wtorek, 31 lipca 2012

"Opowieści buddyjskie dla małych i dużych", Ajahn Brahm



Usiądź i... poczytaj/pomyśl




Tytuł: Opowieści buddyjskie dla małych i dużych
Autor: Ajahn Brahm
Wydawnictwo: Studio Astropsychlogii
Ilość stron: 256

Ajahn Brahm - mnich, uczeń Mistrza Ajahn Chah'a na Dalekim Wschodzie. Oaza spokoju, ciszy, miejsce dla przemyśleń i do zastanowienia się. Tutaj właśnie powstał zbiór 180 opowiadań przeznaczonych dla wszystkich: dużych i małych. Ciekawe i pouczające, mówiące o religii, miłości, przebaczeniu i kłamstwach. Idealna pozycja na leniwe, upalne dni.


Nie będę ukrywała, że ta pozycja bardzo przypadła mi do gustu. Nie stała się moją ulubioną, bo do takich zaliczam tylko i wyłącznie te, do których poczułam miętę, aczkolwiek czuję że jest mi bliska.
Czemu? Myślę że zawdzięczam do tematyce jaką porusza Ajahn Brahm. Chodzi tu też o pewną nutkę... magii, ale nie takiej w pojęciu fantastycznym, ale raczej wdzięku. Bowiem przede wszystkim, czytając tą książkę poczułam się jak na lekcji stylu, dobrego zachowania i słuchania rozmówcy. Opowieści mają w sobie takie coś, czego nie ma w innych książkach. Zwykle gdy nas wciąga jakaś powieść, nie możemy się od niej oderwać. Ta natomiast wciąga, ale z odrywaniem się nie miałam problemu. Myślę, że to dzięki temu, iż są to krótkie opowiadania, które możemy czytać, np. jedno raz dziennie, lub dwa na dzień... To fajne, gdy chce się poczytać, a nie ma na to zbyt wiele czasu. Te opowiadania są idealne wręcz na jeden przystanek autobusem, czas zaparzenia się kawy, czy też na swoje pięć minut, gdy nasze dziecko woli chwilowo kolegów niż rodzica.
Ważnym elementem są tematy jakie porusza autor, i to, czy na pewno nadają się dla wszystkim. Czytamy tutaj o miłości, o pojmowaniu i rozumieniu świata, drugiego człowieka, i wielu innych, tego typu sprawach. Dlatego też uważam że owszem, te opowieści mogą być przeznaczone dla młodszych, ale czy tak na prawdę mają oni szansę je zrozumieć? Nie. Czemu? Bo nie doświadczyli jeszcze niczego złego, żeby zrozumieć. Nie mają komu przebaczać, nie znają miłości innej oprócz tej rodzicielskiej... Aczkolwiek tytuł mnie przyciągnął.

Podsumowując: warto przeczytać. Zawiera wiele interesujących i pouczających opowiadań, z których na pewno każdy znajdzie coś dla siebie.
9/10

Za możliwość zwolnienia, i zastanowienia się nad swoimi postępkami, serdecznie dziękuję wydawnictwu Studio Astropsychologii!


niedziela, 29 lipca 2012

"Wschodzący księżyc", Keri Arthur





Daj się porwać przygodzie


Tytuł: Wschodzący księżyc (t.1)
Autor: Keri Arthur
Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy Erica
Ilość stron: 438



Riley Janson - kobieta pracująca, odważna i tchórzliwa, seksowna i pociągająca, na co dzień pracująca w Departamencie Innych Ras. Niezwykłe połączenie wilka i wampira czyni ją pożądaną przez wielu mężczyzn... Właśnie to staje się dla niej zgubne - walczy o przetrwanie, miłość i prawdę, a ceną walki jest życie. Podczas gdy musi ratować brata Rhoana, jej życie wywraca się do góry nogami. Mając nadzieję, że seksowna kobieta-wilk-wampir poradzi sobie z trudną sytuacją, zabrałam się za książkę...

"Poleżałam jeszcze chwilę na słońcu, a potem uznałam, iż najwyższy czas się  ruszyć, zanim obrosną mnie chwasty."

Seria Keri Arthur, Zew Nocy, jest jedną z lepiej znanych serii paranormalnych. Na wielu blogach i nie tylko, co jakiś czas pojawiają się recenzje którejś z części. Są to zazwyczaj opinie pochlebne, także mając to na uwadze, skompletowałam trzy części i zabrałam się za czytanie... Pierwsze wrażenie?

Za dużo seksu. Tak, wiem, wielu z was to wypomina. Poza tym? Ciekawie prowadzona narracja, zero błędów, przemyślany styl. Potem nastąpił przełom. Zaczęłam zauważać, iż nie mogę patrzeć na tą książkę przez pryzmat seksualny, bowiem taka jest natura bohaterki. Mogłabym to robić, gdyby ta myślała tylko i wyłącznie o tym, cały czas. Ale tak nie jest. W pierwszym tomie, trafiamy po prostu na czas gorączki seksualnej jaka ogarnia Riley i inne wilkołaki, i niestety nic na to nie możemy poradzić. Zaakceptowałam książkę taką jaką jest, i dobrze, bo wreszcie mogłam ją "poczuć". 
Książka sama w sobie, ma wszystko, co mieć powinna. Nie brakuje tutaj miejsca na nic: są emocje - pozytywne i negatywne; są zwroty akcji, niespodziewane reakcje, i ty m podobne. Poza tym, styl autorki nie pozostawia wiele do życzenia. Bowiem miło się ją czyta, nie jest nużąca, natomiast ciekawa i wciągająca. Czytanie jej jest przyjemnością, pieszczotą dla mojego zmysłu czytelniczego. :)

Wschodzący Księżyc zdecydowanie polecam wszystkim "dojrzalszym", i tym którym podtekst seksualny książki nie będzie przeszkadzał. Jestem pewna, że miło spędzicie czas, i równie mocno jak ja, będziecie chcieli sięgnąć po następną część :)  Tak więc w tym miejscu, nie pozostaje mi nic innego jak napisanie: zabieeeerać się za nią, ale już! ;)

Chciałam wam też powiedzieć, że niezmiernie się cieszę, że napisanie recenzji na wyjeździe doszło do skutku - dzień brzydkiej pogody ( choć niecały) i odjazd części znajomych przyczynił się do tego w głównej mierze. Szkoda że taka krótka, ale niestety nic nie wpadło mi do głowy (ahh to słońce :D). 
Całusy! 

środa, 25 lipca 2012

Takie tam...

Hej!

Pozdrawiam ze ślicznych polskich gór!
Z przykrością piszę tego posta. Nie jest on ani miły, ani fajny, ale za to szczery: nie odwiedza was. Nie piszę też u siebie. Mam nadzieję że mi wybaczycie moje lenistwo. :-) Na wyjeździe jestem do pierwszego sierpnia. Zaraz po przyjeździe mam nadzieję pokażą się recenzje książek których nie zdążyłam napisać w domu, tutaj nie miałam czasu, albo po prostu tych, które jeszcze mam przed sobą. Z racji tego że mam okropny brak czasu (ale to świadczy dobrze o moich wakacjach, prawda? :-) ) nie mam czasu nawet na czytanie. Muszę wam jednak przyznać, że chwilowa abstynencja od książek nie zaszkodzi mi, wiem to już dziś :) Mianowicie: im dłużej zwlekam, tym bardziej nie mogę się doczekać :)
Na dziś to już chyba wszystko: przepraszam za zamieszanie, brak odwiedzin, zero komentarzy i nowych postów: POPRAWIĘ SIĘ! :)


Całusy,
scorpius.