Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2013. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2013. Pokaż wszystkie posty

środa, 8 stycznia 2014

"Wołanie kukułki", Robert Galbraith (J. K. Rowling)



To nie przypadek





Tytuł: Wołanie kukułki
Autor: Robert Galbraith (J.K. Rowling)
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Ilość stron: 450





J.K Rowling już po raz drugi (tym razem pod pseudonimem Roberta Galbraith) wydała książkę, która - o dziwo - jest przeznaczona dla dorosłych. Ale wciąż jeszcze pamiętam moment, gdy skończyłam czytać serię o młodym czarodzieju ratującym społeczeństwo i gdy wydawało mi się, że mój Świat legnie w gruzach jeśli pani Rowling natychmiast czegoś nie napisze. Moje myśli z czasem przestały kręcić się tylko i wyłącznie w okół Harry'ego Pottera. A wtedy wymyślono lek na me złamane serce: został wydany Trafny wybór. Był to kryminał, pierwszy w dorobku autorki, i myślałam że ostatni. Nie zawładnął on mym sercem, ale przecież to wciąż książka J. K. Rowling! Moje serce mogło odpocząć chwilkę, aż tu znowu palpitacje! Rok po wydaniu Trafnego wyboru światło dzienne ujrzała nowa książka autorki, pt. Wołanie kukułki. Chyba nie muszę mówić jakie uczucia znów powróciły...

Supermodelka Luna Landry wypada z okna swojego apartamentu w Londynie. O tym wydarzeniu mówią wszyscy; zdjęcie Luny i jej życiorys jest pokazywany we wszystkich wydaniach wiadomości. Gdy dziennikarze rwą sobie włosy z głowy, starając się znaleźć najbardziej interesujące fakty z jej życia, policja tymczasem prowadzi śledztwo. Po jego zakończeniu jasne jest, że Lula Landry popełniła samobójstwo. Tyle tylko, że jej brat, bogacz Bristow, ani trochę nie wierzy w tą wersję. Jego zdanie jest inne: Lula została zamordowana. Pytanie brzmi: przez kogo?
Z tym pytaniem udaje się do Cormorana Strike'a, detektywa o ciekawej przeszłości, i mniej już ciekawą sytuacją w życiu prywatnym. Do agencji detektywistycznej Strike'a trafiamy, gdy ten przeżywa właśnie rozstanie z Charlotte; rozstanie na poważnie, z dziewczyną z którą był 'kupę czasu'. Ponadto do biura nikt już nie zagląda; nikt nie chce aby to Cormoran zajmował się ich sprawami. Weteran wojenny, który stracił nogę w Afganistanie ma teraz poważne kłopoty finansowe. Wyniósł się z mieszkania Charlotte i teraz sypia w agencji. Tam też podejmuje pracę Robin, inteligentna dziewczyna, która do naszej opowieści wprowadzi mnóstwo pozytywnej energii.

J. K. Rowling - autorka bestsellerowej serii o młodym
czarodzieju Harry'm Potterze, książek
"Trafny wybór" i "Wołanie kukułki". Wielokrotnie
 nagradzana na całym Świecie.
Wołanie kukułki to książka napisana żeby wzbudzać skrajne uczucia. A przynajmniej ja, czytając ją, tak to odczuwałam. J. K. Rowling wykreowała postacie, które są całkowicie różne od siebie, a jednocześnie pasują do siebie. Cormoran to człowiek raczej zrezygnowany(na początku), i o niekoniecznie wielkich pokładach pozytywnej energii. Raczej nie czuję że mogłabym go polubić w życiu realnym. Tymczasem do agencji zgłasza się Robin, która jako pracownik tymczasowy, przez parę pierwszych dni które spędza w pracy, wprowadza dobro, porządek i ład. Porządkując rzeczy, przynosząc herbatniki czy kawę, sprawia że życie detektywa staje się łatwiejsze. Autorka pomiędzy sprawę detektywistyczną, wplata historie z życia Strike'a, Luli, Robin, tworząc tym samym momenty w których akcja spowalnia. Mamy wtedy szansę dowiedzieć się, czemu Robin zawsze marzyła o takiej pracy, lub ile facetów miała matka Strike'a. Zaraz po tych momentach, w powieści pojawiają się kolejne aspekty: nowi podejrzani, nowe osoby do przesłuchania, nowe dowody czy poszlaki. Akcja niestety wlecze się w niektórych momentach, co utrudniało mi jej czytanie, ale nie na tyle, żeby odłożyć lekturę.

Pani Rowling jak zwykle zachwyca bogatym zasobem słownictwa, świetnie skonstruowanymi zdaniami i wypowiedziami. Tworzy dialogi podczas których akcja przelatuje nad przed oczami niczym samolot F16, a 450 stron wcale nie wygląda jak 450, lecz raczej jak 200.
Czas z książką, mimo paru niedociągnięć, nie był czasem straconym. Spędziłam go miło, i chętnie wrócę do lektury książki. Już teraz czekam na kolejne części, bo jeśli ktoś z was nie wie, Wołanie kukułki to dopiero pierwsza część cyklu o detektywie Strike'u :)

Powieść polecam wszystkim miłośnikom kryminałów i zagadek, a także fanom J. K. Rowling! :)

Za możliwość kolejnego spotkania z tą wspaniałą autorką, serdecznie dziękuję Wydawnictwu Dolnośląskiemu(Grupa Wydawnicza Publicat)





poniedziałek, 30 grudnia 2013

'Błękit szafiru', Kerstin Gier



Tajemnice


Tytuł: Błękit szafiru
Autor: Kerstin Gier
Wydawnictwo: Literacki Egmont
Ilość stron: 364


Gwendolyn jest zmęczona ciągłymi podróżami w czasie. Ma też dość użerania się z Charlottą, która znów się puszy. Ta zaś, dostała zadanie, z którego jest nadzwyczaj dumna: musi pomóc Gwendolyn w odnalezieniu się w świecie podróży w czasie. Skoro jedna z nich się cieszy, nie muszę chyba mówić, jaki ta druga, Gwendolyn ma do tego stosunek.
A zadanie jest na wagę złota. Spotkania z hrabią de Saint Germain nie należą do najmilszych, ale mimo to Strażnicy się na nie decydują. Działając z jego polecenia, dwoje aktywnych podróżników w czasie - Gideon i Gwendolyn - mają za zadanie zdobyć krew wszystkich podróżników, tak aby zamknąć krąg. Ale Gwendolyn wie, że pozostało jeszcze dwoje innych podróżników, Lucy i Paul, którzy uciekli w przeszłość znając tajemnicę, i nie chcąc wypełnić misji. Dlaczego? To pytanie nurtuje także główną bohaterkę...

Błękit szafiru to druga część genialnej, bestsellerowej Trylogii Czasu. Napisana przez Kerstin Gier, niemiecką powieściopisarkę, od razu, razem ze swoją poprzedniczką, trafiła na listę bestsellerów, i tam, w całości z częścią następną, utrzymuje się do dziś.

Czytelnika, który Trylogię ma już za sobą, zapewne wcale to nie dziwi. Ale dla tych, którzy mają ją wciąż przed sobą, postaram się ją nieco przybliżyć.
Nasza główna bohaterka, Gwendolyn, wraz ze swoją przyjaciółką, próbują odkryć tajemnicę Strażników, ponieważ ani oni, ani zabójczo przystojny Gideon, partner Gwen w podróżach w czasie, nie ufają jej na tyle, aby ujawnić swój sekret. Dziewczyny ciężko pracują, w czym czasem przeszkadza im kuzynka Gwendolyn, Charlotta. Na szczęście ich trudy nie idą na marne, a one odkrywają coraz więcej tajemnic. Leslie dostaje jeszcze jeden powód do szczęścia: w mieście pojawia się młodszy brat Gideona, Raphael, który lubi dreszczyk emocji, świetnie włada francuskim, i uwielbia ładne dziewczyny. Chyba nie muszę mówić że dziewczyna jest wniebowzięta?

Gdybym miała jednym słowem opisać naszą bohaterkę, z pewnością użyłabym przymiotnika "zakręcona". Tak samo można odnieść się do powieści. Błękit szafiru nie zawiera długich opisów i jest przepełniony dialogami. Nowe pomysły, tajemnice i tajne przejścia, wyrastają przed czytelnikiem jakby z podziemi. Całą trylogię czyta się znakomicie, i przede wszystkim szybko. Myślę że trzy godzinki, na tą średnio-grubą powieść to wystarczający czas. Niespostrzeżenie przeczytacie całą książkę, a wasza wyobraźnia będzie domagała się kolejnej części.

Bardzo mocno wszystkich zachęcam do tej trylogii! :) Cytując, potwierdzam: Trylogia Czasu wsysa! :)

wtorek, 26 listopada 2013

'Czerwień rubinu', Kerstin Gier


Cześć, za czterdzieści lat będziesz moim dziadkiem




Tytuł: Czerwień rubinu(t.1)
Autor: Kerstin Gier
Wydawnictwo: Literacki Egmont
Ilość stron: 343


Gwendolyn i Charlotta to kuzynki mieszkające w jednym domu oraz chodzące do tej samej klasy. Oprócz tych dwóch faktów, wszystko inne je różni. Gwendolyn to dziewczyna zwariowana, wygłupiająca się często ze swoją najlepszą przyjaciółką Leslie, lubiąca obgadywać chłopaków. Charlotta natomiast jest spokojna i opanowana, od dzieciństwa uczęszcza na lekcje fechtunku, tańca, i inne zajęcia przygotowujące do podróży w czasie. W swoim domu Charlotta jest traktowana niemal jak bóstwo, a wszystko dzięki genowi podróży który posiada. Ale życie tych dziewczyn przewraca się do góry nogami, gdy okazuje się że to Gwendolyn ma gen podróży w czasie, a Charlotta z dnia na dzień staje się mało ważną osobą.

Czytanie Czerwieni rubinu rozpoczęłam na niezwykle nudnej lekcji chemii. Od razu stała się ciekawsza, gdy wyciagnęłam książkę i zanurzyłam się w lekturze.
Na początku, tuż za epilogiem, zostajemy wprowadzeni przez autorkę w życie Gwendolyn. To taka zwykła licealistka, zakręcona i pozytywnie nastawiona do świata. Natomiast Charlotta to jej zupełne przeciwieństwo, aczkolwiek i jej postać jest niezwykle barwna. Jest zdyscyplinowana, pilna i systematyczna. Wydaje się być 'ponad' innymi znajomymi. Opisany został również tajemniczy, ogromny, i jak dla mnie totalnie fascynujący, rodzinny dom Gwendolyn i Charlotty. Sala balowa i antresola, niezliczona ilość pokoi rozmieszczona na trzech piętrach, kuchnie, jadalnia, łazienki, tajemne przejście, skrzypiące schody, z klasą urządzone gabinety, biblioteka. Mieszka tam ich babka - lady Arista, cioteczna babka Maddy(siostra nieżyjącego już dziadka - lorda Montrose), mama Charlotty i ona sama, mama Gwendolyn, ona sama, a także jej rodzeństwo - siostra i brat. Nie należy również zapominać o panu Bernhardzie, który według mnie jest lokajem państwa Montrose. W rzeczywistości, niegdyś przysiągł lordowi że po jego śmierci zaopiekuje się jego rodziną, i tak dotrzymuje słowa. Jest on niezwykle ciekawą postacią, i chyba jedną z moich ulubionych. To całe wprowadzenie, miało na celu skuszenie i zaciekawienie czytelnika, i moim zdaniem, ten zabieg można zaliczyć do udanych.

Ale czymże byłyby książki, gdyby nie spotykane w nich ciągle utarte już schematy? W tej kwestii ta powieść nie różni się niczym od innych. Była Gwendolyn, była Charotta, więc brakuje nam tylko... Gideona! Tak, to on jest trzecim i ostatnim ogniwem trójkątu miłosnego. Gideon to bezczelny, arogancki, choć bosko przystojny młodzian, jak mówi okładka. Ponadto jest on podróżnikiem i partnerem Gwendolyn do podróży w czasie. Tyle tylko, że to z Charlottą zna się od kilku(nastu) lat, z nią pobierał najróżniejsze lekcje, z nią spędził większość popołudni w swoim życiu. Tym, co działa na niekorzyść Gwendolyn, jest również inteligencja i wiedza Charlotty, którą Gideon bardzo ceni - zapewne przyzwyczaił się do rozmów na poziomie. A Gwendolyn w porównaniu z nią to tylko głupia dziewczyna, która nie uważała na lekcjach historii, i teraz niestety nie wie czy coś się jej stanie jeśli wyląduje w 1664 roku, ani kto rządził Francją w XVIII wieku. Wrzucona na głęboką wodę, boryka się z wieloma problemami, a ludzie wokół niej wcale jej tego nie ułatwiają.

Czerwień rubinu według opinii miała być wspaniałą, fascynującą i porywającą powieścią. Ku mojej uldze naprawdę tak jest. Czytanie jej sprawiło mi wiele przyjemności, a to zasługa samej autorki. Niezwykle przystępny jest jej styl pisania. Czytając, oczy 'prześlizgują' się po tekście, nie sprawiając żadnych trudności. Atutem było również rozmieszczenie, jak i samo istnienie zwrotów akcji. SPOILER [W jednej chwili Gwendolyn przeklina w myślach Gideona, po to tylko by w następnej pozwolić mu rzucić się na sofę, cały czas się obściskując.] Tak, więc jak już nadmieniłam, zwrotów akcji nie brakowało.
Powieść Kerstin Gier zawładnęła sercami milionów czytelników na całym świecie, nie wykluczając mojego. Mały minus za pójście po linii najmniejszego oporu w kwestii wątku miłosnego; ale to nadal nie zmienia moich uczuć :-) Po kolejną część sięgnęłam od razu, dlatego spodziewajcie się niebawem kolejnych recenzji.

9/10

niedziela, 17 listopada 2013

"Zbuntowany książę", Celine Kiernan



Totalne zaskoczenie!




Tytuł: Zbuntowany książę (t.3)
Autor: Celine Kiernan
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie(Grupa Wydawnicza Publicat)
Ilość stron: 421

Wojna wisi w powietrzu. Król, który zwrócił przeciwko sobie swoich potomków, a za równo dziedziców tronu, nie znajduje się w najlepszym położeniu. Podczas gdy Alberon, prawowity dziedzic tronu, gromadzi swoją armię, Razi, drugi syn królewski pokłada wiarę we własnej osobie oraz sile dyplomacji - zmierza ku obozowi brata aby pogodzić go z ojcem. Jednak nie wszystko jest takie łatwe. Podczas poszukiwań Alberona, Wynter napotyka Raziego oraz Christophera, którzy powinni być w zupełnie innej części kraju! W dodatku usłaną niedogodnościami podróż tych młodych ludzi, umilają wilkołaki, czyli odwieczni wrogowie spokoju...

Kto lubi zakończenia? Mało rąk w górze. Ale i tak czytamy ostatnie części, i tak oglądamy zakończenia. Dzieje się tak dlatego, że w poprzednich częściach autorzy budują napięcie, tworzą fabułę, czytelnicy są ciekawi, ale niestety, nic nie trwa wiecznie. W końcu przychodzi ten moment, kiedy musimy się pożegnać, zapamiętać lepiej lub gorzej daną historię, i czasem odświeżać, w zależności od upodobań. No właśnie, a jak to będzie z trylogią pani Celine Kiernan? No cóż, zobaczmy...

Trylogię Moorehawkę będę wspominać niezwykle ciepło. Pokazała mi ona kolejne oblicze, kolejny sposób przedstawienia książki, fabuły i bohaterów. Przedstawiła mi nowe schematy, które na pewno będę dostrzegać w innych książkach, a także pokazała już mi znane. Ale przede wszystkim, dała mi wiele radości z jej czytania! Tak, czas spędzony na czytaniu tej trylogii upłynął mi naprawdę miło. Kojarzy mi się ona z brzydką pogodą za oknem, oraz ciepłą herbatą, kocem, i historią, dzięki której mogę oderwać się od codzienności...

Moja codzienność to jedno, a życie bohaterów to zupełnie osobna sprawa. Jak ono wygląda? No cóż, mimo że nasi bohaterowie są naprawdę młodzi, to nie brakuje im trosk. Kolejne sprawy które się piętrzą, które nie wiadomo kiedy znajdą rozwiązanie stają się coraz większym problemem. Ale będąc szczerym, jest jeden główny problem naszych bohaterów: niewiedza. No bo wyobraźmy sobie sytuację, w której to od nas zależy przyszłość całego królestwa, lecz jednocześnie niewiele możemy zrobić. Wynter, Razi i Christopher nie wiedzą gdzie znajduje się Alberon, a on może być wszędzie. Jednak muszą znaleźć go za wszelką cenę. Ale to nie jest takie proste, gdy jedno z nich to syn królewski który powszechnie uznawany jest za zmarłego. Ponadto, kolejne z nich to znana dama dworska, Lady Protektor Obrończyni Tronu, a całą zgraję zamyka podejrzany człowiek w merrońskich bransoletach z bliznami na dłoniach... Jednak owa zgraja się nie poddaje, a my mamy z tego całkiem ciekawą fabułę i wiele perypetii. ;)

Przyznaję że trzecia, a zarazem ostatnia część jest ogromnym zaskoczeniem. Styl autorki uległ lekkiej zmianie, dzięki czemu powstał troszkę tajemniczy, troszkę nieznany i niezbadany klimat. W związku z tym, Zbuntowany książę jest pełen nowości. Między innymi, poznajemy masę nowych ludzi, którzy odegrają ważną rolę w życiu bohaterów. Jest to chociażby Lady Maria, czy Oliver, a nawet sam Alberon, który wreszcie został przedstawiony i poddany opinii czytelników! Ponadto nadal po książce przemieszczamy się razem ze wspaniałą grupą Merronów, dzielnych wojowników i ich żon, którzy mają wyłączną licencję na hodowlę wilczarzy, ogromnych psów. Oczywiście nasi  główni bohaterowie jak zwykle zaskakują, co jest bardzo urokliwe!
Jednym z ulubionych aspektów jest wielowątkowość tej powieści. Uczucia przeplatają się z ciągłą walką o przetrwanie, która zaś przeplata się z motywem podróży, który z kolei miesza się z walką o władzę, której przeszkadza różnica pokoleń... To taki strasznie miły zabieg, dzięki któremu każdy może się odnaleźć w tej książce, jak i w całej serii. Który sprawia że chce mi się ją czytać kolejny i kolejny raz, bo spotkało mnie w niej tyle ciekawych i pouczających rzeczy...

Ale jak już nadmieniłam, Zbuntowany książę jest niestety zakończeniem. Chociaż po przeczytaniu wcale nie żałuję że tak to się skończyło, bo było to przynajmniej zakończenie w dobrym stylu i guście. Na koniec spotyka nas "5 lat później", czyli historia tych samych bohaterów po paru latach. Przedstawiona w skrócie i jakby po macoszemu, ale w końcu to nie ich historia po pięciu latach jest ważna. Jednak cieszę się że autorka nie zostawiła naszych domysłów samym sobie, a postarała się, abyśmy byli w pełni usatysfakcjonowani :)

Ostatnią część, a także całą trylogię polecam wszystkim lubiącym uciec od rzeczywistości, i spędzić miło czas :)

Za możliwość ponownego spotkania z bohaterami trylogii Moorehawke, serdecznie dziękuję wydawnictwu GRUPIE WYDAWNICZEJ PUBLICAT


niedziela, 20 października 2013

"Królestwo cieni", Celine Kiernan



W podróż




Tytuł: Królestwo cieni (t.2)
Autor: Celine Kiernan
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie(Grupa Wydawnicza Publicat)
Ilość stron: 512



Świat się zmienia. I ludzie się zmieniają. Wynter Moorehawke, która w poprzedniej części była zaskoczona zmianami jakie zaszły podczas jej nieobecności na dworze, tym razem również jest zaskoczona, ale powody są już inne. W Królestwie cieni Wynter decyduje się na niebezpieczną podróż do miejsc których nie zna, bez obecności najbliższych, a za to z potrzebą ukrywania się. Jakich i czyich wrogów spotka Lady Obrończyni? Czy na jej drodze staną również przyjaciele? Kto nadciąga wraz z coraz zimniejszymi wiatrami i złymi zamiarami? Tego wszystkiego dowiecie się łatwo. Warunek? Pozwólcie na spotkanie z tajemniczą Izoldą 'Wynter' Moorehawke, Lady Protektor, Obrończynią Tronu...


Z twórczością pani Celine Kiernan spotkałam się po raz drugi w swoim życiu, i już wiem że nie ostatni. Pierwszy raz, to pierwsza część tej fantastycznej powieści, drugi to częśc druga, więc chyba nietrudno się domyślić jak będzie wyglądało nasze trzecie spotkanie. Tak ja za pierwszym razem, tak i teraz będę utrzymywać, że to, co dzieje się w książce jest nie tylko fantastyczne pod względem gatunku, ale także ale też oceniając twórczość pani Kiernan.

Jak wspomniałam przy recenzji tamtej książki, ciągle jest obecne uczucie niewiedzy. W tamtej części dotyczyło to tego, iż ni z tego ni z owego wrzucono nas na głęboką wodę i weź człowieku sam się domyśl. Teraz mamy lekki niedobór wiedzy, jeśli chodzi o pewne rytuały odbywające się w książce czy obrzędy. Nie pozostaje mi nic innego niż poczekać na wyjaśnienie się tych wszystkich tajemnic w trzeciej części. 

Królestwo cieni to druga część trylogii, a więc i kolejne spotkanie z bohaterami. Nasza główna bohaterka, o której od początku autorka mówiła jako o silnej dziewczynie, wreszcie pokazała czy naprawdę taka jest. Ze swojej strony dodam że egzamin zdała.
Razi, syn królewski, nadal jest przystępnym, ale trochę denerwującym swą nadopiekuńczością, zwykłym chłopcem. Ale trzeba pamiętać, że w sytuacjach wykwintnych i dworskich, zawsze zachowa się odpowiednio.Nie możemy jednak zapominać o Christopherze! To prawdziwy skarb tej powieści. Najbardziej tajemniczy z nich wszystkich a zarazem otwarty. Gorący ale zimny. To tak jakbym opisywała dziwną mieszankę ognia i lodu, które po prostu ze sobą współistnieją. Czasem tylko się zdarzy, że któreś z nich wygra pojedynczą bitwę - ale trzeba pamiętać że jedna bitwa wojny nie wygrywa.

Oczywiście recenzując tą powieść, nie mogłabym nie wspomnieć o tym że autorka postanowiła w tej części trochę nas rozruszać. Co mam na myśli? Na przykład: ilość zwrotów akcji x2, przyspieszone bicie serca x4, momenty z wątków miłosnych x2... Jednym zdaniem? Pani Kiernan się postarała!

Nie przedłużając: polecam tak gorąco, że aż mnie parzy! :-)
Za możliwość kolejnego spotkania z Lady Obrończynią Tronu, serdecznie dziękuję GRUPIE WYDAWNICZEJ PUBLICAT!
8/10

Przepraszam was za długą nieobecność, ale najwyraźniej blogger nie chciał ze mną współpracoeać. :(

poniedziałek, 23 września 2013

Stosikowo

Hej!

Dziś szybko i krótko: to co przeczytałam, czytam i zamierzam czytać w najbliższych dniach i tygodniach:
1. Zatruty tron,Celine Kiernan - od wyd. Dolnośląskiego (gr. Publicat)
2. Kapłanka w bieli, Trudi Canavan - z biblioteki, ciekawe czy będzie tak świetna jak trylogia Czarnego Maga :-)
3. Wielki mistrz, jw - z biblioteki, przeczytane, ukochane! :-)
4. Pan Tadeusz, Adam Mickiewicz - lektura...
A wy co czytacie? I jak z czasem? Ja nie mam go prawie wgl na czytanie, wykorzystuję każdą wolną chwilę :-) Całusy!

niedziela, 15 września 2013

"Kroniki Ellie. Przyciągając burzę.", John Marsden





Nadal walka




Tytuł: Kroniki Ellie 3. Przyciągając burzę
Autor: John Marsden
Ilość stron: 344
Wydawnictwo: Znak Literanova


Wojna już dawno się skończyła, ale walka nadal trwa. Ellie Linton i inni mieszkańcy zajmujący tereny blisko granicy nadal nie mogą czuć się bezpiecznie. Dlatego powstało <i>Wyzwolenie</i>, czyli tajna, nielegalna organizacja która działa na rzecz ludzi takich jak Ellie.
Mimo że Ellie stara trzymać się równie daleko od problemów, jak i walki -  raczej jej się to nie udaje. W jakie kłopoty tym razem wpadła Ellie? Przekonajcie się.

Zakończenia są trudne. Wcale nie są oczekiwane, a wręcz przeciwnie - nikt ich nie chce. Ale niestety spotykamy się z nimi po każdej książce, po każdej trylogii czy serii. A ja znowu spotykam się z zakończeniem, tyle że tym razem wiedziałam że ono musi nastąpić, bo siedem części i dodatkowa trylogia to naprawdę dużo. Zawsze mam problem z takimi seriami, bo naprawdę można się do nich przywiązać. A ocena też nie zawsze jest obiektywna. No bo to w końcu dziesięć książek! :)

Mając świadomość że to już naprawdę koniec, z dramatycznym więc brakiem pośpiechu, oszczędzałam każdą kartkę, każdą stronę, każde zdanie i słowo. Ale na nic mi to było. Po chwili, gdy dotarłam do momentu w którym rozwinęła się akcja... Trzy godziny później: jak to, już koniec?
Tak to już bywa, gdy spodoba nam się jakaś historia, gdy przypadnie nam do gustu styl autora, gdy odnajdziemy w książce samego siebie.  Zastanawiałam się, co mnie tak przyciąga do całej tej serii, i chyba już wiem. To wrażenie, że to wszystko dzieje się tak na prawdę, że to co zostało opowiedziane, kiedyś faktycznie się wydarzyło. I niech sobie będzie ukochana Rowling z wyobraźnią tak wielką że wymyśliła tak magiczny świat, ale niech trwa też Marsden, którego wyobraźnia była tak mocno rozwinięta, że utworzył świat tak realny.

Głupio pisać mi kolejny raz o tym samym: o dużej ilości przemyśleń, które wcale nie są nudne. O tych wszystkich akcjach, kiedy serce tak strasznie mocno mi było, bo zastanawiałam się kto umrze tym razem, i o tych wszystkich miłych i śmiesznych momentach. Ale muszę, i będę, bo wszystkich którzy jeszcze nie przeczytali serii gorąco chcę do tego zachęcić :)
Przymierzając się do czytania zastanawiałam się czy autorowi nie skończyły się już pomysły, ale jak się okazało, nie :> Nadal było bardzo ciekawie, i przyjemnie, czyli zupełnie tak jak sobie to wyobrażałam. A zakończenie? No cóż, pozostawiło nieco pytań, chociaż nie za wiele, i to w dodatku przyjemnych. Nie było niedomówień, i innych ekstra zakończeń których autorzy nie wiadomo czemu lubią czasem użyć :)

Nie będę przedłużać: polecam, polecam, polecam! :)

10/10

czwartek, 29 sierpnia 2013

"Tydzień w zimie", Marcia Willett




Dom jak marzenie



Tytuł: Tydzień w zimie
Autor: Marcia Willett
Wydawnictwo: Replika
Ilość stron: 464

Gdy Hector umiera, Maudie w końcu uprzytamnia sobie, że nie ma innego wyjścia jak tylko sprzedać Moorgate. Selina, która za wszelką cenę stara się odwieść swoją macochę od tego pomysłu, z zaciekłością przekonuje wszystkich w rodzinie że to zła decyzja. Tymczasem śmiertelnie chora Melissa trafia na ofertę domu. Zaintrygowana tą wiejską posiadłością postanawia udać się na wrzosowiska i przekonać się jak pięknie może być zimą w Kornwalii.
Tydzień w zimie to książka której nigdy nie miałam zamiaru przeczytać. Powieść z poza granicy moich zainteresowań, całkowicie mi obca. Jednak zdarzają mi się takie wizyty w bibliotece, podczas których wypożyczam książki przypadkowe. Zwykle dzieje się to gdy trafi się jakaś niekompetentna pracownica która nie ma zielonego pojęcia gdziemogę znaleźć to, czego szukam. Tydzień w zimie stał się więc w mych oczach książką przypadku, po której nie spodziewam się zbyt wiele gdyż po prostu nie wiem nic na jej temat.

Jednak po przeczytaniu książki dowiedziałam się, iż Marcia Willett jest znaną i cenioną pisarką, a na wyżej wymienioną książkę czekały setki polskich czytelników. Dla zainteresowanych dodam tylko, iż jest już w Polsce jej kolejna książka.
Marcia Willett zyskała w moich oczach bardzo wiele. A to za sprawą jej prostego, ale barwnego języka, którym raczy nas przez całą książkę. Wdzięczna jestem jej również za fabułę jaką usnuła, a następnie przelała ją na papier. Czytając Tydzień w zimie spotykamy się ze sporą liczbą bohaterów a Willett wykreowała tyle charakterów, ile tylko zdołała. Mamy tutaj Maudie, która lubi postawić na swoim, oraz Selinę która bez względu na to co mówi lub robi Maudie, i tak jest przekonana że robi to źle, a w dodatku tak, żeby jej dopiec. Mamy więc też córkę Seliny czyli przybraną wnuczkę Maudie, która zdecydowanie woli tą drugą. W tą całą historię wplata się druga - o śmiertelnie chorej Melissie, i jej krótkiej, ale intensywnej miłości.

Do momentu przeczytania tej książki nie myślałam że tego typu książki mogą być tak fascynujące oraz tak ciekawe. Tak pełne życia, nadziei i uczuć. O tej książce mam ochotę rozprawiać w samych superlatywach, bo jest tego warta. Jednak niektórych muszę ostrzec. Nie jest to powieść typu szybkiej akcji i nagłych jej zwrotów. Czytając książkę, każda decyzja w niej dojrzewa, a my mamy możliwość oglądania tego spektaklu.

Mam nadzieję że zachęciłam was do tej powieści, i mimo zimy w tytule nie zawachacie się po nią sięgnąć. Zachęcam wszystkich do jej lektury. :-)

wtorek, 13 sierpnia 2013

"Ptaszydło", Max Bentow





Ptaszydło



Tytuł: Ptaszydło
Autor: Max Bentow
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Ilość stron: 280


Berlin. Niemiecki komisarz Nils Trojan prowadzi sprawę która dotyczy makabrycznych mordów. Gdy zostaje wezwany do Kreuzberga - dzielnicy w której doszło do mordu, zastaje straszny widok. Ofiara ma wydłubane oczy, jej głowa jest ogolona, a obok jej ciała pozostawiono martwego ptaka. Komisarz bliski załamania nerwowego coraz słabiej wierzy w swoje umiejętności śledcze gdy pojawiają się kolejne ofiary. Czy Trojanowi uda się złapać zabójcę? Jakie straty poniesie?

Max Bentow urodził się w 1966 roku w Berlinie i tam został. Skończywszy studia aktorskie występował na deskach teatru. Pisał scenariusze, a za pracę dramaturga został nagrodzony wiele razy. Ptaszydło to jego debiut, a zarazem pierwsza powieść z cyklu o berlińskim komisarzu Nilsie Trojanie.

Kryminałów nie czytałam praktycznie w ogóle. Nie był to mój ulubiony gatunek, a ponadto nie znałam żadnych ciekawych tytułów. Ale natknęłam się na powieść która wydawała się być całkiem ciekawa. A jaka to powieść? To Ptaszydło oczywiście.
Już na samym wstępie muszę przyznać, że po przeczytaniu tej książki stałam się jej fanką. Powieść niezwykle mi się spodobała, i z niecierpliwością oczekuję kolejnych części serii. Wiadomym jest, że czytelnik który ma za sobą wiele kryminałów inaczej spojrzy na tę powieść, bo będzie miał porównanie. Ja natomiast takiego porównania nie mam, ale mam za to 'świeżość' spojrzenia, z zupełnie innej perspektywy. Wierzę również że i starym wyjadaczom Ptaszydło by się spodobało, i wielu w tej książce by się odnalazło.

Ptaszydło ma wszystko, czego potrzeba aby czytanie było miłe i sprawiało frajdę: wartką akcję, barwne postaci i bogatą fabułę. Autor się postarał, i muszę przyznać że jego język był przystępny, a co więcej - łatwy w odbiorze. Ale przede wszystkim ta książka szokuje, tak jak kryminał szokować powinien. I chyba taki był zamysł autora, bo wyszło mu to świetnie. Podczas czytania spotykamy się z wykończonym komisarzem a także z psychopatycznym zabójcą, poznając jego myśli i motywy.
Jeśli zagłębicie się w książce, możecie spotkać się ze scenami dość mocnymi - według mnie to takie w których już nie mogę z obrzydzenia i odkładam książkę. Na szczęście takich momentów nie było wiele, a w dodatku jestem pewna że starzy wyjadacze, którzy mają mocniejsze nerwy nawet się nie wzruszą.

Podsumowując: nigdy nie nazwę czasu spędzonego nad Ptaszydłem czasem straconym. Było to miłe spotkanie, i tak jak napisałam wyżej - niecierpliwie oczekuję kolejnych spotkań z berlińskim komisarzem Nilsem Trojanem. Wam również serdecznie polecam tą książkę! :)

PS. Jakie kryminały polecacie? :>

Za możliwość przeniesienia się do Berlina i prowadzenia śledztwa razem z Wydziałem Zabójstw, serdecznie dziękuję GRUPIE WYDAWNICZEJ PUBLICAT :)


poniedziałek, 29 lipca 2013

"Wybór", Nicholas Sparks



Obiecaj mi




Tytuł: Wybór
Autor: Nicholas Sparks
Wydawnictwo: Albatros
Ilość stron: 336


Travis Parker to młody mężczyzna który posiada szczęście i spokój ducha. Ma pracę którą bardzo lubi, wielu przyjaciół z którymi chętnie spędza czas, mieszka we własnym domu, dobrze dogaduje się ze swoimi rodzicami i siostrą. A jednak - żony jego najlepszych kumpli pytają wciąż co zaszło pomiędzy nim a jego od niedawna byłą dziewczyną, a on nadal nie umie odpowiedzieć na te kłopotliwe pytania. Jednocześnie w domu obok, Gabby, młoda i piękna kobieta usilnie próbuje zrozumieć, czemu u licha jej chłopak Kevin po tylu latach bycia ze sobą na pytania o to jak wyobraża sobie ich rodzinne życie udaje głuchego oraz milczy jak zaklęty. Sfrustrowana kobieta wpada do swego sąsiada Travisa aby uprzytomnić mu że posiadanie psa to nie tylko przyjemność ale również obowiązek - psa trzeba pilnować aby nie zbliżył się do suczki i nie był sprawcą narodzin młodych szczeniąt. Mimo że Travis gotowy na nową znajomość z pokręconą sąsiadką, to ona nie ma na to w ogóle ochoty. Co z tego wyniknie? Przekonajcie się! :)

Bez bicia przyznaję że jest to moje pierwsze spotkanie z panem Sparksem. Wiem, wszyscy go chwalicie, ale to może właśnie dlatego do tej pory nie miałam z nim styczności. Oczywiście jednak zostałam tak bardzo zauroczona jego stylem pisania oraz typem historii jakie opowiada, że inne jego książki są już u mnie na półce. Jak wspomniałam wyżej, Sparks świetnie pisze. Czytając Wybór czułam się jakbym siedziała z przyjacielem który opowiada mi tą historię, a nie czytała książkę. Nie wiem jak jest z innymi jego książkami, ale tą wywarła na mnie spore wrażenie, gdyż w ogóle nie czułam że było coś w niej naciągane.

Historia o sąsiadach których połączyła miłość, jest bardzo prostym schematem, ale zarazem wcale nie takim oklepanym. Choć mogłoby się wydawać, że mamy do czynienia z jedną kobietą i dwoma mężczyznami, to mogę przysiąc iż nie jest to tak dobrze nam znany schemat, dziewczyny borykającej się z problemem, którego faceta wybrać.
Co ważne, mimo iż jak już wspomniałam historia jest banalna, to tylko na początku. Niektóre momenty - te początkowe - poznajemy jakbyśmy byli ich świadkami. Natomiast środek powieści, który jest swoistym wprowadzeniem do części drugiej, poznajemy w skrócie, aczkolwiek nie pomijając ważnych momentów. I wreszcie dochodzimy do tytułowego 'wyboru'. I nie jest to oczywiście wybór pomiędzy mężczyznami, bo Gabby już dawno go dokonała, na samym początku.

Czytając książkę, sama zastanawiałam się, co bym zrobiła. Czy spełniłabym wolę mojej drugiej połówki, jej ostatnie życzenie, mimo iż uważałabym że jest to zła decyzja, zła prośba? Ludzie często wyrażają swoją wolę w tym momencie życia, w którym nic im nie dolega. A gdy zdarzy się tragedia, gdy druga połówka nie może teraz o sobie zadecydować, i my musimy podjąć decyzję, czy powtórzymy wolę tej osoby? Czy zadziałamy wbrew jej życzeniom?

Takie właśnie myśli pozostawiła w mojej głowie ta lektura. Z tego co opowiadała mi moja babcia, która również aktualnie znajduje się pod urokiem pióra i warsztatu pana Sparksa, jego kolejne książki są równie mocno oddziałujące na czytelnika oraz równie "życiowe".
Zachęcam do lektury wszystkich którzy mają ochotę w te upalne dni odetchnąć nieco od codziennych trosk, i zanurzyć się w tej wzruszającej powieści! :)

7/10

czwartek, 25 lipca 2013

"Shirley", Charlotte Brontë





Ach, ci dżentelmeni! 






Tytuł: Shirley
Autor: Charlotte Brontë
Wydawnictwo: MG
Ilość stron: 640


Chyba każdy z was kojarzy siostry Brontë, lub przynajmniej jedną z nich. Charlotte Brontë, o której dziś mowa, sercami polskich czytelników zawładnęła powieścią Dziwne losy Jane Eyre, natomiast Shirley była dotąd niewydawaną w Polsce jej powieścią.

Na tle wojen napoleońskich, codziennej walki klas i płci, a także wyznań, Charlotte Brontë ukazuje nam życie kilkunastu osób, które mniej lub więcej wplatają się w życie tytułowej Shirley. Jest to między innymi Robert Moore, młody i przystojny mężczyzna, dżentelmen, a także przedsiębiorca, który - sprowadzając nowe maszyny do swej fabryki, tym samym przyczyniając się do zwolnienia wielu pracowników - naraża swe życie na niebezpieczeństwo. Aby pozbyć się swoich długów, pragnie poślubić Shirley Keeldar, dumną dziedziczkę, która niedawno przybyła do swego rodzinnego dworu. Jednocześnie, jego serce wierne jest innej damie. Sama Shirley również zakochana jest w kim innym, co komplikuje sprawy jej zamążpójścia.


Na samym już wstępie przyznam, że choć ta zdecydowanie niebanalna powieść swój tytuł zawdzięcza imieniu bohaterki, oraz że mogłoby się wydawać iż będzie to bohaterka główna, najważniejsza, to bynajmniej nie w moim przekonaniu. Otóż wyznam wam, że na pojawienie się Shirley w tej powieści czekałam tak długo, że aż zastanawiałam się: jeśli na pojawienie się głównej bohaterki tyle czekam, to jak długo będę musiała czekać na wyjaśnienie innych, pobocznych i nie tak ważnych, aczkolwiek równie ciekawych wątków? Jednak ku mojej uldze w końcu ziściło się moje 'pragnienie', i Shirley została przedstawiona czytelnikowi.

Na przeczytanie Shirley nie mogłam się zdecydować. W gimnazjum jeszcze, zaczęłam czytać Dziwne losy Jane Eyre, które tak bardzo mnie znudziły, że żałowałam iż kiedykolwiek sięgnęłam po tą powieść. Obecnie żałuję natomiast swoich głupich opinii na temat tamtej książki - po prostu nie powinno się sięgać po książki do których się nie dorosło. Ale tak oto, będąc ostatnimi czasy w bibliotece Shirley wpadła mi w ręce, i tego nie żałuję.

Oczywiście, co mam nadzieję wywnioskowaliście już wcześniej - książka wielce przypadła mi do gustu :) I to nie tylko dlatego że autorka tkliwie rozczulała się i opisywała charaktery bohaterów (ich analiza jest moim ulubionym zajęciem podczas czytania książek), ale także dlatego, iż mimo ta książka napisana została w XIX wieku, to wcale mnie nie znudziła - a to już nie lada wyczyn. Nie spotkałam się z żadnymi nudnymi opisami, a dialogi - wcale nie sporadyczne - były bardzo dynamiczne, przez co znakomicie mi się czytało.
Bohaterowie książki - a było ich wielu - byli niezwykle barwni. Począwszy od zarozumiałych wikarych, przed srogie żony zamożnych dżentelmenów, tkliwe, starsze panie uwielbiające swoich proboszczów, aż do Caroline Helstone, Roberta i Louisa Moore'ów oraz Shirley Keeldar.
Caroline Helstone to stryjenka proboszcza parafii Briarfield. Wychowana tylko przez niego i służące, pozbawiona ojcowskiej ręki i matczynych gestów, wyrosła na piękną i młodą damę, aczkolwiek skromną i ułożoną. Druga dama zaś - panna Shirley Keeldar - to kapryśna, aczkolwiek zabawna, elokwentna i wykształcona osoba, która potrafi zjednać sobie wszystkich, którzy zaskarbią sobie u niej przyjaźń. Louis Moore jest bratem Roberta, z którym rozstał się aby przyjąć posadę guwernera, aczkolwiek w książce znajdziemy jego spotkanie z rodziną - wątek niezwykle ciekawy, i rozbudowany, a w dodatku nie bez konsekwencji. Robert Moore jest największą zagadką tej książki! To typ postaci który uwielbiam! Nieco tajemniczy, skryty, i na pozór samolubny - a tak na prawdę potrzebujący przyjaciół i rodziny.
Przez całą powieść przyglądałam się jego charakterowi, i muszę powiedzieć że było czemu! :)

Całą powieść mogę ocenić tylko w jeden sposób: zachwycająca! Ogromnie zachęcam do przeczytania wszystkich którzy nie w każdej sytuacji oczekują happy endu, aczkolwiek lgną do niego,a także tych, którym bardziej się podoba jeśli bohaterowie mają trochę... pod górkę :)

10/10! 

czwartek, 2 maja 2013

"Dziecko księżyca", J.R. Rain




Wybiorę lepszą opcję





Tytuł: Dziecko księżyca, (t.4) 
Autor: J. R. Rain
Wydawnictwo: G+J
Ilość stron: 259



Samantha Moon to matka, była żona, pani detektyw, oraz wampir. Musi odwozić dzieci do szkoły, śledzić różne osobowości, a także dobrze się przypudrowywać - tak, aby widoczna była na monitoringach. A jest to naprawdę trudne, gdy nie może zobaczyć się w lusterku. Ale ostatnio ma poważniejsze problemy niż mocny makijaż - stanie przed wyborem dotyczącym życia jej dziecka. Jaką decyzję podejmie Luna, i jakie konsekwencje z tego wynikną, możecie się dowiedzieć z lektury, do której serdecznie zapraszam.


To już nasze czwarte spotkanie z Luną. W poprzednich częściach mieliśmy możliwość podglądania jej życia, i bynajmniej nie było ono ani trochę mniej skomplikowane. Wręcz przeciwnie, Luna, która rozstaje się ze swoim mężem, dzielnie walczy o dzieci, ma niezwykle wiele problemów. Chodź może powinnam napisać, że raczej te problemy są zwykłe. Ale czy nie takie są najtrudniejsze? Jako wampir, wiele problemów może załatwiać szybciej i skuteczniej - ale wciąż jest kobietą i matką. Przez to swoje problemy musi załatwiać w najprostszy, i dobrze znany nam sposób: ludzki. Wydawać by się mogło że to coś naturalnego, jednak nie dla niej. Bo Luna jest wampirem.
W tej części naszej niezwykłej serii, Luna boryka się z problemem, który przerósł chyba nawet ją. Jej dziecko, jej ukochany synek - umiera. Luna jako istota paranormalna widzi jego duszę, która jest coraz słabsza, a niedługo nastąpi jej koniec. Jej synka spowijają cienie, coraz szczelniej oplatając jego małe ciało. Jednakże nasza matka dowiaduje się że istnieje pewien sposób na uratowanie jej synka. Ale jeśli się nie uda? Jeśli nie będzie powrotu? Co jeśli plan legnie w gruzach, a ona przez całe swoje życie będzie cierpieć? Co jeśli jej syn ją przeklnie? - właśnie z takimi pytaniami boryka się nasza bohaterka. W walce na śmierć i życie, o śmierć lub życie, wampir, detektyw oraz matka w jednej osobie stara się nie być bezsilną. Bo jak można nie walczyć o własne dzieci?

Oprócz stale widocznego motywu codziennej troski o swoje dziecko, w książce nie mogło zabraknąć również wątku miłosnego, chociaż przyznaję - jest naprawdę ubogi. Dla głównej bohaterki jest to pewna odskocznia od tego co się aktualnie dzieje w jej życiu. Oczywiście jednak trochę nadziei na jakiekolwiek uczucia możemy mieć dopiero pod koniec książki - gdy pewne sprawy się wyjaśniają, a Samantha może odetchnąć. I to jest fajne - dla nas małe pocieszenie.

Po raz kolejny spotykamy się z Luną, i po raz kolejny jest to udane spotkanie. Pani Rain ma niezwykle lekkie pióro, czego skutkiem jest przyjemna lektura. Wspominałam już wcześniej, przy poprzednich recenzjach, że język którym posługuje się autorka nie jest ubogi, lecz przystępny, łatwy i prosty. Zdecydowanie mogę powiedzieć, że przyjemnością jest czytanie jej powieści. Robi się to szybko i łatwo, a to za sprawą nie tylko jej stylu, ale także środków jakie zastosowała, aby umilić nam czas. Mam na myśli między innymi dużą ilość zwrotów akcji, niezbyt długie opisy i przemyślane dialogi.

Książki pani Rain są specyficzne - w każdej książce Lunę spotyka nowy 'problem', ale w tej samej części go rozwiązuje. Dlatego tak miło się ją czyta - to co zaczęte, jest i skończone. Jedynym wyjątkiem jest wątek miłosny, który ciągnie się za nami od początku powieści, aż do teraz, do czwartej części, i jestem pewna że jeszcze przez piątą również.

Muszę przyznać że czas spędzony z Dzieckiem księżyca nie był czasem straconym. Miło było przysiąść do lektury tej książki, i nie wstać, do póki jej nie przeczytałam. Zajęło mi to nieco ponad dwie godziny - a wszystko przez naprawdę udane pomysły autorki.
Wam również gorąco polecam tą lekturę ;)

8/10

Za możliwość ponownego zagłębienia się w świat Luny, serdecznie dziękuję wydawnictwu G+J




1. Luna
3. Amerykański wampir
4. Dziecko księżyca

niedziela, 7 kwietnia 2013

"Pięćdziesiąt twarzy Greya", Erika Leonard



Hej, hej, nie opieraj się jej 



Tytuł: Pięćdziesiąt twarzy Greya
Autor: E L James (Erica Leonard)
Wydawnictwo: Sonia Draga
Ilość stron: 608



Anastasia Steele to szczęśliwa studentka. Ma w około siebie przyjaciół, na których zawsze może liczyć. I z wzajemnością. Właśnie pewnego dnia, Kate, najlepsza przyjaciółka Anastasii potrzebuje pomocy. Niefortunnie zachorowała, akurat wtedy gdy miała przeprowadzać wywiad z jednym z najbardziej wpływowych biznesmenów, który jednocześnie jest sponsorem ich uczelni. Anastasia jako wzorowa przyjaciółka, udaje się do firmy Greya, aby przeprowadzić wywiad. I tak zaczyna się nasza przygoda z panną Steele i panem Greyem.

„Naszym celem jest sprawianie przyjemności Panno Steele.”

Mało jest chyba wśród nas osób, które nie szłyszałoby o tej książce. Pewnego dnia zaczęła się jej reklama, i tak już trwa. Widzimy ją wszędzie: w telewizji, gazetach, internecie, a ostatnio słyszałam jej recenzję nawet w radiu. Zainteresowana tą książką, i zaciekawiona jej fenomenem postanowiłam się przyjrzeć się jej bliżej. I oto co widzę... Na pozór Pięćdziesiąt twarzy Greya to zwykły romans, w którym znajdziemy znany motyw: mega przystojnego i obrzydliwie bogatego mężczyzny, oraz kobietę - średnio usytuowaną, młodą i ładną, ale nie doceniającą swojej urody. I gdybyśmy tylko z tej strony na tę powieść patrzyli, zdecydowanie moglibyśmy zaszufladkować ją wraz z innymi książkami, typu "do przeczytania na raz, trochę się wzruszyłam, ale to zwykły romans". Tymczasem tak nie jest. To co wyróżnia tą powieść to duża ilość seksu, ale raczej nie słodkiego - tu występuje ten perwersyjny rodzaj. Spotykalam się już z książkami w których jest duża ilość seksu. To między innymi seria autorstwa Keri Arhur. Wiele osób nie lubi tej serii właśnie dlatego: bo jest tam dużo seksu, a z założenia jest to książka paranormal romance. Pięćdziesiąt twarzy Greya to jednak coś innego, a to dlatego że ta książka z założenia jest o seksie.

Jednak pomimo tego że mamy tu dużo takich scen, tą powieść jest również pełna innych, równie ciekawych momentów. Na samym początku poznajemy pannę Steele, jako kobietę jakich wiele. Przedstawiona została tak, aby wzbudzać zaufanie czytelników. Miła, sympatyczna dziewczyna, pracująca w sklepie budowlanym, aby zarobić sobie na życie studenckie. Widzimy również pana Greya który jest niedostępnym człowiekiem dla zewnętrznego świata. I tak właśnie się poznają.

Warto wspomnień coś więcej o naszym bohaterze. To postać niezwykle tajemnicza, a w porównaniu do innych niezwykle w sobie zamknięta. Grey ma problemy z uczuciami, a wszystko to przez jego przeszłość. Jednak mimo swojej niepewności, nieufności do świata, założył swój własny biznes, i tak właśnie stał się jednym z bogatszych biznesmenów. I niespodziewanie do zamkniętego świata Greya, w którym tylko on sam wie jak egzystować, wkracza młoda Anastasia, która jak nietrudno się domyślić, zdobywa jego serce.

Pięćdziesiąt twarzy Greya czytało mi się naprawdę nieźle. Oprócz interesującej fabuły, autorka przedstawiła nam ciekawy styl. Fakt - nie jest zbyt wyszukany - i dlatego niepełna ilość gwiazdek przypada tej pozycji, ale niczego jej mu nie brakuje. Wygląda to tak, jakby normalna kobieta wpadła nagle na pomysł napisania książki: bez wielkiego przygotowania, i trochę ' po łebkach'. Ale liczy się efekt - a ten jest naprawdę ciekawy i intrygujący.

Innymi słowy: nie ma powodów dla których mogłabym wam odradzać tą książkę. Zachęcam was do niej, choćby po to, żeby sprawdzić czym zachwyca się Świat :)

Jestem pewna że wielu z was ma ją już za sobą. Jakie są wasze odczucia? :)

„Pozbywa się marynarki, rozwiązuje ciemny krawat i rzuca je na sofę. A potem bierze mnie w ramiona, przytula mocno, szybko chwyta mój kucyk, żeby odchylić mi głowę i całuje mnie tak, jakby od tego zależało jego życie.”

8/10

poniedziałek, 14 stycznia 2013

"Trafny wybór", J. K. Rowling



Kto tu rządzi?




Tytuł: Trafny wybór
Autor: J.K. Rowling
Wydawnictwo: Znak
Ilość stron: 512



Małe miasteczko Pagford, kilkaset kilometrów od Londynu. Wydawać by się mogło że na przyjezdnych czeka tylko jedno - nuda. Ale wbrew pozorom tak nie jest. Żyją tu dość ciekawi ludzie - chorzy na nerwicę natręctw, narkomani, uwikłani w brudne interesy. Jednakże śmierć Barry'ego, znanego jako trenera osady wioślarskiej, lub jako kochającego męża i ojca, wspaniałego przyjaciela, wstrząsa wszystkimi znajomymi.


Zapewne każdy z was słyszał już o "Trafnym wyborze". Większość z was od razu kojarzy jego autorkę z kultową już serią o nastoletnim czarodzieju, Harry'm Potterze. Osobiście uważam tą serię za świętość :) Ale nie o niej dziś rozmowa. Dziś porozmawiajmy o niezwykle słynnym ostatnio "kryminale", jak gdzieś ostatnio przeczytałam. I chyba właśnie idę cudzysłowu tego zaczniemy. Albowiem o "Trafnym wyborze" możemy powiedzieć wszystko, ale na pewno nie to że jest on kryminałem.

Rowling przedstawia nam życie małego miasteczka i jego zwykłych mieszkańców. Obecną sytuację rozpatrujemy i widzimy z wielu stron: szkolnej pedagog, jej nastoletniego syna który łamie wszystkie normy i zasady, dziewczyny przez niego nękanej, przystojnego faceta który porzuca swoją partnerkę dla wdowy po swoim przyjacielu, miejscowej lekarki która nad sobą nie panuje... Wymieniać można by tak długo, ale nie w tym rzecz. Otóż ten zabieg zastosowany przez autorkę wpłynął na książkę ni mniej ni więcej tylko tak, jakby nie za wiele poszczególne wątki miały że sobą wspólnego. Zapewne pani Rowling chciała pokazać nam pewne sytuacje z wielu stron, wielu punktów widzenia, ale jakoś nie przemawia to zbytnio do mnie.

W połowie książki zauważyłam też niezwykle zabawną rzecz - poczucie humoru autorki. Otóż gdy my, przyzwyczajeni do niezwykłości serii o czarodzieju, czekamy na kogoś niezwykłego - dostajemy zwykłych ludzi. Gdy doszukujemy się miejsca wspaniałego niczym Hogwart - czytamy o zwykłym Pagford. Chciałoby się rzecz, że fabuła musi być niezwykła - znowu zaskoczenie. Całkiem zwykła. Autorka się nami bawi - możliwe że sobą też. W pewnym sensie odcina się od Harry'ego, choć nie jestem pewna czy to dobry pomysł. Dla nas, czytelników po lekturze Harry'ego Pottera, aż smutne jest czytać taką, nieco nudną powieść. Aczkolwiek na pocieszenie - nasza kochana autorka przejawia się w innym aspekcie. Jakim? W kreowaniu bohaterów oczywiście!

Tak, w tym jest na prawdę dobra. Każdy bohater jaki został nam przedstawiony, każdy charakter - nie jest prosty, lecz pokręcony. A może nie tyle co pokręcony, jak wszechstronny. Tak, właśnie tak nazwałabym stworzone przez autorkę postacie. Są barwne i kolorowe, dobre i złe, i mają wiele, wiele innych cech indywidualnych,w które zostały wpasowane. Jednym zdaniem: Trafny wybór to istne bogactwo językowo-stylistyczne!

A co znajdziemy w książce? Żądzę władzy, pieniędzy, sławy. Zwykłe życie, przedstawione również ze strony politycznej - bitwa o znaczenie w małym miejscu. Jest to dość ciekawy temat, i również ciekawie pokazuje nam życie ludzi, tak zwykłych jak my. Dlatego też uważam, że warto po nią sięgnąć. Mnie osobiście właśnie ten wątek wciągał najbardziej. :)

Podsumowując: polecam gorąco wszystkim zainteresowanym i nie tylko, osobom które mają czas na książkę nieco dłuższą, i niekoniecznie tak wciągające, że nie da się oderwać. :)


Pytanie nie związane z Trafnym wyborem. Czy uważacie że "Dziedzictwo" warto czytać bez uprzedniej lektury "Eragona"...?