Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historyczne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą historyczne. Pokaż wszystkie posty

sobota, 5 maja 2012

"Pieśń Łuków. Azincourt", Bernard Cornwell





Łucznik, nadzieja milionów ludzi





Tytuł: Pieśń Łuków. Azincourt
Autor: Bernard Cornwell
Wydawnictwo:Esprit
Ilość stron: 611




Pieśń Łuków. Azincourt to powieść historyczna, która swym opisem niezmiernie mnie zaciekawiła. Otóż o bitwie między Francuzami, a Anglikami mówi się, że to drugi Grunwald, tyle że rozstrzygnięty w 1415 roku, i nie w Polsce, a we Francji. Myślę że bitwa ta jest znana wielu osobom, nie tylko historykom - również z tego, że ważną rolę odegrali w niej łucznicy. To właśnie pewien łucznik jest bohaterem naszej książki - Nicholas Hook, na początku młody mężczyzna z lasu który za pomocą łuku poluje na zwierzęta. Następnie banita, za podniesienie ręki na duchownego. I właśnie to wydarzenie zapoczątkowało inne, a skutkiem tego była wyprawa Hooka na bitwę o Francję.

Jak potoczą się losy Hooka, oraz jak skończy się bitwa nie zdradzę, bo może jednak niektórzy nie wiedzą, jak król Anglii poradził sobie z podbiciem tronu francuskiego. Mogę was jednak zapewnić, że nie zabraknie tu opisów codziennego życia łucznika, zdecydowanie. Ponadto, znajdziecie tutaj wciągające relacje z bitew toczonych między Francuzami i Anglikami. Nie zabraknie wartkiej akcji, choć i z nią bywa różnie. A czemu? Otóż zacznijmy od początku: książka jest gruba. Tak, wiem... 600 stron, na powieść historyczną to mało, jednak tylko dla historyków. Dla pasjonatów powieści historycznych, to raczej męczarnia, jeśli interesujące momenty oddalone są od siebie o kilkadziesiąt stron. I właśnie dlatego tak długo zeszło mi się z czytaniem tej książki - po prostu mnie nie wciągnęła. I przyznam się, choć lubię historię i takie powieści, tą zdecydowanie polecam tylko zapalczywym miłośnikom historii. :)

Nie mówię jej jednak NIE. Mimo tego że mnie znudziła, to doceniam to, że wniosła do mojego życia wiele rzeczy, których dzięki zwykłym lekcjom historii bym nie posiadła. Mówię tutaj o zwyczajach, zachowaniu ówczesnej ludności, i o wielu innych czynnikach. Jasne, nauczyciele nam opowiadali, ale co z tego. Jeśli czytam książkę, przeżywam wszystko razem z bohaterami - więc to prawie tak, jakbym tam była. :)
I choć może nie zdajecie sobie z tego sprawy, książki tak wzbogacają nasze umysły, że sami byśmy ich o to nie podejrzewali.
Zastanawiam się, co jeszcze mogłabym napisać, jednak stwierdzam iż naprawdę niewiele. Bowiem są takie książki, o których nie mogę przestać pisać, a potem muszę usuwać, bo "za dużo". Nie, ta taka nie jest. Mam problem z pisaniem o niej, choć w sumie, nie była złą pozycją. Dawała dużo do myślenia, co jest na plus. Jednak tak jak pisałam wyżej - nie bardzo wiem, jak zabrać się za jej ocenę, zważywszy na to, kto ją napisał...

A autorem tej że powieści jest Bernard Cornwell. Znany na całym świecie, brytyjski historyk i pisarz. Twórca najlepszych powieści historycznych.



Myślę, że oceniam ją sprawiedliwie. Nie wciągnęła mnie, ale zawierała ważne wątki. Również miłosny, który umilał mi nudne chwile. Nie była to lekka pozycja dla mnie, choć spotkałam się z zupełnie sprzecznymi opiniami. No cóż - w końcu to moja decyzja. 

"Pokój to skarb, którego nie sposób przecenić.
Nienawidzę wojny. Tej cenić nie należy nigdy.
Przez tak długi czas, słusznie czy też nie, nie dawała mi
Ujrzeć mej Francji, którą ukochałem całym sercem."
6/10

Za możliwość uczestniczenia w bitwie pod Azincourt, serdecznie dziękuję wydawnictwu Esprit




P.S. Chciałam się również pochwalić - u Tristezzy, w konkursie urodzinowym wygrałam książkę (2 miejsce) - jest to 2 część serii o kobiecie demonie mianowicie Wyklęta - Nieznana - Niewidzialna. Miałam 3 część(Święty Mikołaj się nie zorientował), teraz mam też drugą, pozostaje mi zakup 1. Wszystkie trzy czytałam, i gorąco polecam.
Poza tym, na rozdaniu u K.Alinek, wygrałam zakładkę - jeszcze nie widziałam. 



wtorek, 3 kwietnia 2012

"Africanus. Syn konsula", Santiago Posteguillo




Africanus, dzielny syn



Tytuł: Africanus. Syn konsula

Autor: Santiago Posteguillo
Wydawnictwo: Esprit
Ilość stron: 427


Co by było gdyby... No właśnie, co? Wyobraźmy sobie, że Hannibal jednak nie daje za wygraną. Przezwycięża Rzym, z którego zostaje marna kupka. Wielka potęga Rzymu! Nie, tak nie mówilibyśmy. Jak potoczyłyby się dzieje ludzkości, gdyby Rzym w potyczce z Kartaginą uległ? Długo można by się zastanawiać, ale jedno jest pewne: nic nie wyglądałoby tak jak teraz.

A o czym jest Afrikanus? No właśnie. Choć jak głoszą wszelakie opisy, jest to książka o Publiuszu Korneliuszu Scypionie Afrykańskim, to tak na prawdę rozwiniętych jest tu wiele wątków. A ten o Africanusie wcale nie jest dominujący. Wiele stron poświęconych jest opisom bitew, obmyślania strategii (wnikamy zarówno w głowę Hannibala, jak i konsulów Rzymu), a także jednemu z żołnierzy rzymskich (Tytus). Jesteśmy też świadkami obrzędów ku czci bogów.

Wybierając książkę do recenzji, zastanawiałam się nad różnymi pozycjami. Sama nie wiedziałam, czy Africanus jest w moim typie. Oczywiście nie gardzę pozycjami historycznymi, wręcz przeciwnie, bardzo je lubię ( ku zdziwieniu moich rówieśników, bo to przecież historia!). Nie odtrącają mnie opisy bitew za czasów potęgi rzymskiej, ani też wojny toczonej przez Hitlera. Cenię książki, które oprócz tego że są powieściami, zawierają cząstkę historii. W sumie, zastanawiałam się między tą książką, a Hyperwersum. A wybrałam tą, bo o ile o tamtej słyszałam sprzeczne opinie, tak o tej - same dobre.

Książka, jak wspomniałam wyżej, obfituje w różnego rodzaju tematykę. I historyk, i zapalczywy miłośnik militariów, jak również czytelnik lubujący się w wątkach miłosnych znajdą coś dla siebie. Mi zaś, do gustu przypadł wątek o zwykłym rzymskim obywatelu, który z człowieka średniej klasy, stał się bogaczem. Potem cierpiał biedę i ubóstwo. Następnie wstąpił do legionu, gdzie znalazł przyjaciela. W książce tej, opisane są jego losy, jego wielka sprzeczność uczuć, nastrojów i prywatnego majątku. Z zawziętością dążyłam do rozdziałów poświęconych jego osobie - na moich oczach, ten człowiek się zmieniał!


"Na Kastora i Polluksa! Oto godzina, w której stryj i bratanek opróżnili razem piękny dzban wina! Dzisiaj się upijemy!"

Ale nie można oczywiście zapominać o Africanusie. Poznajemy go jeszcze jako małego chłopca, widzimy jak dorasta, oraz spełnia się jako mężczyzna. A wreszcie, poznaje swoją miłość. Jest to bohater, który ratuje własnego ojca z opresji, choć i ten nie wyszedł z tego bez szwanku. Godną uwagi postacią jest także jego wuj, pełen werwy, rzymski żołnierz. 

Muszę też przyznać, że spodziewałam się zupełnie czegoś innego. Również zakończenie było takie... słabe. Właściwie, to go nie było. Trwa akcja, ja zniecierpliwiona nie mogę doczekać się zakończenia, przekręcam kartkę, a tu... wyjaśnienie trudniejszych terminów. Skończyło się. Wyobraźcie sobie moją minę! Aż sprawdziłam, czy na pewno są wszystkie kartki. Pozostaje mi mieć tylko nadzieję, że następny tom będzie obfitował w lepsze zakończenie. Mimo że książka ogólnie mi się podobała, straciła nieco w moich oczach, właśnie przez to zakończenie. Niemniej jednak polecam ją wszystkim! 

"- Świetnie, widzę że przybywam w odpowiednim momencie - rzekł na widok jedzenia, które niewolnik rozstawiał pośrodku, pomiędzy trzema sofami. - Cieszę się, że przyszedłem, zanim mój brat zdążył wszystko zjeść."
7/10

Za możliwość przeczytania, serdecznie dziękuję wydawnictwu Esprit!

Wydawnictwo Esprit

piątek, 2 marca 2012

"Kamienie na szaniec", Aleksander Kamiński





Pięknie umierać i pięknie żyć






Długo zastanawiałam się, czy napisać recenzję tej książki. Czemu? To proste. Nie chciałam w żaden sposób dzielić się moimi przeżyciami z wami. Wiem, że brzmi to dziwnie, ale uwierzcie - Kamienie na szaniec wydały mi się tak osobistą rzeczą, jak to tylko możliwe. Wzruszyła mnie niesamowicie, i nie byłam pewna, czy to co czułam dam radę opisać. I pewnie tak nie będzie. Chciałabym też na samym wstępie uprzedzić, że wyjawiam tu dość ważne fakty z książki, a osobom które jeszcze nie czytały, nie chciałabym niczego psuć(choć i tak na wstępie Kamieni zdradzone jest co i jak się stanie).Po skończeniu tej książki poruszyła mnie jeszcze jedna rzecz, a mianowicie, zastanowiłam się, dlaczego ta książka jest tak mało doceniana. W mojej klasie, przeczytało ją niewiele osób: głównie dziewczyny, a z chłopców tylko kujony. Dziewczyny stwierdziły że jest nudna, głupio napisana, i przede wszystkim historyczna. Nikt się nie zamienił w wampira, nikt nie był wilkołakiem. A co gorsza: żadna nastolatka nie zaszła w ciążę z chłopakiem swojej najlepszej przyjaciółki, toż to kompletna nuda, i zmarnowany czas! (Można byłoby posiedzieć na kwejku, przecież! )Chłopcy, przeczytali ją z obowiązku: oczywiście wiedzą jak bohaterowie mają na imię, czego dokonali, o czym jest książka, bla, bla bla. Ale czy to tak naprawdę ważne? Żaden z nich nie wczuł się w to, o czym książka naprawdę jest. I nie wiem, czy uznacie mój wywód za nudny, ale w końcu poczułam się w obowiązku wyartykułować tu kilka tak ważnych spraw. Uważam że książka nie jest tylko dla zainteresowanych II wojną światową, ani dla gimnazjalistów których jest ona lekturą. Nie uważam też, że można czytać ją pod ławką na wyjątkowo nudnej lekcji, lub korytarzu. Sądzę zaś, że do niej trzeba nam ciszy, spokoju. Głębokich przemyśleń, nad sprawą ważniejszą niż życie - ludzką przyjaźnią.

Chcąc wam przybliżyć nieco tematykę tej książki, a i ochłonąć po uporczywym wciskaniu klawiszy jeśli chodzi o poprzedni akapit, przedstawię wam teraz głównych bohaterów.




 
Od lewej: 
Maciej Aleksy Dawidowski - "Alek"
Tadeusz Zawadzki - "Zośka"
Jan Bytnar - "Rudy"


Podczas czytania, zastanawiałam się która postać jest mi najbliższa. Z którą najbardziej się utożsamiam, która jest dla mnie przewodnikiem. Myślałam że najmniej wspólnego mam z Zośką. Właściwie, to na samym początku sądziłam że będzie on "dodatkiem" do całej historii o Alku i Rudym.( Jakże się myliłam!) Starałam się też dociec, dlaczego tylko ostatnie kilkadziesiąt stron jest poświęcone Zośce, a poprzednie głównie Alkowi i Rudemu. Natomiast po przeczytaniu, już wiedziałam. Autor chciał dać każdemu tyle samo czasu, inaczej niż zrobiło to życie. Pod koniec już nie wiem: który z bohaterów, był najważniejszy? Czy możliwe że to Zośka?
Kamienie na szaniec wzbudzają we mnie takie emocje, jakie wzbudziła we mnie do tej pory tylko jedna książka. Ta, jest przesiąknięta uczuciami młodych, ambitnych ludzi. Ludzi walczących o Polskę, ludzi którzy wiedzieli co to miłość, co to przyjaźń. Ludzi, którzy mieli siebie, a to było wystarczającym powodem aby chcieć żyć w tak trudnych czasach. Kamienie opowiadają o niezwykłej przyjaźni. Zastanawiałam się, czy to właśnie ona spowodowała taki, a nie inny obrót wydarzeń. Bowiem dwoje ludzi - tak sobie bliskich, umarło osobno - lecz razem. Choć o tym nie wiedzieli, odeszli tego samego dnia. Jeden po drugim. Byli to wspaniali ludzie, gotowi oddać za siebie życie. Rozbrajające jest również to, co powiedział Alek, uśmiechając się, gdy umierał:


" Nie uwierzysz, ale jednym z powodów mego zadowolenia jest to, że wreszcie ja sam cierpię, dotąd cierpieli inni. Tyle ludzi. Ojciec... A ostatnio przeze mnie matka... To, że mnie dotąd omijało, było nieznośne. Teraz wszystko w porządku. "
10/10




Tytuł: Kamienie na szaniec
Autor: Aleksander Kamiński
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Ilość stron: 230

I wiem, że nie wyszło tak, jak wyjść powinno.