piątek, 8 marca 2013

"Kroniki Ellie. Wojna się skończyła, walka wciąż trwa", John Marsden



Trzeba walczyć o lepsze jutro





Tytuł: Kroniki Ellie. Wojna się skończyła, walka wciąż trwa (t.1-kont. serii "Jutro")
Autor: John Marsden
Wydawnictwo: Znak
Ilość stron: 302


Gdy kończy się wojna nie wiadomo czego można się spodziewać. Zależy to od tego, która strona wygrała - no i jeśli przeciwnik zagarnął pierwotnie nasze ziemie - na czyich się znajdujemy. Ellie i jej przyjaciele znaleźli się w dość nieprzyjemnej sytuacji. Są na swojej ziemi, ale... ale ona znajduje się na pograniczu. Co to oznacza w praktyce? Stałe zagrożenie. Bo mimo tego że wojna się skończyła, to walka wciąż trwa.


Przypomnijmy sobie co nieco o serii Jutro. Opowiada ona o grupie nastolatków, którzy wyjeżdżają na biwak, a po kilku dniach przebywania w dziczy, wychodząc w stronę cywilizacji, nie spotykają niczego, co mogło by świadczyć o tym, że wszystko jest OK. W pobliżu nie ma żywej duszy, nawet zwierzęta poumierały. Tak oto zaczęła się inwazja która trwa przez siedmioczęściową serię. Kontynuacją tej serii jest trylogia, która rozpoczyna się od pozycji którą dziś recenzuję.

Kroniki Ellie zaczynają się zaraz po tym, jak w 7 części Jutra wydarzenia się kończą. Mamy zatem Ellie po wielu okropnych przejściach, z szarganą psychiką, i ludźmi w okół którzy odchodzą i wracają, a potem znów odchodzą a człowiek naprawdę nie wie czy oni jeszcze wrócą. Wszystko i wszyscy starają się dojść do ładu z tym nowym porządkiem, który przecież nikomu nie przypadł do gustu. Jest trudno, nawet dla naszej bohaterki, która przeszła tak wiele.
Jak zwykle muszę przyznać, że John Marsden porusza te obszary mózgu, które są odpowiedzialne za postawienie się w sytuacji Ellie ( tak naprawdę nie wiem czy są takie obszary- no dobra w 99% ich nie ma, ale to właśnie się ze mną dzieje gdy czytam coś co wyszło z pod pióra tego pana). Myślę że niezwykle realistyczne przedstawienie postaci, ich uczucia, zachowania i charaktery do owego myślenia zmuszają. Ta książka jest napisana w sposób którego chyba nie da się polubić. To przemyślenia Ellie, to komentarze wobec obecnej sytuacji, to takie proste dialogi które jest jednocześnie skomplikowane. To jak wielopoziomowy budynek z windą bez przycisków - jeśli do niej wejdziesz, nigdy nie wiadomo gdzie będziesz musiał wysiąść.

W pierwszej części trylogii, Ellie stara się utrzymać gospodarstwo. Po okropnych przeżyciach jakich doświadczyła również i po wojnie stale stara się dojść do siebie. Jednakże zawsze, mimo że wspierają nas bliscy, przyjaciele i życzliwi sąsiedzi, znajdzie się również ktoś kto myśli tylko o sobie, i chce nas wpakować w bagno. Ale jak powiedział jeden z bohaterów (cytat na dole), trzeba walczyć. Walczyć, żeby wygrać, lub przegrać. Niewalczenie to tylko przegrana.

Każdy kto przeżył wojnę staje się innym człowiekiem. Jego niegdyś podświadome lęki teraz zyskują prawdziwą formę; to co kiedyś oglądał się w filmach sci-fi, teraz posiada we własnych wspomnieniach. Dlatego też nowe życie jest trudne. I właśnie tak ukazuje nam je autor - nie jako cudowne życie bo przecież przeżyliśmy, lecz jako kolejne pasmo zmagań, kolejne głazy które należy wtoczyć pod górę. I właśnie tak wygląda wątek miłosny w Kronikach Ellie. Trudno powiedzieć czy jakikolwiek występuje, bo odpowiedź znajduje się poza zasięgiem bohaterów, gdzieś wysoko. Dlatego też przed nimi długa i wyczerpująca wspinaczka. Nie oznacza to jednak, że ta kontynuacja jest pozbawiona uczuć, wręcz przeciwnie - jest nimi nafaszerowana. A jedynym sposobem na poznanie skali nasycenia, jest przeczytanie tej książki - do czego serdecznie was zachęcam. Jednakże od razu uprzedzam, że nie ma sensu po nią sięgać bez ówczesnego przeczytania serii Jutro - bo po prostu nie będziecie wiedzieli o czym jest mowa.

Podsumowując: polecam gorąco każdemu, bowiem nie jest to książka dla ściśle określonego przedziału wiekowego - moja babcia zaczytuje się w serii jak i jej kontynuacji razem ze mną! :)

"Walcz - powiedział. - Jeśli walczysz, wygrywasz albo przegrywasz. Jeśli nie walczysz, przegrywasz."
10/10

sobota, 23 lutego 2013

"Grek Zorba" - Nikos Kazantzakis/ "Grek Zorba", reż. Mihalis Kakogiannis


Z sercem do świata



Tytuł: Grek Zorba
Autor: Nikos Kazantzakis
Wydawnictwo: Książka i Wiedza
Ilość stron: 269

Tytuł: Grek Zorba
Reżyseria: Mihalis Kakogiannis
Scenariusz: Mihalis Kakogiannis
Gatunek: Dramat, Przygodowy
Premiera: Świat, Polska
Data Premiery: 17.12.1964; 08.04.2011

Grek Zorba to opowieść o pewnym nieco sztywnym angliku, który wybiera się w podróż na Kretę, aby odpocząć, poznać siebie, oraz otworzyć biznes - kopalnię. Podczas oczekiwania na swój statek, w nadbrzeżnej kafejce poznaje Aleksisa Zorbę, który pałał się w życiu nie jedną pracą i niejednym zawodem, także miał do czynienia z wydobywaniem. Po wcale niedługich przemyśleniach, anglik postanawia zabrać greka na wyspę ze sobą. I tak oto powstaje przyjaźń między Zorbą a Szefem.

„Życie w odróżnieniu od śmierci jest pasmem kłopotów. Wiesz, co znaczy żyć? Popuszczać pasa i szukać guza”

Greka Zorby, a raczej jego filmowej wersji, nie poznałabym gdyby nie szkoła. Film to moja lektura, dlatego też już dawno mam ją za sobą. Ostatnio jednak postanowiłam przeczytać książkę - i mimo że napotkałam kilka trudności o których opowiem później, to nie żałowałam. 

Na początku warto powiedzieć, że zachęcam was do jednego: albo filmu, albo książki. Zupełnie niepotrzebnie jest zapoznawać się z obydwoma: różnią je tylko zmiany kosmetyczne, naprawdę niewielkie i niewiele znaczące dla fabuły. Chciałabym zdecydować, co wam polecić - ale naprawdę jest to trudny wybór. Książkę więc polecam tym, którzy są naprawdę wytrwali, i nie mają za złe autorowi, za czasem nieco długie opisy. Film zaś polecam wszystkim, bo można się przy nim pośmiać, i jest naprawdę ciekawy.

Mówiąc o książce, trudno nie wspomnieć o tych opisach, które dla niektórych mogą być drogą nie do przeżycia, dla mnie były rajem dla mojego zmysłu czytelniczego. Bo jak tu nie podziwiać w głowie pięknego wybrzeża Grecji, urokliwych plaż, a nawet czubków drzew które spalają się w promieniach wiecznego Słońca?

Książka przestawia nam tak naprawdę życie z dwóch perspektyw. Widzimy więc Szefa, czyli pewnego anglika, który jest dość młody, i nie doświadczył jeszcze życia. Nie ma swojej wybranki, nie podróżuje zbyt wiele, nie zna ludzi, i tak naprawdę, do pewnego momentu - wcale tych rzeczy nie chce. Z drugiej strony mamy Zorbę - poczciwego, starszego od anglika człowieka, który walczył na nie jednej wojnie, z nie jedną narodowością, miał wiele kobiet i kobitek, kocha życie, był na wszystkich kontynentach, i imał się różnych zawodów. Ta różnica między nimi, to mimo ogromnej przyjaźni, toczący się konflikt. I tak jak wcześniej, tylko do pewnego momentu. Bo jeden z nich w końcu zdaje sobie sprawę, który z nich ma lepsze życie - i że trzeba postępować inaczej.

Chciałabym wszystkich ogromnie zachęcić do przeczytania książki lub obejrzenia filmu - bo naprawdę warto!
„Gdy się na coś zdecydujesz. To odważnie naprzód idż. Puść młodości swojej wodze, nie szczędź jej, nie bój się żyć.”
7/10

sobota, 2 lutego 2013

Stosikowo #12013

Cześć wszystkim!

Dziś krótko - obecnie zajmujące mi wolny czas książki. 
Stosy na waszych blogach oczywiście przedstawiają się o wiele lepiej, ale to nic, mój też mnie cieszy! :)

Jednak nie przedłużając:

Od dołu:
Century - Ognisty Pierścień, P.D Baccalario - własne, posiadałam już dawno;
Century - Kamienna Gwiazda, jw
Century - Miasto Wiatru jw, zakupione w Biedronce, w promocyjnej cenie 9.99
Century - Pierwotne Żródło, jw :)
Grek Zorba, Nikos Kazantzakis -  z biblioteki
Uczennica Maga, Trudi Canavan - jw.


Może i stos niewielki, ale muszę wam powiedzieć że trochę się schodzi z jego przeczytaniem. W najbliższym czasie wypatrujcie recenzji Greka Zorby, bo tą pozycję mam już za sobą! :)

Pozdrawiam,
scorpius! :)