z ojcem. Jednak nie wszystko jest takie łatwe. Podczas poszukiwań Alberona, Wynter napotyka Raziego oraz Christophera, którzy powinni być w zupełnie innej części kraju! W dodatku usłaną niedogodnościami podróż tych młodych ludzi, umilają wilkołaki, czyli odwieczni wrogowie spokoju...

Kto lubi zakończenia? Mało rąk w górze. Ale i tak czytamy ostatnie części, i tak oglądamy zakończenia. Dzieje się tak dlatego, że w poprzednich częściach autorzy budują napięcie, tworzą fabułę, czytelnicy są ciekawi, ale niestety, nic nie trwa wiecznie. W końcu przychodzi ten moment, kiedy musimy się pożegnać, zapamiętać lepiej lub gorzej daną historię, i czasem odświeżać, w zależności od upodobań. No właśnie, a jak to będzie z trylogią pani Celine Kiernan? No cóż, zobaczmy...

Trylogię Moorehawkę będę wspominać niezwykle ciepło. Pokazała mi ona kolejne oblicze, kolejny sposób przedstawienia książki, fabuły i bohaterów. Przedstawiła mi nowe schematy, które na pewno będę dostrzegać w innych książkach, a także pokazała już mi znane. Ale przede wszystkim, dała mi wiele radości z jej czytania! Tak, czas spędzony na czytaniu tej trylogii upłynął mi naprawdę miło. Kojarzy mi się ona z brzydką pogodą za oknem, oraz ciepłą herbatą, kocem, i historią, dzięki której mogę oderwać się od codzienności...

Moja codzienność to jedno, a życie bohaterów to zupełnie osobna sprawa. Jak ono wygląda? No cóż, mimo że nasi bohaterowie są naprawdę młodzi, to nie brakuje im trosk. Kolejne sprawy które się piętrzą, które nie wiadomo kiedy znajdą rozwiązanie stają się coraz większym problemem. Ale będąc szczerym, jest jeden główny problem naszych bohaterów: niewiedza. No bo wyobraźmy sobie sytuację, w której to od nas zależy przyszłość całego królestwa, lecz jednocześnie niewiele możemy zrobić. Wynter, Razi i Christopher nie wiedzą gdzie znajduje się Alberon, a on może być wszędzie. Jednak muszą znaleźć go za wszelką cenę. Ale to nie jest takie proste, gdy jedno z nich to syn królewski który powszechnie uznawany jest za zmarłego. Ponadto, kolejne z nich to znana dama dworska, Lady Protektor Obrończyni Tronu, a całą zgraję zamyka podejrzany człowiek w merrońskich bransoletach z bliznami na dłoniach... Jednak owa zgraja się nie poddaje, a my mamy z tego całkiem ciekawą fabułę i wiele perypetii. ;)

Przyznaję że trzecia, a zarazem ostatnia część jest ogromnym zaskoczeniem. Styl autorki uległ lekkiej zmianie, dzięki czemu powstał troszkę tajemniczy, troszkę nieznany i niezbadany klimat. W związku z tym, Zbuntowany książę jest pełen nowości. Między innymi, poznajemy masę nowych ludzi, którzy odegrają ważną rolę w życiu bohaterów. Jest to chociażby Lady Maria, czy Oliver, a nawet sam Alberon, który wreszcie został przedstawiony i poddany opinii czytelników! Ponadto nadal po książce przemieszczamy się razem ze wspaniałą grupą Merronów, dzielnych wojowników i ich żon, którzy mają wyłączną licencję na hodowlę wilczarzy, ogromnych psów. Oczywiście nasi  główni bohaterowie jak zwykle zaskakują, co jest bardzo urokliwe!
Jednym z ulubionych aspektów jest wielowątkowość tej powieści. Uczucia przeplatają się z ciągłą walką o przetrwanie, która zaś przeplata się z motywem podróży, który z kolei miesza się z walką o władzę, której przeszkadza różnica pokoleń... To taki strasznie miły zabieg, dzięki któremu każdy może się odnaleźć w tej książce, jak i w całej serii. Który sprawia że chce mi się ją czytać kolejny i kolejny raz, bo spotkało mnie w niej tyle ciekawych i pouczających rzeczy...

Ale jak już nadmieniłam, Zbuntowany książę jest niestety zakończeniem. Chociaż po przeczytaniu wcale nie żałuję że tak to się skończyło, bo było to przynajmniej zakończenie w dobrym stylu i guście. Na koniec spotyka nas "5 lat później", czyli historia tych samych bohaterów po paru latach. Przedstawiona w skrócie i jakby po macoszemu, ale w końcu to nie ich historia po pięciu latach jest ważna. Jednak cieszę się że autorka nie zostawiła naszych domysłów samym sobie, a postarała się, abyśmy byli w pełni usatysfakcjonowani :)

Ostatnią część, a także całą trylogię polecam wszystkim lubiącym uciec od rzeczywistości, i spędzić miło czas :)

Za możliwość ponownego spotkania z bohaterami trylogii Moorehawke, serdecznie dziękuję wydawnictwu GRUPIE WYDAWNICZEJ PUBLICAT


niedziela, 20 października 2013

"Królestwo cieni", Celine Kiernan



W podróż




Tytuł: Królestwo cieni (t.2)
Autor: Celine Kiernan
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie(Grupa Wydawnicza Publicat)
Ilość stron: 512



Świat się zmienia. I ludzie się zmieniają. Wynter Moorehawke, która w poprzedniej części była zaskoczona zmianami jakie zaszły podczas jej nieobecności na dworze, tym razem również jest zaskoczona, ale powody są już inne. W Królestwie cieni Wynter decyduje się na niebezpieczną podróż do miejsc których nie zna, bez obecności najbliższych, a za to z potrzebą ukrywania się. Jakich i czyich wrogów spotka Lady Obrończyni? Czy na jej drodze staną również przyjaciele? Kto nadciąga wraz z coraz zimniejszymi wiatrami i złymi zamiarami? Tego wszystkiego dowiecie się łatwo. Warunek? Pozwólcie na spotkanie z tajemniczą Izoldą 'Wynter' Moorehawke, Lady Protektor, Obrończynią Tronu...


Z twórczością pani Celine Kiernan spotkałam się po raz drugi w swoim życiu, i już wiem że nie ostatni. Pierwszy raz, to pierwsza część tej fantastycznej powieści, drugi to częśc druga, więc chyba nietrudno się domyślić jak będzie wyglądało nasze trzecie spotkanie. Tak ja za pierwszym razem, tak i teraz będę utrzymywać, że to, co dzieje się w książce jest nie tylko fantastyczne pod względem gatunku, ale także ale też oceniając twórczość pani Kiernan.

Jak wspomniałam przy recenzji tamtej książki, ciągle jest obecne uczucie niewiedzy. W tamtej części dotyczyło to tego, iż ni z tego ni z owego wrzucono nas na głęboką wodę i weź człowieku sam się domyśl. Teraz mamy lekki niedobór wiedzy, jeśli chodzi o pewne rytuały odbywające się w książce czy obrzędy. Nie pozostaje mi nic innego niż poczekać na wyjaśnienie się tych wszystkich tajemnic w trzeciej części. 

Królestwo cieni to druga część trylogii, a więc i kolejne spotkanie z bohaterami. Nasza główna bohaterka, o której od początku autorka mówiła jako o silnej dziewczynie, wreszcie pokazała czy naprawdę taka jest. Ze swojej strony dodam że egzamin zdała.
Razi, syn królewski, nadal jest przystępnym, ale trochę denerwującym swą nadopiekuńczością, zwykłym chłopcem. Ale trzeba pamiętać, że w sytuacjach wykwintnych i dworskich, zawsze zachowa się odpowiednio.Nie możemy jednak zapominać o Christopherze! To prawdziwy skarb tej powieści. Najbardziej tajemniczy z nich wszystkich a zarazem otwarty. Gorący ale zimny. To tak jakbym opisywała dziwną mieszankę ognia i lodu, które po prostu ze sobą współistnieją. Czasem tylko się zdarzy, że któreś z nich wygra pojedynczą bitwę - ale trzeba pamiętać że jedna bitwa wojny nie wygrywa.

Oczywiście recenzując tą powieść, nie mogłabym nie wspomnieć o tym że autorka postanowiła w tej części trochę nas rozruszać. Co mam na myśli? Na przykład: ilość zwrotów akcji x2, przyspieszone bicie serca x4, momenty z wątków miłosnych x2... Jednym zdaniem? Pani Kiernan się postarała!

Nie przedłużając: polecam tak gorąco, że aż mnie parzy! :-)
Za możliwość kolejnego spotkania z Lady Obrończynią Tronu, serdecznie dziękuję GRUPIE WYDAWNICZEJ PUBLICAT!
8/10

Przepraszam was za długą nieobecność, ale najwyraźniej blogger nie chciał ze mną współpracoeać. :(

piątek, 20 września 2013

"Zatruty tron", Celine Kiernan



Trudne położenie



Tytuł: Zatruty tron (t.1)
Autor: Celine Kiernan
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie (Grupa Wydawnicza Publicat)
Ilość stron: 417

Powroty zawsze są dziwne, i nikt nigdy nie wie, czego ma od nich oczekiwać. Ale piętnastoletnia Wynter była raczej pewna, co zastanie za bramą królestwa gdy... wreszcie ją otworzą.
Obrońca Tronu, Lord Moorehawke wraca wraz ze swoją córką po pięciu latach nieobecności, i zastaje królestwo zupełnie innym, niż je zostawił. Nic nie wygląda już tak jak dawniej...

Pierwsze wrażenie? CHAOS. Drugie też. I trzecie. Potem mogło być już tylko lepiej. :)
Nawiązując do powyższego, faktycznie: autorka wrzuca nas na głęboką wodę. Kto się odnajdzie w nowej sytuacji szybko - temu szybko spodoba się książka. Kto jest wolniejszy - dłużej będzie musiał poczekać. Otóż wcale nie rzadko spotykam się z książkami, których autorzy przyjmują taki oto wzór: ja tworzę nową sytuację, wrzucam ją już na pierwsze strony, a czytelnik musi się dostosować. Przyznam, że taki zabieg był trochę irytujący, ale oczywiście do czasu gdy pewne rzeczy stały się oczywiste. Z drugiej strony, nawet mi się podobało - coś innego niż powolne wdrażanie nas w temat. Więc kto co lubi: albo już na wstępie nam się nie spodoba, albo też przetrwamy irytujący początek i potem będzie całkiem dobrze.

Gdy pokonałam problem przystosowania się do nowych dziwnych rzeczy dziejących się w książce, od razu zaczęłam zauważać pozytywne rzeczy. Po pierwsze: barwne opisy. Autorka ma bogaty zasób słownictwa, i na szczęście w ogóle go nam nie szczędziła. W związku z tym, znaleźliśmy się w krainie porównań, epitetów, i innych środków stylistycznych.
Co miłe i zaskakujące - autorka w ogóle nie daje nam odetchnąć. Ciągle coś się dzieje, więc nie ma czasu na nudę. :)

Wynter to dziewczyna rozważna, skrupulatna i przede wszystkim pracowita. Przede wszystkim jest też córką cieśli i sama również siedzi w tym zawodzie 'po uszy'. Połączenie silnej, ojcowskiej ręki, i jego wielkiego, kochającego serca, to tak zwane dzisiejsze mądre wychowywanie. A Wynter na taką właśnie dziewczynę wyrosła: mądrą.
Oprócz Wynter pojawiają się oczywiście także inne postacie. A więc przemykając się raz przestronnymi, szerokimi korytarzami, a raz ciasnymi klitkami dla służby, spotykamy różnych ludzi. Na przykład króla, ze swoją nieodłączną świtą, który ma różne sposoby na dostanie tego co pragnie, lecz niestety czasem zapominającego że inni ludzie też znają różne sztuczki... Raziego, jednego z głównych bohaterów, nieprawowitego syna króla Jonathana, najlepszego przyjaciela Wynter, człowieka o wielkim sercu i ogromnym rozumie. Jest też Christopher - przystojny chłopak, nie do końca rozumiejący co dzieje się na królewskich włościach... I Marnie - poczciwa, stara Marnie, gotująca dla całego zamku, kochana i surowa. Te wszystkie postacie tworzą niewyobrażalny mix, który idealnie wpasowuje się w fabułę książki.
A fabuła - niezwykle wciągająca i misternie skomponowana. :)

Zatruty tron był świetną lekturą na coraz chłodniejsze dni. Mam nadzieję na przeczytanie kolejnych tomów, a wam polecam zabranie się za ten! :)
8/10

Za możliwość wizyty na królewskim dworze, serdecznie dziękuję GRUPIE WYDAWNICZEJ PUBLICAT!




niedziela, 15 września 2013

"Kroniki Ellie. Przyciągając burzę.", John Marsden





Nadal walka




Tytuł: Kroniki Ellie 3. Przyciągając burzę
Autor: John Marsden
Ilość stron: 344
Wydawnictwo: Znak Literanova


Wojna już dawno się skończyła, ale walka nadal trwa. Ellie Linton i inni mieszkańcy zajmujący tereny blisko granicy nadal nie mogą czuć się bezpiecznie. Dlatego powstało <i>Wyzwolenie</i>, czyli tajna, nielegalna organizacja która działa na rzecz ludzi takich jak Ellie.
Mimo że Ellie stara trzymać się równie daleko od problemów, jak i walki -  raczej jej się to nie udaje. W jakie kłopoty tym razem wpadła Ellie? Przekonajcie się.

Zakończenia są trudne. Wcale nie są oczekiwane, a wręcz przeciwnie - nikt ich nie chce. Ale niestety spotykamy się z nimi po każdej książce, po każdej trylogii czy serii. A ja znowu spotykam się z zakończeniem, tyle że tym razem wiedziałam że ono musi nastąpić, bo siedem części i dodatkowa trylogia to naprawdę dużo. Zawsze mam problem z takimi seriami, bo naprawdę można się do nich przywiązać. A ocena też nie zawsze jest obiektywna. No bo to w końcu dziesięć książek! :)

Mając świadomość że to już naprawdę koniec, z dramatycznym więc brakiem pośpiechu, oszczędzałam każdą kartkę, każdą stronę, każde zdanie i słowo. Ale na nic mi to było. Po chwili, gdy dotarłam do momentu w którym rozwinęła się akcja... Trzy godziny później: jak to, już koniec?
Tak to już bywa, gdy spodoba nam się jakaś historia, gdy przypadnie nam do gustu styl autora, gdy odnajdziemy w książce samego siebie.  Zastanawiałam się, co mnie tak przyciąga do całej tej serii, i chyba już wiem. To wrażenie, że to wszystko dzieje się tak na prawdę, że to co zostało opowiedziane, kiedyś faktycznie się wydarzyło. I niech sobie będzie ukochana Rowling z wyobraźnią tak wielką że wymyśliła tak magiczny świat, ale niech trwa też Marsden, którego wyobraźnia była tak mocno rozwinięta, że utworzył świat tak realny.

Głupio pisać mi kolejny raz o tym samym: o dużej ilości przemyśleń, które wcale nie są nudne. O tych wszystkich akcjach, kiedy serce tak strasznie mocno mi było, bo zastanawiałam się kto umrze tym razem, i o tych wszystkich miłych i śmiesznych momentach. Ale muszę, i będę, bo wszystkich którzy jeszcze nie przeczytali serii gorąco chcę do tego zachęcić :)
Przymierzając się do czytania zastanawiałam się czy autorowi nie skończyły się już pomysły, ale jak się okazało, nie :> Nadal było bardzo ciekawie, i przyjemnie, czyli zupełnie tak jak sobie to wyobrażałam. A zakończenie? No cóż, pozostawiło nieco pytań, chociaż nie za wiele, i to w dodatku przyjemnych. Nie było niedomówień, i innych ekstra zakończeń których autorzy nie wiadomo czemu lubią czasem użyć :)

Nie będę przedłużać: polecam, polecam, polecam! :)

10/10

wtorek, 13 sierpnia 2013

"Ptaszydło", Max Bentow





Ptaszydło



Tytuł: Ptaszydło
Autor: Max Bentow
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Ilość stron: 280


Berlin. Niemiecki komisarz Nils Trojan prowadzi sprawę która dotyczy makabrycznych mordów. Gdy zostaje wezwany do Kreuzberga - dzielnicy w której doszło do mordu, zastaje straszny widok. Ofiara ma wydłubane oczy, jej głowa jest ogolona, a obok jej ciała pozostawiono martwego ptaka. Komisarz bliski załamania nerwowego coraz słabiej wierzy w swoje umiejętności śledcze gdy pojawiają się kolejne ofiary. Czy Trojanowi uda się złapać zabójcę? Jakie straty poniesie?

Max Bentow urodził się w 1966 roku w Berlinie i tam został. Skończywszy studia aktorskie występował na deskach teatru. Pisał scenariusze, a za pracę dramaturga został nagrodzony wiele razy. Ptaszydło to jego debiut, a zarazem pierwsza powieść z cyklu o berlińskim komisarzu Nilsie Trojanie.

Kryminałów nie czytałam praktycznie w ogóle. Nie był to mój ulubiony gatunek, a ponadto nie znałam żadnych ciekawych tytułów. Ale natknęłam się na powieść która wydawała się być całkiem ciekawa. A jaka to powieść? To Ptaszydło oczywiście.
Już na samym wstępie muszę przyznać, że po przeczytaniu tej książki stałam się jej fanką. Powieść niezwykle mi się spodobała, i z niecierpliwością oczekuję kolejnych części serii. Wiadomym jest, że czytelnik który ma za sobą wiele kryminałów inaczej spojrzy na tę powieść, bo będzie miał porównanie. Ja natomiast takiego porównania nie mam, ale mam za to 'świeżość' spojrzenia, z zupełnie innej perspektywy. Wierzę również że i starym wyjadaczom Ptaszydło by się spodobało, i wielu w tej książce by się odnalazło.

Ptaszydło ma wszystko, czego potrzeba aby czytanie było miłe i sprawiało frajdę: wartką akcję, barwne postaci i bogatą fabułę. Autor się postarał, i muszę przyznać że jego język był przystępny, a co więcej - łatwy w odbiorze. Ale przede wszystkim ta książka szokuje, tak jak kryminał szokować powinien. I chyba taki był zamysł autora, bo wyszło mu to świetnie. Podczas czytania spotykamy się z wykończonym komisarzem a także z psychopatycznym zabójcą, poznając jego myśli i motywy.
Jeśli zagłębicie się w książce, możecie spotkać się ze scenami dość mocnymi - według mnie to takie w których już nie mogę z obrzydzenia i odkładam książkę. Na szczęście takich momentów nie było wiele, a w dodatku jestem pewna że starzy wyjadacze, którzy mają mocniejsze nerwy nawet się nie wzruszą.

Podsumowując: nigdy nie nazwę czasu spędzonego nad Ptaszydłem czasem straconym. Było to miłe spotkanie, i tak jak napisałam wyżej - niecierpliwie oczekuję kolejnych spotkań z berlińskim komisarzem Nilsem Trojanem. Wam również serdecznie polecam tą książkę! :)

PS. Jakie kryminały polecacie? :>

Za możliwość przeniesienia się do Berlina i prowadzenia śledztwa razem z Wydziałem Zabójstw, serdecznie dziękuję GRUPIE WYDAWNICZEJ PUBLICAT :)


czwartek, 2 maja 2013

"Dziecko księżyca", J.R. Rain




Wybiorę lepszą opcję





Tytuł: Dziecko księżyca, (t.4) 
Autor: J. R. Rain
Wydawnictwo: G+J
Ilość stron: 259



Samantha Moon to matka, była żona, pani detektyw, oraz wampir. Musi odwozić dzieci do szkoły, śledzić różne osobowości, a także dobrze się przypudrowywać - tak, aby widoczna była na monitoringach. A jest to naprawdę trudne, gdy nie może zobaczyć się w lusterku. Ale ostatnio ma poważniejsze problemy niż mocny makijaż - stanie przed wyborem dotyczącym życia jej dziecka. Jaką decyzję podejmie Luna, i jakie konsekwencje z tego wynikną, możecie się dowiedzieć z lektury, do której serdecznie zapraszam.


To już nasze czwarte spotkanie z Luną. W poprzednich częściach mieliśmy możliwość podglądania jej życia, i bynajmniej nie było ono ani trochę mniej skomplikowane. Wręcz przeciwnie, Luna, która rozstaje się ze swoim mężem, dzielnie walczy o dzieci, ma niezwykle wiele problemów. Chodź może powinnam napisać, że raczej te problemy są zwykłe. Ale czy nie takie są najtrudniejsze? Jako wampir, wiele problemów może załatwiać szybciej i skuteczniej - ale wciąż jest kobietą i matką. Przez to swoje problemy musi załatwiać w najprostszy, i dobrze znany nam sposób: ludzki. Wydawać by się mogło że to coś naturalnego, jednak nie dla niej. Bo Luna jest wampirem.
W tej części naszej niezwykłej serii, Luna boryka się z problemem, który przerósł chyba nawet ją. Jej dziecko, jej ukochany synek - umiera. Luna jako istota paranormalna widzi jego duszę, która jest coraz słabsza, a niedługo nastąpi jej koniec. Jej synka spowijają cienie, coraz szczelniej oplatając jego małe ciało. Jednakże nasza matka dowiaduje się że istnieje pewien sposób na uratowanie jej synka. Ale jeśli się nie uda? Jeśli nie będzie powrotu? Co jeśli plan legnie w gruzach, a ona przez całe swoje życie będzie cierpieć? Co jeśli jej syn ją przeklnie? - właśnie z takimi pytaniami boryka się nasza bohaterka. W walce na śmierć i życie, o śmierć lub życie, wampir, detektyw oraz matka w jednej osobie stara się nie być bezsilną. Bo jak można nie walczyć o własne dzieci?

Oprócz stale widocznego motywu codziennej troski o swoje dziecko, w książce nie mogło zabraknąć również wątku miłosnego, chociaż przyznaję - jest naprawdę ubogi. Dla głównej bohaterki jest to pewna odskocznia od tego co się aktualnie dzieje w jej życiu. Oczywiście jednak trochę nadziei na jakiekolwiek uczucia możemy mieć dopiero pod koniec książki - gdy pewne sprawy się wyjaśniają, a Samantha może odetchnąć. I to jest fajne - dla nas małe pocieszenie.

Po raz kolejny spotykamy się z Luną, i po raz kolejny jest to udane spotkanie. Pani Rain ma niezwykle lekkie pióro, czego skutkiem jest przyjemna lektura. Wspominałam już wcześniej, przy poprzednich recenzjach, że język którym posługuje się autorka nie jest ubogi, lecz przystępny, łatwy i prosty. Zdecydowanie mogę powiedzieć, że przyjemnością jest czytanie jej powieści. Robi się to szybko i łatwo, a to za sprawą nie tylko jej stylu, ale także środków jakie zastosowała, aby umilić nam czas. Mam na myśli między innymi dużą ilość zwrotów akcji, niezbyt długie opisy i przemyślane dialogi.

Książki pani Rain są specyficzne - w każdej książce Lunę spotyka nowy 'problem', ale w tej samej części go rozwiązuje. Dlatego tak miło się ją czyta - to co zaczęte, jest i skończone. Jedynym wyjątkiem jest wątek miłosny, który ciągnie się za nami od początku powieści, aż do teraz, do czwartej części, i jestem pewna że jeszcze przez piątą również.

Muszę przyznać że czas spędzony z Dzieckiem księżyca nie był czasem straconym. Miło było przysiąść do lektury tej książki, i nie wstać, do póki jej nie przeczytałam. Zajęło mi to nieco ponad dwie godziny - a wszystko przez naprawdę udane pomysły autorki.
Wam również gorąco polecam tą lekturę ;)

8/10

Za możliwość ponownego zagłębienia się w świat Luny, serdecznie dziękuję wydawnictwu G+J




1. Luna
3. Amerykański wampir
4. Dziecko księżyca

wtorek, 12 marca 2013

"Zawsze przy mnie stój", Carolyn Jess Cooke


Aniele Boży, Stróżu mój, Ty zawsze przy mnie stój




Tytuł: Zawsze przy mnie stój
Autor: Carolyn Jess Cooke
Wydawnictwo: Otwarte dla Ciebie
Ilość stron: 311


Wiele razy w swoim życiu zwracaliśmy się w modlitwie do naszego Anioła Stróża, aby bez względu na porę dnia czy nocy, zawsze się nami opiekował, i z nami był. Ale czy zdajemy sobie sprawę z tego, że to my musimy otworzyć się na ich obecność? Że one zawsze są przy nas? Że to my musimy chcieć?

Ruth to Anioł Stróż Margot, czyli jej samej kiedy jeszcze żyła. Od Najwyższego dostała polecenie, aby strzec jej przed najgorszym. Jednak ona, widząc co sama ze sobą robiła w przeszłości, chce zmienić bieg wydarzeń. Czy się jej uda? Czy mimo że zawarła pakt z demonem, i poświęciła swoje anielskie życie, będzie potrafiła uratować Margot od najgorszego? Sami sprawdźcie :)
Corolyn Jess Cooke jest filmoznawczynią
oraz wielokrotnie nagradzaną poetką.
Na Uniwersytecie Northumbria uczy
kreatywnego pisania.
Mieszka w Anglii z mężem i trójką dzieci.
(od wydawcy) 

„Niektórzy Aniołowie Stróże są wysyłani na ziemię po to, aby strzegli swojego rodzeństwa, swoich dzieci i osób, które były im bliskie za życia. Ja wróciłam do Margot. Do samej siebie.”


Wbrew pozorom, Carolyn Jess Cooke nie przedstawia nam powieści typu paranormal. Jest to zwykła-niezwykła powieść o uczuciach towarzyszących człowiekowi, tych dobrych i złych, o  tym jak warto zadbać już w młodości o jakość życia, i o tym, jak ważni są dla nas nasi bliscy. To opowieść o nas samych, o tym że powinniśmy czasem zastanowić się, jakich wyborów dokonujemy.

Zawsze przy mnie stój to jedna z tych powieści, które mimo tego że poruszają najważniejsze kwestie związane z naszym życiem, to czyta się je zaskakująco łatwo. Zdecydowanie styl pisania autorki nie jest rzeczą do której mogłabym się przyczepić. Wręcz przeciwnie. Czytając, nie spotkałam ani jednego niezrozumiałego dla mnie słowa, a jednocześnie nie była to tekst złożony z najprostszych zdań lub słów. Autorka nie pogubiła się z wątkami, bo po prostu nie były one zbytnio rozbudowane. Właściwie rzecz ujmując, mamy tutaj jeden główny wątek, niczym silny nurt rzeki, który to wyznacza trasę. Ponadto, autorka dołożyła wszelkich starań, aby czytanie szło jak po maśle. Gdy raz wciągniecie się, trudno będzie odłożyć książkę na bok. Mimo że ma ona ponad trzysta stron, zdecydowanie można ją pochłonąć w dwa czy trzy zimowe (nadal! :< ) wieczory, spędzone z kubkiem herbaty w dłoni.

Sama fabuła również jest ciekawa, a to za sprawą rozbudowanych charakterów. Otóż postacie które są nam przedstawione, mają skomplikowane i poplątane osobowości. Mają wiele sprzeczności w sobie, i pretensji do drugiej osoby. Ale zaraz, zaraz, czy to wam nie przypomina... Nas samych? Ależ tak!
Postacie wykreowane przez panią Cooke, są niezwykle realistyczne. Czytając miałam wrażenie że skądś znam te dokonywanie wyborów, te rozterki które nas dopadają, te emocje, towarzyszące Margot i Ruth przez ich wspólną tułaczkę.

„Czasem od rozpaczy do pogodzenia się z losem trzeba pokonać bardzo długą drogę.”


Przez całą powieść szczerze kibicowałam Ruth, aby dokonała tego, co miała w planach. Ale nawet nie wiecie jaka trudna jest egzystencja Anioła Stróża! Przecież my sami go nie widzimy, nie słyszymy, i nie chcemy w naszym życiu.
Zawsze przy mnie stój skłania do przemyśleń i refleksji, a chyba właśnie to jest jedną z najważniejszych rzeczy dla autora: aby książka wniosła coś do naszego życia.

Polecam tę książkę wszystkim, którzy mają ochotę zmierzyć się nie tylko z przeciwnościami losu, ale i także z samym sobą. Tym, którzy potrafią spojrzeć wstecz, i nauczyć się, że powiedzenie które tyle razy słyszeliśmy z ust rodziców, dziadków, a nawet nauczycieli - dwa razy przemyśl zanim coś zrobisz - naprawdę ma jakiś sens. Niech przeczytają również Ci, którzy lubią ciekawe książki, bo być może ona pozostawi jakiś ślad na waszych sercach ;)

„Jest tutaj kilkoro złych ludzi, tego możesz być pewna. Źli ludzie są wszędzie. Może to nawet lepiej, że spotkasz ich już teraz. Wierz mi, im wcześniej nauczysz się nie cierpieć przez głupców, tym lepiej.”

7,5/10

piątek, 8 marca 2013

"Kroniki Ellie. Wojna się skończyła, walka wciąż trwa", John Marsden



Trzeba walczyć o lepsze jutro





Tytuł: Kroniki Ellie. Wojna się skończyła, walka wciąż trwa (t.1-kont. serii "Jutro")
Autor: John Marsden
Wydawnictwo: Znak
Ilość stron: 302


Gdy kończy się wojna nie wiadomo czego można się spodziewać. Zależy to od tego, która strona wygrała - no i jeśli przeciwnik zagarnął pierwotnie nasze ziemie - na czyich się znajdujemy. Ellie i jej przyjaciele znaleźli się w dość nieprzyjemnej sytuacji. Są na swojej ziemi, ale... ale ona znajduje się na pograniczu. Co to oznacza w praktyce? Stałe zagrożenie. Bo mimo tego że wojna się skończyła, to walka wciąż trwa.


Przypomnijmy sobie co nieco o serii Jutro. Opowiada ona o grupie nastolatków, którzy wyjeżdżają na biwak, a po kilku dniach przebywania w dziczy, wychodząc w stronę cywilizacji, nie spotykają niczego, co mogło by świadczyć o tym, że wszystko jest OK. W pobliżu nie ma żywej duszy, nawet zwierzęta poumierały. Tak oto zaczęła się inwazja która trwa przez siedmioczęściową serię. Kontynuacją tej serii jest trylogia, która rozpoczyna się od pozycji którą dziś recenzuję.

Kroniki Ellie zaczynają się zaraz po tym, jak w 7 części Jutra wydarzenia się kończą. Mamy zatem Ellie po wielu okropnych przejściach, z szarganą psychiką, i ludźmi w okół którzy odchodzą i wracają, a potem znów odchodzą a człowiek naprawdę nie wie czy oni jeszcze wrócą. Wszystko i wszyscy starają się dojść do ładu z tym nowym porządkiem, który przecież nikomu nie przypadł do gustu. Jest trudno, nawet dla naszej bohaterki, która przeszła tak wiele.
Jak zwykle muszę przyznać, że John Marsden porusza te obszary mózgu, które są odpowiedzialne za postawienie się w sytuacji Ellie ( tak naprawdę nie wiem czy są takie obszary- no dobra w 99% ich nie ma, ale to właśnie się ze mną dzieje gdy czytam coś co wyszło z pod pióra tego pana). Myślę że niezwykle realistyczne przedstawienie postaci, ich uczucia, zachowania i charaktery do owego myślenia zmuszają. Ta książka jest napisana w sposób którego chyba nie da się polubić. To przemyślenia Ellie, to komentarze wobec obecnej sytuacji, to takie proste dialogi które jest jednocześnie skomplikowane. To jak wielopoziomowy budynek z windą bez przycisków - jeśli do niej wejdziesz, nigdy nie wiadomo gdzie będziesz musiał wysiąść.

W pierwszej części trylogii, Ellie stara się utrzymać gospodarstwo. Po okropnych przeżyciach jakich doświadczyła również i po wojnie stale stara się dojść do siebie. Jednakże zawsze, mimo że wspierają nas bliscy, przyjaciele i życzliwi sąsiedzi, znajdzie się również ktoś kto myśli tylko o sobie, i chce nas wpakować w bagno. Ale jak powiedział jeden z bohaterów (cytat na dole), trzeba walczyć. Walczyć, żeby wygrać, lub przegrać. Niewalczenie to tylko przegrana.

Każdy kto przeżył wojnę staje się innym człowiekiem. Jego niegdyś podświadome lęki teraz zyskują prawdziwą formę; to co kiedyś oglądał się w filmach sci-fi, teraz posiada we własnych wspomnieniach. Dlatego też nowe życie jest trudne. I właśnie tak ukazuje nam je autor - nie jako cudowne życie bo przecież przeżyliśmy, lecz jako kolejne pasmo zmagań, kolejne głazy które należy wtoczyć pod górę. I właśnie tak wygląda wątek miłosny w Kronikach Ellie. Trudno powiedzieć czy jakikolwiek występuje, bo odpowiedź znajduje się poza zasięgiem bohaterów, gdzieś wysoko. Dlatego też przed nimi długa i wyczerpująca wspinaczka. Nie oznacza to jednak, że ta kontynuacja jest pozbawiona uczuć, wręcz przeciwnie - jest nimi nafaszerowana. A jedynym sposobem na poznanie skali nasycenia, jest przeczytanie tej książki - do czego serdecznie was zachęcam. Jednakże od razu uprzedzam, że nie ma sensu po nią sięgać bez ówczesnego przeczytania serii Jutro - bo po prostu nie będziecie wiedzieli o czym jest mowa.

Podsumowując: polecam gorąco każdemu, bowiem nie jest to książka dla ściśle określonego przedziału wiekowego - moja babcia zaczytuje się w serii jak i jej kontynuacji razem ze mną! :)

"Walcz - powiedział. - Jeśli walczysz, wygrywasz albo przegrywasz. Jeśli nie walczysz, przegrywasz."
10/10

sobota, 2 lutego 2013

Stosikowo #12013

Cześć wszystkim!

Dziś krótko - obecnie zajmujące mi wolny czas książki. 
Stosy na waszych blogach oczywiście przedstawiają się o wiele lepiej, ale to nic, mój też mnie cieszy! :)

Jednak nie przedłużając:

Od dołu:
Century - Ognisty Pierścień, P.D Baccalario - własne, posiadałam już dawno;
Century - Kamienna Gwiazda, jw
Century - Miasto Wiatru jw, zakupione w Biedronce, w promocyjnej cenie 9.99
Century - Pierwotne Żródło, jw :)
Grek Zorba, Nikos Kazantzakis -  z biblioteki
Uczennica Maga, Trudi Canavan - jw.


Może i stos niewielki, ale muszę wam powiedzieć że trochę się schodzi z jego przeczytaniem. W najbliższym czasie wypatrujcie recenzji Greka Zorby, bo tą pozycję mam już za sobą! :)

Pozdrawiam,
scorpius! :)

sobota, 19 stycznia 2013

"Legenda. Rebeliant", Marie Lu




Poznać dobro


Tytuł: Legenda. Rebeliant
Autor: Marie Lu
Ilośćrzebuje stron: 304
Wydawnictwo: Zielona Sowa


Dwoje ludzi, odmienne światy, odmienna przeszłość.
June i Day. Dobro i zło, czy zło i dobro?
On jest najsłynniejszym przestępcą Republiki, ona jej najzdolniejszym agentem. On ma rodzinę która nie wie że żyje, ona ma brata, który niestety ginie. Oczywistym jest, kto stoi za tą zbrodnią - Day. Gdy piętnastoletnia June dowiaduje się kto jest odpowiedzialny za śmierć jej brata, nie waha się ani chwili. Jej celem jest dopaść tego, który dopadł jego.

"Dorwę cię. Przetrząsnę całe Los Angeles, by cię znaleźć. Przeszukam każdą ulicę w Republice, jeśli będę musiała. Będę oszukiwać, kombinować, kręcić, kłamać i kraść, by cię znaleźć. Wywabię cię z twojej kryjówki, a potem będę cię ścigać, aż znajdziesz się w miejscu, z którego nie ma ucieczki. Obiecuję ci - twoje życie odtąd należy do mnie."

"Rebelianta" przeczytałam przypadkowo. Chciałam go przeczytać, bo fascynowały mnie wasze recenzje, opinie, zachęty. Gdy nadarzyła się okazja wymiany, ani chwili się nie wahałam. Bo niby czemu? Przecież zapowiada się świetnie!

Akcja książki toczy się w Republice. O tym państwie wiemy niewiele, a jeszcze mniej o tym, z kim toczy wojnę - Koloniami. Autorka nie wyjaśniła co stało się z Ameryką Północną, której miejsce zajęła Republika,  jednak liczę na to, że w przyszłych tomach trylogii te sprawy się wyjaśnią. 

Day i June żyją w centrum Republiki, dokładniej - w mieście aniołów. On pochodzi ze slumsów, ukrywa się przed władzami, nawet jego rodzina nie wie że żyje. Poza tym, oblał Próbę. Ona pochodzi z dobrej rodziny; jej zmarli rodzice pracowali dla Republiki. Jej brat jest żołnierzem. Pewnego dnia jednak zostaje zabity, a zbrodnia ta zostaje powiązana z Dayem. Nie ma się czemu dziwić - chłopak potrzebuje leków na epidemię, a te są ściśle strzeżone: między innymi przez Metiasa, brata June. June nazywana jest złotym dzieckiem Republiki - Próbę zdała na 1500 punktów, czyli osiągnęła wynik maksymalny. Po śmierci Metiasa Republika werbuje dziewczynę, a ta za wszelką cenę stara się dopaść Daya.

Marie Lu -
 uprzednio dyrektor artystyczny firmy
 tworzącej gry komputerowe,
 obecnie na pełny etat zajmuje się pisaniem.
Autorka przedstawia nam dwa skrajnie różne charaktery. Posłuszną i ułożoną June, oraz wyznaczającego sobie samemu zasady, Daya. A mimo to, potrafi ich połączyć w jeden, spójny i zgodny obraz. Wątek miłosny wcale się nie rozwija, raczej wybucha. A potem nagłe BUM! i znika. Dalej, rozpoczynają od początku, ale trochę innego, trochę lepszego.
Jak w każdej książce - są i dobre i złe strony. Na pierwszy rzut oka, Republika to wspaniały kraj, a Day to przestępca i margines społeczny. Może i tak, ale czy nie sama Republika do tego doprowadziła? Potem, po przeczytaniu kilkudziesięciu stron dostrzegamy coś więcej: pozory. I tu dla nas jest punkt zwrotny. 
Czasem granice między dobrem i złem zacierają się, a my sami nie wiemy co jakie jest. Tutaj czegoś takiego nie znajdziemy. Raczej zastaniemy brutalny opis rzeczywistości, która sama w sobie też jest brutalna - chociażby polityka państwa ds. epidemii. 

Zastanawiałam się, jakimi słowami opisać książkę, nie zdradzając z niej żadnych szczegółów. Po przemyśleniach(głębokich, jak pewnie mniemacie) uznałam że brzmiałby tak: kiedy granice dobra i zła się nie zacierają... Kiedy dobrze wiemy co jest dobre, lecz nie to kto jest dobry. Kiedy rząd kłamie, a dzieci głodują... Kiedy znajdzie się choć jeden Rebeliant... Kiedy będziesz próbował uratować czyjeś życie... Wtedy to stanie się Legendą...

Ogólnie rzecz biorąc, mam ogromny problem z ocenieniem "Rebelianta". Wszyscy porównują go do "IŚ" czy "Niezgodnej". I słusznie. O ile pierwszą pozycje przeczytałam, o tyle do "Niezgodnej" nawet się nie zabierałam. Jednak ja uważam, że mimo podobieństwa między "IŚ" a "Rebeliantem", warto sięgnąć i po niego, gdyż podobne elementy są, a i owszem, ale jest ich mało - raczej to schemat jest podobny, niż sama książka. To moja druga trylogia dystopijna - i druga tak dobra. 
Przyznaję że czytało ją mi się świetnie, bo język i środki jakie zastosowała autorka tylko i wyłącznie ułatwiały czytanie. Bywały momenty od których nie mogłam się oderwać, i za to wysoka ocena. 
Polecam wszystkim zadurzonym w tym gatunku - i nie tylko - do poznania historii Daya i June. :)

„- Zostanę z tobą na zawsze, mała. Chyba, że będziesz miała mnie serdecznie dosyć.” 
8.5/10

poniedziałek, 14 stycznia 2013

"Trafny wybór", J. K. Rowling



Kto tu rządzi?




Tytuł: Trafny wybór
Autor: J.K. Rowling
Wydawnictwo: Znak
Ilość stron: 512



Małe miasteczko Pagford, kilkaset kilometrów od Londynu. Wydawać by się mogło że na przyjezdnych czeka tylko jedno - nuda. Ale wbrew pozorom tak nie jest. Żyją tu dość ciekawi ludzie - chorzy na nerwicę natręctw, narkomani, uwikłani w brudne interesy. Jednakże śmierć Barry'ego, znanego jako trenera osady wioślarskiej, lub jako kochającego męża i ojca, wspaniałego przyjaciela, wstrząsa wszystkimi znajomymi.


Zapewne każdy z was słyszał już o "Trafnym wyborze". Większość z was od razu kojarzy jego autorkę z kultową już serią o nastoletnim czarodzieju, Harry'm Potterze. Osobiście uważam tą serię za świętość :) Ale nie o niej dziś rozmowa. Dziś porozmawiajmy o niezwykle słynnym ostatnio "kryminale", jak gdzieś ostatnio przeczytałam. I chyba właśnie idę cudzysłowu tego zaczniemy. Albowiem o "Trafnym wyborze" możemy powiedzieć wszystko, ale na pewno nie to że jest on kryminałem.

Rowling przedstawia nam życie małego miasteczka i jego zwykłych mieszkańców. Obecną sytuację rozpatrujemy i widzimy z wielu stron: szkolnej pedagog, jej nastoletniego syna który łamie wszystkie normy i zasady, dziewczyny przez niego nękanej, przystojnego faceta który porzuca swoją partnerkę dla wdowy po swoim przyjacielu, miejscowej lekarki która nad sobą nie panuje... Wymieniać można by tak długo, ale nie w tym rzecz. Otóż ten zabieg zastosowany przez autorkę wpłynął na książkę ni mniej ni więcej tylko tak, jakby nie za wiele poszczególne wątki miały że sobą wspólnego. Zapewne pani Rowling chciała pokazać nam pewne sytuacje z wielu stron, wielu punktów widzenia, ale jakoś nie przemawia to zbytnio do mnie.

W połowie książki zauważyłam też niezwykle zabawną rzecz - poczucie humoru autorki. Otóż gdy my, przyzwyczajeni do niezwykłości serii o czarodzieju, czekamy na kogoś niezwykłego - dostajemy zwykłych ludzi. Gdy doszukujemy się miejsca wspaniałego niczym Hogwart - czytamy o zwykłym Pagford. Chciałoby się rzecz, że fabuła musi być niezwykła - znowu zaskoczenie. Całkiem zwykła. Autorka się nami bawi - możliwe że sobą też. W pewnym sensie odcina się od Harry'ego, choć nie jestem pewna czy to dobry pomysł. Dla nas, czytelników po lekturze Harry'ego Pottera, aż smutne jest czytać taką, nieco nudną powieść. Aczkolwiek na pocieszenie - nasza kochana autorka przejawia się w innym aspekcie. Jakim? W kreowaniu bohaterów oczywiście!

Tak, w tym jest na prawdę dobra. Każdy bohater jaki został nam przedstawiony, każdy charakter - nie jest prosty, lecz pokręcony. A może nie tyle co pokręcony, jak wszechstronny. Tak, właśnie tak nazwałabym stworzone przez autorkę postacie. Są barwne i kolorowe, dobre i złe, i mają wiele, wiele innych cech indywidualnych,w które zostały wpasowane. Jednym zdaniem: Trafny wybór to istne bogactwo językowo-stylistyczne!

A co znajdziemy w książce? Żądzę władzy, pieniędzy, sławy. Zwykłe życie, przedstawione również ze strony politycznej - bitwa o znaczenie w małym miejscu. Jest to dość ciekawy temat, i również ciekawie pokazuje nam życie ludzi, tak zwykłych jak my. Dlatego też uważam, że warto po nią sięgnąć. Mnie osobiście właśnie ten wątek wciągał najbardziej. :)

Podsumowując: polecam gorąco wszystkim zainteresowanym i nie tylko, osobom które mają czas na książkę nieco dłuższą, i niekoniecznie tak wciągające, że nie da się oderwać. :)


Pytanie nie związane z Trafnym wyborem. Czy uważacie że "Dziedzictwo" warto czytać bez uprzedniej lektury "Eragona"...? 



poniedziałek, 24 grudnia 2012

"Ostatnia spowiedź", Nina Reichter



Zaszalejmy



Tytuł: Ostatnia Spowiedź. Tom I
Autor: Nina Reichter
Wydawnictwo: NOVAE RES
Ilość stron: 384


"Pełna napięcia, romantyczna opowieść o miłości w szponach show biznesu.

Poznaj tom I cyklu Ostatnia spowiedź."

Dziewiętnastoletni chłopak, i równie młoda dziewczyna. Lotnisko, opóźnione loty. Co to może znaczyć? Tylko jedno: wspólnie spędzony czas. 
Ally, zwykła dziewczyna wracająca do Europy, a Bradin, zwykle-niezwykły chłopak, rockman, wokalista znanego na całym Świecie zespołu. Lecz Ally go nie rozpoznaje. Spotykają się na lotnisku, całkiem przypadkowo, jak zwykli nieznajomi. Spędzają ze sobą całkiem ciekawych kilka godzin - niestety na tym koniec! Czy jest czego żałować? Absolutnie, przecież jest do czego wracać. Chłopak, rodzina, studia - koncerty, fani, imprezy. Ale jednak - młodzi tego żałują. To coś innego, niż mają w dni powszednie. Czują się dobrze w swoim towarzystwie, a co najważniejsze, nie wiedzą zbyt wiele o sobie. Z tak lekkim sumieniem można pozwolić sobie na miło spędzone chwile i trochę wytchnienia. Ale co dalej, jeśli umowa mówi: "prasa nie może odkryć twoich kobiet"...


Czy miałam ochotę przeczytać tą książkę? Nie. Czy teraz wiem że było warto? Tak. A czemu? Bo to nie jest zwykła książka o miłości! :-)
Szczerze mówiąc ostatnimi czasy mam już dość książek o miłości. O tej wspaniałej, sielskiej, nieskazitelnej, i jakże przyciągającej rzesze nastolatków. Ale po kilkunastu recenzjach waszego autorstwa jakie przeczytałam, miałam dość niejasne wrażenie, że to będzie coś innego, ciekawszego, intrygującego. I co? Bingo! Jestem nią bowiem zachwycona :) Co najważniejsze, uczucie przedstawione nam przez autorkę, jest takie zwykłe, typowe i ludzkie. Dzieje się to za sprawą problemów, niedomówień i innych zdarzeń losowych, które wpływają na znajomość bohaterów, a jednocześnie do bólu przypominają naszą codzienną, normalną rzeczywistość. To naprawdę wielka zaleta, ponieważ w ten sposób nie wydaje nam się to naciągane, niemożliwe. Mamy do czynienia z naprawdę ludzkimi sytuacjami, które wcale nie są tak miłe jak mogłoby się nam wydawać.
Oprócz tej zwykłej, szarej codzienności, spotykamy też niebanalny i niepowtarzalny pomysł na fabułę. Znany rockman? Jasne! Zwykła dziewczyna? Czemu nie!
Wiem, że może wam to przypominać dość znany schemat - nieskazitelny chłopak i zwykła dziewczyna, ostatnio tak strasznie lansowany w powieściach. Tyle tylko, że tutaj nasz niezwykły chłopak pod niemałą ilością makijażu i poza sceną, jest całkiem zwykły. Poza tym on również czuje.
I właśnie tu pojawia się problem, kolejny, i strasznie ludzki, jeden z moich ulubionych wątków w tej książce: para, która składa się z młodej dziewczyny i starszego chłopaka. Para, którą kontroluje ON. Para, w której żadne z nich nie kocha. I tej trzeciej osoby - którą koca jedna osoba z naszego związku, lecz i tak nie mogą być razem. Niesprawiedliwości - ale czyż nie takie jest całe nasze życie?

”Odkąd jesteś, mam za dużo do stracenia…”- pomyślał.

Poza głównymi bohaterami, autorka wprowadza do książki jeszcze inne, ciekawe i fascynujące postacie. I tak właśnie zostajemy przedstawieni reszcie zespołu, bratu, ochroniarzowi, menadżerowi - czyli niezwykle ważnym osobom z życia Bradina. Oprócz tego poznajemy matkę - kojarzącą się z ciepłem, rodzinnym domem i chwilami wytchnienia. Oni wszyscy są dla młodego chłopaka ogromnym wsparciem. Z drugiej zaś strony, mamy matkę i ojca Ally - zimnych, chłodnych ludzi, którym wydaje się że wiedzą lepiej niż ich córka, co ona powinna robić w życiu, i z kim się spotykać. Jest też chłopak - niszczący ją psychicznie, z którym nie mogłaby spędzić reszty swego życia. Na szczęście bohaterki, ma ona przyjaciółkę. Ciepłą, miłą, zabawną, i zawsze skorą do pomocy. No i Bradina - ciepłego, który dzwoni co wieczór, martwi się i doradza. Który mimo wszystko walczy o nich, choć sam nie wie czy taki twór w ogóle istnieje.
Wszystkie te postacie zostały przedstawione w niezwykle barwny sposób, co dodaje pełności książce, i na swój sposób czyni ją wyrazistszą.

Czytając tę książkę możemy zaczerpnąć także nieco wiedzy o życiu osób publicznych, niezwykle zabieganych, i strasznie nękanych. Osobiście uważam, że realia świetnie zostały oddane, a sam wątek był bardzo interesujący.
Choć starałam się być obiektywna - nie znalazłam żadnych minusów. I chyba dobrze, o to chodzi. Jedyne co mi się nie spodobało to zakończenie, które sprawia że chciałabym porwać kolejne tomy i zaszyć się gdzieś, gdzie nikt oprócz mnie nie ma wstępu! :) (Czyli chyba jednak mi się podobało:))

Podsumowując: niezwykle interesująca powieść o miłości i nie tylko, o życiowych problemach, Rozterkach i niedomówieniach. O tym, jakie życie jest naprawdę, i jakie kryje tajemnice. Świetna dla każdego - gorąco polecam!!! :)


„Bo gdy mówi serce, muzyka milknie a słowa bledną...”

9/10

Zachęcam was również do przeczytania fragmentu powieści: TUTAJ

Za możliwość przeczytania tak wspaniałej powieści serdecznie dziękuję wydawnictwu NOVAE RES!



piątek, 14 grudnia 2012

"Jutro 6. Cienie", John Marsden



Zanim nadejdzie mrok




Tytuł: Jutro 6. Cienie
Autor: John Marsden
Wydawnictwo: Znak
Ilość stron: 266


Jest ich coraz mniej. Pomyślelibyśmy - elita. I zapewne tak jest. Oni postrzegają to trochę inaczej - szczęściarze. Bo jak inaczej mogą się nazwać? Oni - to znaczy Ellie, Homer, Lee, Fi oraz Kevin. Jest ich coraz mniej. Ale znów toczą zawziętą walkę. Walkę z wrogiem, losem, niesprawiedliwościami, bólem, wspomnieniami. Ze wszystkim co chce z nimi walczyć. A tych jest coraz więcej. Po ostatnich wyczynach tej garstki ludzi naprawdę stali się poszukiwanymi numer jeden. No cóż, na wojnie wyznają zasadę - walcz, nie poddawaj się.

Jestem w zasadzie pewna, że pośród was nie znajdę osoby która nie słyszałaby o serii Jutro. I nie dlatego, że była ( i jest) dość mocno promowana, ale dlatego też, że doceniło ją wielu czytelników na całym świecie. Właściwie rzecz biorąc, nadal ją docenia. Otóż niedawno w Polsce ukazała się siódma - a zarazem ostatnia część - dzięki czemu o serii znów można było usłyszeć. Ja tymczasem prezentuję recenzję przedostatniej, szóstej części, lecz spodziewajcie się niedługo również części siódmej. Ale do rzeczy.

Nie chciałabym wam za dużo zdradzać, ale wcale nie muszę, Wystarczy że wyobrazicie sobie, iż jest wojna. Trwa już od jakiegoś czasu, i szczerze mówiąc wszyscy mają jej dość. Są przerażeni, wycieńczeni, głodni. A raczej byli. Aktualnie wróg po stłumieniu powstań i tego typu spraw, zajął się zasiedlaniem australijskich terenów swoimi rodakami. Ale niektórzy nadal walczą. Na przykład garstka młodzieży, która przez te kilka miesięcy stała się dorosła. Musieli dorosnąć, więc to dorośli. Musieli zabić, więc zabili. Musieli się chronić, więc się ochronili.
Nie wyobrażam sobie, aby teraz wybuchła wojna. Nie wyobrażam sobie, jak poradziliby sobie Ci wszyscy młodzi ludzie. Dlatego też podziwiam, szczerze podziwiam to, jak zachowują się postacie. Gdyby nie to, jak zostali wychowani - np. na farmie - nigdy by sobie nie poradzili w życiu podczas wojny. Bo niektórzy z nich mieszkali w mieście - i właśnie ci, niby skąd mieliby wiedzieć w jaki sposób wypatroszyć upolowane jagnię? Zapewne nigdy by go w ogóle nie upolowali. I właśnie o to chodzi w tej książce. O skłonienie do myślenia.
Nie umiem nie myśleć podczas jej czytania o tym jak byłoby to w naszym przypadku. Po prostu nie umiem.
Dlatego też wszystkim, bardzo, bardzo gorąco polecam tę powieść. Bo skłania do myślenia. Bo jest refleksyjna. Bo wnosi coś do naszego życia.

W dodatku Marsden rozbudził we mnie miłość do Australii. Tak, wiem że Australia w książkach to nie Australia na żywo, ale na prawdę polubiłam jego opisy. Bo oprócz świetnie zbudowanych dialogów, wielu napotkanych zwrotów akcji i zaskakujących wydarzeń, autor - w imieniu Ellie zresztą - opisuje wszystko tak, że aż chce się czytać. I chwała mu za to.

Czy polecam tę książkę? Jak najbardziej. Oczywiście proponuję zacząć od pierwszej części, od którejś kolejnej nie ma to sensu. Nadaje się dla wszystkich, bez wyjątku. Ostatnio w serii zaczytuje się moja babcia - więc to powinno być najlepszym przykładem.

10/10

wtorek, 6 listopada 2012

"Niebezpieczna rozgrywka", Keri Arthur



Nie pogrywaj ze mną...wrr


Tytuł: Niebezpieczna rozgrywka (t.4)
Autor: Keri Arthur
Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy Erica
Ilość stron: 408


Riley Jenson. Od niedawna (wreszcie) Strażnik w Departamencie Innych Ras. Jak zwykle, bardzo energetyczna i seksowna kobieta, odwiedza kluby, w których szuka niecodziennych wrażeń. Ale gdy nie może dostać się do jednego z nich... Wcale nie rezygnuje! Wręcz przeciwnie: zaczyna pojmować sens całej sprawy jaką prowadzi, i tego kto rządzi całym interesem. Pakując się w niemałe kłopoty, stara się rozwikłać zagadkę i powstrzymać serię morderstw w Melbourne. Jak poradzi sobie, zważając na jej rozterki uczuciowe? No cóż, przekonajcie się...


Długo czekałam na tą część. Czekałam z niecierpliwością. Jutro wychodzi, tak, tak, kupię. Jednak pomyłka, nie jutro. Zmiana terminu. Brak książki w księgarni... I wiele innych. Ale wreszcie ją dorwałam. Stoi u mnie na półce, i mogę cieszyć nią moje oczęta. Podziwiam, oglądam, wycieram z gromadzącego się kurzu... Naprawdę przywiązałam się już do tego cyklu; to czwarta część, i choć nie mam zielonego pojęcia kiedy wychodzi następna część, już się nie mogę doczekać! ;) Ale mówmy o części czwartej...

Pani Arhur nie zaskoczyła. Znaczy się, zaskoczyła, normalka, ale nie tym że jej książka jest świetna! Bo ja ta, szczerze mówiąc, czuję się już przyzwyczajona do dobrego stylu autorki! Tak, tak, to naprawdę możliwe. A co takiego znajduje się w jej twórczości?

Osobiście zainteresowałam się cyklem Zew Nocy, po tym jak przeczytałam kilka sprzecznych recenzji i opinii. Świetna, wciągająca - pisaliście. Żenada, sam seks - twierdzili inni. A ja za to przyznam, że obydwoje mają trochę racji. Jednak skłaniam się do opinii pierwszej. Czemu? A to temu, iż próbuję wytłumaczyć wszystkim, którzy dziwią się, "jak to możesz czytać!" że bez seksu by się nie dało. Bowiem główna bohaterka jest wilkołakiem a pożywką dla nich jest seks! To tak jak dla wampirów krew, a ich uwielbiają przecież miliony czytelników na całym świecie ;)
Znaczy się, sprostuję: Riley jest dhampirem. Pół wilkołakiem, pół wampirem, z nadal rozwijającymi się zdolnościami paranormalnymi. Wszystko przez to, że jej byli kochankowie, starali się ją zapłodnić - i nie wahali się przed niczym, nawet wstrzykiwaniem różnych substancji do jej organizmu. Tak więc, poprzez tak ściśle zbudowaną fabułę, autorka wprowadziła nowe rzeczy do powieści. Bowiem w tej części spotykamy Riley, która narzeka na swoją stale powiększającą się moc. A to dlatego, że może być to dla niej szkodliwe. Jednakże nasza bohaterka nie jest głupia, wręcz przeciwnie. Dopóki lek nie wyrządził jej żadnej krzywdy, stara się korzystać z darów jakie los ją obdarował. W związku z tym, wreszcie zostaje Strażnikiem. I tu zaczynają się schody... Riley jest w jeszcze większym niebezpieczeństwie, choć wydaje się tego nie zauważać. Czytelnik natomiast i owszem: serce bije mocniej, i nie możemy się doczekać, żeby dowiedzieć się, cóż takiego się stanie.

Ciekawie rozwinięty w tej części został również wątek miłosny. Szczerze mówiąc, muszę przyznać że to, co zrobiła Riley, co zrobił Quinn, było totalnym zaskoczeniem! Ale mówi się trudno i żyje się dalej! :) Natomiast drugi facet Riley, pokazał przed nami swoje dobre strony: opiekuńczość, bliskość, miłość. Czy nie tego nam potrzeba do szczęścia?

Wcale nie ukrywam, że ta część bardzo mi się podobała. Może nie tak jak poprzednie, ale nie mogę narzekać na nic! :) Pozostaje mi więc czekać tylko na następną część. :)
Niebezpieczną Rozgrywkę serdecznie polecam wszystkim którzy lubią poczytać coś niebanalnego, wciągającego, ciekawego, i co jest nagięciem rzeczywistości - czyli literaturą paranormalną.

8/10

piątek, 19 października 2012

"Astrocalendarium 2013", Krystyna Konaszewska-Rymarkiewicz




Dowiedz się, co Cię czeka!




Tytuł: Astrocalendarium 2013
Autor: Krystyna Konaszewska-Rymarkiewicz
Wydawnictwo: STUDIO ASTROPSYCHOLOGII
Ilość stron: 304


Zastanawialiście się czasem, jaki będzie następny dzień? Czy przytrafi wam się coś ekscytującego, zabawnego, czy strasznego, lub wręcz przeciwnie - będziecie usypiać z nudów? Czy dochodziliście do wniosku, że niestety nie na wszystko macie wpływ? A może czuliście, że coś wami kieruje? I wreszcie: nie chcielibyście wiedzieć, co czeka was jutro? Teraz to możliwe! Chcecie się przekonać jak? Uwaga, tadam, tadam... Przed wami, Astrocalendarium 2013!


Ale zacznijmy od najważniejszego: czymże Astocalendarium jest?
Wyjaśnię swoimi słowami: istną przepowiednią. Lub inaczej - zbiorem wiedzy i informacji na temat poszczególnych dni w roku 2013; wkładem pracy p. Konaszewskiej-Rymarkiewicz; naszym osobistym przewodnikiem. Astrocalendarium jest niesamowicie przydatną rzeczą, dzięki której możemy sterować naszym życiem, unikać kłopotów gdy te są nam przewidziane, rozwiązywać napięte sytuacje zawczasu.

Fachowo natomiast, mogę wam udzielić informacji, jakoby Astrocalendarium było przewodnikiem astologicznym, który analizuje układy planet, Słońca i Księżyca. Dzięki niemu łatwiej jest nam się dostosować do oddziaływania ciał niebieskich.

Zapewne też, chcielibyście wiedzieć, jak Astrocalendarium wygląda "od kuchni". Otóż:

  • Wprowadzenie: zapoznanie użytkownika z symbolami jakimi autorka operuje w kalendarzu, omówienie różnych aspektów, całego roku 2013, wykresy
  • Omówienie prognoz dla osób z poszczególnych znaków
  • Kalendarz z omówionymi astrowpływami
Moim zdaniem, już sam schemat przedstawia się bardzo obiecująco. Dlatego właśnie zapragnęłam go mieć.
Ale oprócz tego, niesie bardzo ciekawą wiedzę. Uważam że z chęcią posłuchacie prognoz, na przykład na dzień... 26 lipca:
"Słabe tranzyty sugerują, że lepiej byłoby wstrzymać się od nieprzemyślanych poczynań. Możliwa fałszywa ocena faktów. Starajmy się mitygować nastroje oraz powściągać stymulowane dzisiejszą nadpobudliwością działania."

I jak, podoba się? Mi bardzo! Na zachętę dodam, że obok opisu każdego dnia, znajdziecie inne podstawowe informacje. Dodatkowo jest miejsce na notatki czy przemyślenia, więc z powodzeniem można nim zastąpić zwykły kalendarz. W związku z tym, wydaje się jeszcze praktyczniejszy niż na początku :)
Chciałabym więc wszystkim wam ogromnie go polecić, naprawdę super sprawa. I to nie tylko tym zainteresowanych tą tematyką. To świetny przewodnik dla każdego :) 

10/10

Za możliwość kontrolowania swoich nastrojów, dziękuję serdecznie wydawnictwu STUDIO ASTROPSYCHOLOGII!


środa, 26 września 2012

"Rosyjski Gramatyka", wyd. Edgard



Uczę się języków!



Tytuł: ROSYJSKI Gramatyka
Wydawnictwo: EDGARD
Ilość stron: 230


Zapewne każdy z was, uczył się (a może wciąż się uczy?) języków obcych. Najczęściej jest to angielski, jednakże w dobie dzisiejszej potrzeby komunikacji międzynarodowej, musimy umieć więcej języków. Oczywiście można zakładać że większość mówi już w języku angielskim, ale nie bądźmy aż takimi optymistami! Wyjeżdżając (np.) do Rosji, porozumiewać się będziemy zapewne nie tylko z osobami wykształconymi, ale też tymi mniej. I właśnie w takich sytuacjach potrzebujemy znajomości kolejnego języka. Dlaczego więc nie miał by to być język rosyjski? W końcu Rosja jest niedaleko nas, więc możemy go potrzebować. Zakładając zatem że zgadzacie się ze mną, zachęcam was do dalszej lektury. A o czym rozmawiamy? Ano o Rosyjskiej gramatyce! 


Zgodnie z powyższymi słowami, przedstawiam wam (ta dam, ta dam...) ROSYJSKI GRAMATYKA!
Jak można przeczytać na okładce, jest to ni mniej ni więcej, tylko "Praktyczne repetytorium z ćwiczeniami dla początkujących i zaawansowanych". A ja zgadzam się z tym w stu procentach.
Całe repetytorium, podzielone mamy na działy. Zgodnie ze zdaniem "[...] dla początkujących [...]", zaczynamy od najprostszych tematów, jakimi w tym przypadku są:
* Alfabet - pisownia, wymowa i przykłady
* Rzeczowniki (Pisownia rzeczowników, liczba, rodzaj, itp.)
* Czasowniki
I tak dalej, dalej i dalej :) Dotąd aż wiemy wszystko o gramatyce rosyjskiej. ;)
Jednak sucha teoria nie jest kluczem do sukcesu. Dlatego też mamy tutaj wiele ćwiczeń, które pozwolą uporządkować i usystematyzować zdobytą przez nas wiedzę.

Ogólnie rzecz ujmując, uważam że te repetytorium posiada wszystko, co posiadać powinno :) Myślę że każdy znajdzie coś dla siebie - i początkujący i zaawansowany. Wszystko zostało bardzo czytelnie i zrozumiale wytłumaczone, dlatego też uważam, że nie będzie problemu ze zrozumieniem.

Jak głosi okładka, repetytorium przygotuje nas do różnych egzaminów, może służyć jako powtórka :)
Ciekawą rzeczą są też tablice - koniugacyjne i deklinacyjne :) Myślę że to spore ułatwienie, nie trzeba buszować po internecie czy innych źródłach, ucząc się z tej książki :)

To tyle. Jak widzicie serdecznie polecam wam tą pozycję! :)


Za możliwość nauki języka rosyjskiego, serdecznie dziękuję wydawnictwu EDGARD!