Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Media Rodzina. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Media Rodzina. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 12 lipca 2012

"Kosogłos", Suzannne Collins




Być Kosogłosem



Tytuł: Kosogłos (t.3)
Autor: Suzanne Collins
Wydawnictwo: Media rodzina
Ilość stron: 372



Nie ma już nic. Nie ma Dwunastki. Nie ma Ćwieka, nie ma Złożyska. Tylko Wioska Zwycięzców pozostała, o ironio. Nie ma też rodzin. Ale nie wszystkich - niektórzy się uratowali. O dziwo, nie ci najbogatsi. Za to inny dystrykt jednak żyje, trwa i pomaga. Na szczęście. Ćwierćwiecze Poskromienia się zakończyło, wbrew zasadom: nie z jednym zwycięzcom. Bo zwycięzców nie było. Dystrykty się buntują. Kapitol opada z sił. Trzynastka istnieje.

"- Ciągle chcesz mnie chronić. Prawda czy fałsz? - szepcze. 
- Prawda - odpowiadam, i dodaję dla jasności: - Właśnie to robimy oboje. Chronimy się nawzajem."

Po uprzedniej, wręcz zachwycającej mnie pozycji, czyli W pierścieniu ognia, po zwieńczeniu trylogii - Kosogłosie, spodziewałam się czegoś więcej. Jeśli miałabym ją oceniać normalnymi kryteriami, powiedziałabym że jest to książka ciekawa: ogromna ilość zwrotów akcji, sekrety, tajemnice, duża dawka emocji... Jeśli miałabym ją natomiast porównywać do pozostałych części trylogii, powiedziałabym jedno: zawiodłam się. Taaak, bo wiele osób mówiło, iż jest to najlepsza część. Mi chyba wydała się najgorszą z nich wszystkich. Nie chodzi o styl. Chodzi o fabułę.
Autorka 'objechała' mojego ulubionego bohatera - Gale'a, nie dając mu zbyt dobrego zakończenia na jakie zdecydowanie zasługiwał. Uśmierciła też osoby, które najbardziej przypadły mi do gustu, które według mnie, były perełką tej serii. Mam wrażenie, że Suzanne Collins broniła się przed emocjami, przed tym aby dać im upust, przed tym aby zakończyć serię należycie. Wiem, że wielu z was zakończenie podobało się niesamowicie - osobiście byłam tak zniesmaczona, smutna, czy też zawiedziona, że recenzja Kosogłosa musiała poczekać, bo nie sposób mi było na nią patrzeć. No cóż.

Mimo wszystko, tak jak wspomniałam wyżej, książka nie jako zakończenie serii a normalnie oceniana, wypada dobrze. Nadal styl autorki nie pozostawia wiele do życzenia. Spotykamy się z perfekcyjnie zastosowanymi środkami, i ku mojej uciesze - zwrotom akcji. Choć - muszę przyznać - w pewnym momencie mnie zmęczyły. Ale co tam, uważam to raczej za atut - no w końcu mnie, wytrwałego czytelnika, zmęczyły zwroty akcji, ha!

Zastanawiałam się, czy zabieg, jaki zastosowałam do W pierścieniu ognia podziałałby i w tym wypadku. Mianowicie po przeczytaniu części drugiej, odczekać pewien czas, i dopiero zabrać się za tom trzeci. Może z perspektywy czasu, popatrzyłabym na nią z dystansem, i oceniłabym ją inaczej? Myślę że byłoby to bardzo możliwe, choć sama w sumie nie wiem, czy po emocjach związanych z W pierścieniu ognia dałabym radę czekać na Kosogłosa.

Polecam: każdemu, bez wyjątku. Do lektury całej trylogii właśnie przymierza się moja babcia, a to przynajmniej dziwne. Przez całe lata zaczytywała się w romansach, głównie tych Daniele Steel, którą nie wątpię niektórzy z was znają. Ale postanowiłam podsunąć jej Igrzyska bowiem są takie książki, które powinien przeczytać każdy. Czuję że sprosta temu zadaniu, zważywszy na to, że poprzedni bestseller - Zmierzch pochłonęła szybko. Tylko jakoś do Harry'ego nie jest przekonana :P
Nie przedłużając: przeczytajcie sami, koniecznie całą trylogię. Zobaczcie, prześpijcie się z tym. Naprawdę gorąco polecam - przy dłuższym, trzytomowym spotkaniu trylogia zyskuje w moich oczach wiele.

" Niektóre drogi trzeba pokonywać samotnie."
9/10

poniedziałek, 9 lipca 2012

"W pierścieniu ognia", Suzanne Collins





Kto przyjaciel, a kto wróg




Tytuł: W pierścieniu ognia (t.2)
Autor: Suzanne Collins
Wydawnictwo: Media Rodzina
Ilość stron:


Po każdych Głodowych Igrzyskach, zwycięzca udaję się w Tournee Zwycięzców, odwiedzając po kolei wszystkie dystrykty. I także w tym roku, zwycięzcy na nie wyruszają. Podczas przygotowań do niego, w czasie trwania, a nawet już po nim, do Katniss docierają niepokojące wieści. Niepokojące, ale dla władz. Czy bunt przeciwko władzom Kapitolu jest możliwy? Czy dystrykty mogą zniweczyć okrucieństwo panujących? I to, jaką Katniss odegra w tym rolę...

"-Osobiście staram się zawsze przekuwać emocje na pracę, bo w ten sposób nie krzywdzę nikogo oprócz siebie."

Poprzednią część czytałam jakiś czas temu. Miała ciekawą fabułę, ogromną ilość zwrotów akcji, była wciągająca, i wiele, wiele więcej zalet. Jednak nie zachwyciła mnie na tyle, ażebym mogła stwierdzić z przekonaniem: "tak, to nie były zmarnowane pieniądze". Wręcz przeciwnie, myślałam co innego. Właśnie dlatego dałam sobie czas, odsapnęłam, i dopiero niedawno zabrałam się za ów część. Co mogę teraz powiedzieć? Nie żałuję swojej decyzji.
Każda książka ma swoją cechę rozpoznawczą, charakterystyczną. Takim elementem rozpoznawczym w W pierścieniu ognia jest ogromna szczerość, która wyżyma ze mnie emocje niczym gąbka pozbywająca się wody. Jestem przekonana, że czytając tą część, oprócz ogromnego braku zainteresowania światem poza nią, na mojej twarzy odmalowywały się emocje. Strach, ból, udręka - nadzieja, przyjaźń miłość. Bo... bo tej książki nie da się nie czuć.
Jakie emocje towarzyszyły mi przy jej czytaniu? Wszystkie. Czasem była to książka szczera do bólu tak, że ciekły mi łzy. Innym razem śmiałam się do kartek. Raz była to książka lekka, przyjemna, a innym razem - rozpaczliwa, trudna do zrozumienia, okazania jakichkolwiek pozytywnych emocji. I to chyba właśnie dlatego ją tak polubiłam.

Bohaterowie? Cóż, najbardziej utożsamiam się z przyjacielem Katniss. Szczery, zawsze ten sam, poczciwy Gale. Tylko ludzie w okół niego źli i okrutni. Wcale nie będę ukrywać że to on jest moim ulubionym bohaterem, i trochę szkoda mi, że jest go tak mało w tej części. Niestety, niektórzy muszą stanąć w cieniu, ażeby inni mogli zaistnieć.
I faktycznie - pojawiają się nowe postacie. Z tych 'nowych' do gustu przypadła mi zdecydowanie Johanna. Zamknięta, mająca swoje tajemnice, a jednak szczera do bólu - ah, chyba ma coś ze mnie.
Poza tym, przyznaję: jedni bohaterowie lepsi, drudzy gorsi. Kwestia uznania.

Z tą książką na pewno nie będziecie się nudzić. Tak jak i w Igrzyskach zaznajomicie się z wyśmienitą fabułą, szybkimi zwrotami akcji, i nieoczekiwanymi decyzjami bohaterów. Na pewno nie będziecie się nudzić, słowo honoru. Moje słowo honoru! :)


W pierścieniu ognia polecam wszystkim. Ale nie możecie zacząć od tej części, skuście się na Igrzyska. To będzie zdecydowanie lepsza decyzja :)


"[...] bo jesteś kosogłosem, Katniss [...]"
9.5/10

czwartek, 17 maja 2012

"Igrzyska Śmierci", Suzanne Collins





Dziewczyna ognia


Tytuł: Igrzyska Śmierci
Autor: Suzanne Collins
Wydawnictwo: Media Rodzina
Ilość stron: 350



Państwo Panem. Dwanaście Dystryktów. Jego władcy, organizatorzy Igrzysk Śmierci, zwane także Głodowymi. I Katniss, nasza główna bohaterka. Czy uda jej się ocalić siebie i tych których kocha? Czy będzie musiała stawić czoła niebezpieczeństwu? Czy będzie musiała... zabijać?

Tak naprawdę, to wcale nie zamierzałam pisać recenzji Igrzysk. Serio. Zaraz po zakupie stwierdziłam, że każdy już chyba ma dość czytania kolejnej zachwalającej recenzji. Teraz tak nie myślę - widocznie wcześniej wściekałam się, że wszyscy je czytali, a ja nie. To niezwykle irytujące. Aktualnie jednak z chęcią porównuję swoją opinię na temat tej książki do tych waszych. Już rozumiem...

„Niszczenie jest znacznie łatwiejsze od tworzenia”

Przyznaję szczerze, że do Igrzysk podchodziłam z dystansem. Ok, wszyscy chwalą, nie może być zła, ale z drugiej strony, może to tak jak z innymi tego typu, sławnymi książkami? W głębi jednak wiedziałam, że się na niej nie zawiodę. Ale niestety muszę przyznać że się rozczarowałam. Nie chciałam tego. Podczas czytania, myślałam sobie, komu ją pożyczę, zachwalając i zaklinając się na wszystkich Świętych. Z jakim entuzjazmem będę o niej opowiadała, a w dodatku wymyśliłam sobie nawet kawałek recenzji. Tak mi utkwił w pamięci, że mimo iż minęły 3 dni, ja nadal pamiętam. Brr.
Wymagałam od niej zbyt dużo, jak mi się wydaje. Wcale jej nie krytykuję - przeciwnie, podobała mi się. Nie chcę tu zgrywać żadnej buntowniczki, jednak dziwię się, bo myślałam że jest w niej coś niezwykłego. Coś tajemniczego. Niespotykanego. W końcu to trzecia, zaraz po Harrym Potterze i Zmierzchu seria, która odniosła tak wielki sukces. Tymczasem... jakoś tego nie ma. Niczego specjalnego. Jest ciekawa, ma wiele zwrotów akcji, wciągające momenty, ciekawych bohaterów. Niestety, na tym chyba koniec. Oceniam ją dość wysoko, bo nie był to stracony czas. Jednak niewiele jest w niej fascynującego.
A najbardziej wkurzyła mnie "miłość" bohaterów. Taka, dziwna, nijaka, nikt nie wie czy udawana. Ehh, nie jestem przekonana. A poza tym, to było nieco przewidywalne. Przykro mi.

Oczywiście mimo tego że się zawiodłam, książka posiada również wiele dobrych aspektów. Między innymi styl autorki: łatwy w odbiorze, lekki, kojący. Nic w nim wyszukanego, i chyba właśnie o to chodziło. W końcu całą historię opowiada nam nastolatka, więc czego się spodziewać? :)
Również ciekawą rzeczą, jest sposób wykreowania głównych bohaterów. Owszem, Katniss to typowa bohaterka, jest silna, ale gdzieś w głębi wrażliwa. Utożsamiam się z nią. Nurtuje mnie jednak Peeta. Jest dla mnie zagadką, i o ile czyny Katniss odgadywałam z wyprzedzeniem, o tyle Peeta zawsze robił coś innego niż to, czego się spodziewałam.

Znowu jednak nawiążę do fabuły, gdyż nie daje mi spokoju. Oprócz tego że była lekko przewidywalna, mam jeszcze jedno zastrzeżenie: zakończenie. Taak, jest naprawdę dziwne. Niestety nie wydarzyło się tam nic spektakularnego, a szkoda. Nie wiem, do końca co sądzić o całej serii. Wiem jedno: na pewno przeczytam, w końcu zakupiłam wszystkie trzy części. Mam pewien niedosyt, w związku z tym mam nadzieję, że następna część będzie lepsza. Szczerze, to mam nadzieję że będzie wyśmienita. 


"Siedemdziesiąte Czwarte Głodowe Igrzyska uważam za otwarte, Cato. Teraz powalczymy na serio."
8.5/10


Błagam, powiedzcie mi że następne są lepsze! :)